Procesy na odległość już możliwe

Sądy w postępowaniu cywilnym mogą od niedawna przesłuchać świadka za pomocą wideokonferencji.

23 marca 2010 r. weszło w życie rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości w sprawie urządzeń i środków technicznych umożliwiających przeprowadzenie dowodu na odległość w postępowaniu cywilnym (Dz.U. nr 34, poz. 185).

Od tej pory sądy powinny coraz częściej przesłuchiwać świadków i biegłych na odległość, korzystając ze specjalnie do tego przygotowanych sal sądowych, wyposażonych w urządzenia do rejestracji obrazu i dźwięku.

Dotychczas przesłuchanie świadka z odległej miejscowości wymagało angażowania miejscowego sądu, często wyjazdu adwokatów na miejsce, a i tak sąd główny pozbawiony był bezpośredniego kontaktu ze świadkiem.

Otwarto pierwszy e-sąd.

Wprowadzona nowelizacja ma to zasadniczo zmienić. Świadka będzie można przesłuchać w sądzie właściwym ze względu na swoje miejsce zamieszkania, a jego zeznania za pośrednictwem łączy w czasie rzeczywistym dotrą na salę rozpraw, co jest szczególne przydatne w wypadku sporów transgranicznych. Z kolei dla podmiotów działających przez pełnomocników – przesłuchania na odległość zapewnią oszczędności w postaci kosztów podróży adwokatów i radców, którzy obecnie, chcąc uczestniczyć w przesłuchaniu świadka, muszą się stawiać na posiedzeniach wyznaczanych często w odległych miejscowościach. Dodatkowo zapisanie środka dowodowego na elektronicznym nośniku zapewni możliwość odtworzenia go w dowolnym czasie.

Istniejące dotychczas regulacje prawne umożliwiały przesłuchanie świadka „na odległość” jedynie na gruncie procedury karnej, a rozporządzenie ma umożliwić stosowanie takich środków również w procedurze cywilnej. Wydaje się, że korzyści związane z wdrożeniem tej procedury w procesie cywilnym będą w perspektywie większe niż koszt związany z wyposażeniem poszczególnych sądów w niezbędny sprzęt techniczny. Dzieje się tak dlatego, że większość sądów w kraju dysponuje już tego typu aparaturą. Na koniec 2009 r.w sprzęt do wideokonferencji wyposażonych było siedem sądów apelacyjnych, 45 sądów okręgowych, 23 sądy rejonowe i 21 aresztów i zakładów karnych. Sądy apelacyjne i jednostki penitencjarne posiadają po jednym zestawie do przesłuchiwania świadków na odległość. Pozostałe jednostki mają w większości po dwa zestawy.

W klasycznej formie sąd czy prokuratura dostawały protokół z odpowiedziami świadka na z góry zadane pytania. Tymczasem w trakcie składania zeznań mogą ujawnić się nowe fakty, które narzucają dodatkowe pytania, a to wymagało powtarzania przesłuchania. Przy wideoprzesłuchaniu sąd, prokurator czy adwokaci mogą reagować na bieżąco. Mogą też obserwować reakcje, mimikę świadka, czego żaden protokół nie odda. Ponadto zdarzało się, że sędzia musiał jechać przesłuchać świadka, tracąc cały dzień. Teraz taką czynność będzie mógł przeprowadzić w dwie godziny, będąc w sądzie i wykonując też inne czynności, co podnosi efektywność pracy i pozwala zaoszczędzić czas. Dla sądu ( Skarbu Państwa) oznacza to również ograniczenie wydatków związanych z koniecznością wypłacania świadkom zwrotu należnych im kosztów stawiennictwa.

Polskie sądy będą nagrywać rozprawy

Wprowadzenie w życie tych przepisów należy oceniać pozytywnie. Wideokonferencje już od wielu lat z powodzeniem stosowane są w sprawach karnych i nie wykazano do tej pory żadnych nadużyć, co do złamania zasady sprawiedliwego i rzetelnego postępowania sądowego.

Niezbędne zestawy audio-wideo są zamontowane we wszystkich większych zakładach karnych. Dzięki temu przesłuchania oskarżonych czy podejrzanych mogą się odbywać bez konieczności organizowania kosztownych konwojów z aresztu do siedziby sądu. Odpada również ryzyko ucieczki związane z transportem z aresztu czy zakładu karnego. Dotyczy to zwłaszcza więźniów niebezpiecznych. Z praktyki orzeczniczej widać, że przesłuchanie świadka – w tym pokrzywdzonego przestępstwem – w sposób uniemożliwiający bezpośredni kontakt ze sprawcą podnosi gwarancję ochrony osoby świadka. Ma również korzystny walor psychologiczny – obniża strach przed złożeniem niekorzystnych dla oskarżonego zeznań. W niektórych przypadkach przesłuchanie na odległość może stanowić jedyną gwarancję dostępu do sądu, położonego w znacznej odległości od miejsca zamieszkania świadka.

Jeżeli przesłuchanie na odległość zostanie spopularyzowane, to z pewnością ułatwi prowadzenie spraw, gdy przesłuchiwane mają być osoby w podeszłym wieku, chore oraz wysocy rangą urzędnicy, którzy nie zostawią obowiązków na cały dzień, by jechać na drugi koniec Polski złożyć zeznania.

NewConnect szansą dla przedsiębiorstw

NewConnect powstał, aby stać się alternatywną możliwością pozyskania kapitału przez dynamicznie rozwijające się przedsiębiorstwa i przeznaczony jest dla powstających lub młodych firm – posiadających status spółki akcyjnej, bądź komandytowo-akcyjnej, o relatywnie niskiej kapitalizacji, działających przede wszystkim w sektorach tzw. nowych technologii: IT, media elektroniczne, biotechnologia, energia alternatywna itp., opartych głównie na aktywach niematerialnych.

Formalności i koszty debiutu na NewConnect są niższe w porównaniu z rynkiem regulowanym GPW, m.in. nie jest konieczne sporządzanie prospektu emisyjnego. Mniejsze są także obowiązki informacyjne ciążące na emitentach: raporty kwartalne są nieobowiązkowe i nie ma wymogu audytowania raportów półrocznych.

Spółki obecne na tym rynku mogą też wybrać stosowane standardy rachunkowości. Specyfika NewConnect powoduje, że inwestycje w papiery wartościowe notowanych tam spółek są obciążone większym ryzykiem, ale jednocześnie pozwala liczyć na większe stopy zwrotu. Rynek ten stwarza nowe możliwości pozyskiwania kapitału dla firm, przeciwstawiając temu względnie niewielkie konieczne nakłady, związane z kosztami debiutu i notowań. Stanowi on miejsce bardzo dobrej ekspozycji i rozpoznawalności firmy dla inwestorów oraz taniej formy promocji.

NewConnect pod względem płynności obrotowi liczby debiutów wyróżnia się wśród innych alternatywnych platform europejskich (drugie miejsce w Europie według badania IPO Watch Europe PwC 2009). Notowanych jest na nim obecnie ponad 100 spółek, a kolejne firmy przygotowują się do debiutu w najbliższych tygodniach.

Tworzę komplementarny raj

Wywiad z mec. Jarosławem Chałasem, partnerem zarządzającym Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy

 

Czym powinien kierować się przedsiębiorca przy wyborze kancelarii?
Przede wszystkim powinien dobierać kancelarię do rangi swoich problemów i do rzeczywistych potrzeb. Może to zabrzmi jak truizm, ale im bardziej znany Brand, tym lepiej. Należy spojrzeć na zasoby kancelarii, na specjalistów i ich doświadczenia. Zwróciłbym szczególną uwagę na doświadczenie ekspertów, którzy są do dyspozycji kancelarii w danym momencie, a nie doświadczenia samej kancelarii. W przypadku projektów skomplikowanych powinna być to kancelaria, która sama będzie w stanie zapewnić różnorodność specjalistów, bo rzadko spotyka się monokulturowe działania gospodarcze. Jeżeli sprowadza się na budowę pracowników z Chin, to ważne jest nie tylko prawo pracy, ale cała masa zagadnień, łącznie z prawem międzynarodowym, dlatego potrzebni są specjaliści, którzy będą ze sobą kooperować. Przy wyborze kancelarii ważne są projekty przez nią realizowane, jak również dostępność ekspertów, z którymi będziemy bezpośrednio współpracować. Istotnym jest również fakt zaangażowania w prowadzoną sprawę; już nie funkcjonuje bowiem model prawnika – zawodowca, który się uczuciowo nie angażuje, tylko ocenia chłodnym okiem.

A cena nie wpływa na wybór?
Z jednej strony mówi się, że nie, ale cena jest zawsze istotnym elementem przy podejmowaniu decyzji. Cena zbyt niska może budzić poważne wątpliwości, za wysoka zaś – może być barierą, przez którą nie jesteśmy w stanie przejść. Prawnicy powinni dostosowywać koszt swojej usługi do projektu. Nie wierzę, że istnieje cena uniwersalna. Proszę spojrzeć na rankingi, gdzie kancelarie podają, jaka jest stawka, a potem, jak zajrzymy do biuletynu zamówień publicznych, gdzie podane są kwoty, za jakie zdecydowali się podjąć pracę – to jest przepaść.

To kryzys czy pojawiło się więcej kancelarii?

Myślę, że zadziałały oba czynniki. Ten rynek będzie się na pewno zmieniał i nikt tego już nie powstrzyma. W jakim kierunku – to trudno przewidzieć, ale najprawdopodobniej w kierunku dużego rozwarstwienia. Na rynku pozostaną bardzo duże kancelarie, które jednak będą proponowały pewną usługę specyficzną, bo komplementarną, oferując usługi specjalistów z różnych obszarów prawa światowego. Miejsce znajdzie się również dla tych, które swoje usługi zaoferują za przysłowiowe 30 zł. Przy wyborze kancelarii ważne są projekty przez nią realizowane, jak również dostępność ekspertów, z którymi będziemy bezpośrednio współpracować. Kryzys wpływa zasadniczo na ceny oferowane przez kancelarie. Walka ceną jest często samobójczym krokiem. Drugą kwestią jest bardzo silna presja przedsiębiorców. Przedsiębiorca, który wyczuwa rynek i widzi, że jest wywołana wojna cenowa, wykorzystuje to dosyć twardo i zbija ceny. W zależności od tego, jak kancelaria budowała swoje własne koszty – takie zaoferuje ceny. Często specjaliści są przepłacani. Źle skalkulowane własne koszty powodują złą kalkulację ceny i powstaje pułapka. Potem następują zwolnienia w kancelariach. W czasie kryzysu łatwiej jest pozyskać dobrych specjalistów poszukujących pracy w stabilnej firmie.

Czy prawnicy, odchodząc do innych kancelarii, zabierają swoich klientów?

To jest prawdziwa bolączka. Firma wkłada duży wysiłek w pozyskanie klienta – to są kwestie marketingu, szkoleń, konferencji, a potem zawarcia umowy. Rozmowy trwają czasem kilka miesięcy. Im większa korporacja, tym proces decyzyjny jest dłuższy. W niektórych firmach trzy zespoły przeprowadzają rozmowy kwalifikacyjne i dopiero suma tych ocen decyduje o wyborze kancelarii. A im większa korporacja, tym większa biurokracja, więc wysiłek w pozyskaniu klienta większy. Potem wytypowany do koordynowania danego tematu prawnik po jakimś czasie ma poczucie, że to on osiągnął sukces i właśnie on jest czynnikiem niezbędnym i najwartościowszym w tym kontakcie i rekcji pomiędzy kancelarią a klientem. Wówczas podejmuje próby przejęcia klienta. Im bardziej ten rynek będzie drapieżny, tym więcej będzie takich działań. Jednak kancelarie zabezpieczają się i tworzą klauzule, obwarowane karami oraz takie, które wskazują, że nie można po odejściu z niej pracować z klientem, który był już w kancelarii przez jakiś czas. Do tego korporacje prawnicze muszą jeszcze dojrzeć. Gdy słucham wypowiedzi radców prawnych czy adwokatów korporacji, to mam wrażenie, że przestrzeń rozwojowa się powiększa. Ciągle mówimy językiem początku XX wieku. Gdy ktoś mówi w pompatycznym stylu i uderza w wysokie tony, kim jest prawnik, to odsyłam z reguły do kazusu mecenasa Piesiewicza, do przepisów, chociażby GUS-owskich, które mówią, czym jest usługa prawnicza. Jest po prostu usługą. I budowanie z tego świątyni jest gigantycznym błędem. Korporacje starają się udowodnić, że świat nie idzie do przodu, że nie się nie zmienia, i że nadal jesteśmy ostoją wartości, jak w czasach komunizmu. Swego czasu aktorzy byli kreowani na ostoję wolności słowa, a pewien mądry aktor powiedział: „Ludzie, o czym wy mówicie. Aktor to największy idiota. On nawet własnym tekstem nie mówi.” I należy po prostu wybić sobie z głowy budowanie pojęcia, że ktoś jest świętą krową, że jakaś grupa zawodowa jest ostoją czegokolwiek. Każdy obywatel może być ostoją wolności, jak i największym wrogiem tej wolności. Z każdą grupą zawodową jest tak samo.

A czy bardzo różni się polski rynek usług prawniczych od rynków zachodnich?
My staramy się pójść w kierunku rynku niemieckiego, gdzie rynek prawniczy został trochę zdewastowany, o czym świadczy choćby bezrobocie. Z drugiej strony nasz rynek, modyfikowany w ten sposób, też może prowadzić do niemieckiej sytuacji, gdzie stawki są bardzo wysokie. W związku z tym następuje rozwarstwienie prawników. Trudno mi powiedzieć, czy ktoś ma w ogóle jakąś głębszą ideę, do czego zmierzamy, bo tak naprawdę reformy są prowadzone pod hasłem dostępu do zawodu. Ale pytam – co dalej? Jaki jest ten projekt w całości, a nie tylko hasło rewolucyjne. Może to doprowadzić do sytuacji ze Stanów Zjednoczonych i rzeczywiście nastąpi wolny dostęp do zawodu, czego wszystkim życzę. Tam też nikt nie tworzy skostniałych i archaicznych zasad etycznych i nikt się nie dziwi, gdy adwokat stoi w szpitalu i rozdaje wizytówki, by każdemu zaoferować swoją usługę, odszkodowanie, itp.

W USA jest zupełnie inna mentalność.

Tak, ale Polacy mają taką cechę, że zapatrują się w jakieś zachodnie wzory i sobie wybierają jeden nieadekwatny albo kilka łączonych i powstaje Frankenstein. Nie biorą pod uwagę ani tradycji kulturowych, ani położenia geograficznego. Jak spojrzymy na wschód, gdzie są podobne korzenie, to tam też każdy prawnik może występować przed sądem. Tam też jest szeroki dostęp do zawodu, wystarczy, że ktoś ukończy prawo. Ale żeby powiedzieć naszym reformatorom, że to będzie model ukraiński – to się będą wzdragali. Bo przecież to oni uczą Ukrainę, jak należy reformować swój kraj. Tam każdy prawnik może reprezentować klienta, tylko w pewnym wycinku spraw karnych niezbędni są adwokaci. Natomiast większości prawników nie opłaca się być adwokatem, bo nie chcą płacić składki. W związku z tym tak naprawdę każdy jest pełnokrwistym, pełnoprawnym prawnikiem i może wykonywać zawód. Pewnie i u nas w końcu tak będzie i wtedy właśnie na tej pustyni będą się liczyły brandy. W cenie zaczną być doktoraty, habilitacje. Może się okazać, że znów ten poziom zero będzie podwyższany właśnie przez tę tytulaturę naukową.

Wspomniał Pan o modelu ukraińskim. Otworzyli Państwo swoje przedstawicielstwa właśnie na Ukrainie i w Rosji. Skąd ten pomysł, żeby iść na wschód?
Pierwsza podstawowa sprawa – jak się patrzy na obroty Polski, to widać, że obroty z Ukrainą, Rosją i Kazachstanem są coraz wyższe. Często są to potężne inwestycje. Te inwestycje potem jeszcze pączkują, już poza granicami, i widać, że ten kierunek ma dużą przyszłość, bo te kraje mają ogromny potencjał, obarczony gigantycznym ryzykiem. Można dużo wygrać, można dużo przegrać. Ale obietnica wygranej jest bardzo potężna i nie sądzę, żeby ten kierunek się odwrócił. To zachód będzie parł coraz bardziej na wschód, rynek zachodni jest już tak obłożony – i towarami, i usługami – i konkurencja jest na takim poziomie, że wejście na ten rynek jest bardzo trudne. Musi być szalenie wysoka jakość produktu i bardzo atrakcyjna cena. A Polska będzie coraz mniej atrakcyjna ze względu na koszty pracy. Rynki wschodnie są po pierwsze gigantyczne, po drugie szalenie bogate. Nasza decyzja była podyktowana faktem, że trudno w tym biznesie o znalezienie obszaru, który dla polskiej kancelarii można nazwać „blue ocean”, zupełnie nietkniętym stopą prawnika terenem, na którym tak naprawdę nie ma polskich kancelarii – my jesteśmy jedyną w Kijowie. Na Ukrainie jest co prawda kilka polskich kancelarii, ale głównie we Lwowie i zajmują się one przede wszystkim kwestiami wizowymi oraz drobnymi sprawami celnymi. Nie ma natomiast dużej kancelarii polskiej, która zajmowałaby się tematami gospodarczymi.

Czy na Ukrainie zatrudnia Pan Polaków, czy miejscową kadrę?

Dobieraliśmy zespół na miejscu, bo prawnicy z danego rynku zdecydowanie lepiej znają realia. Oczywiście, stosowaliśmy pewne kryteria. Mamy w pamięci lata 90., gdy wchodziły do Polski firmy zagraniczne, to językiem ich biur był tylko język angielski. U nas językiem naszego biura jest język polski, wszyscy nasi prawnicy mówią po polsku, w związku z tym nasi klienci czują się bardzo swobodnie i mogą się porozumiewać we własnym języku. Oprócz polskiego, który jest tam jednak językiem wyuczonym, ukraiński, rosyjski, angielski są obowiązkowe. Są to języki biznesu.

Czy łatwo jest zarządzać kancelarią, grupą indywidualistów?

Wydaje mi się, że to jest przedsiębiorstwo jak każde inne. Pytanie – czy łatwiej jest zarządzać prawnikami, czy informatykami, czy ludźmi, którzy zajmują się reklamą? Na pewno nie jest łatwo, bo to są ludzie, którzy po pierwsze mają poczucie własnej wartości, po drugie mają poczucie posiadania jakiejś wiedzy specjalistycznej wyższego rodzaju. Dlatego też na pewno potrzebne są inne formy zarządzania, należy stosować inne formy przekazu, aniżeli w stosunku do innych kategorii zawodowych. Ale zarządzanie ludźmi jest zawsze trudne, czy to są prawnicy, czy finansiści. Trzeba do tego przykładać bardzo dużą wagę i starać się nie oderwać od tego poziomu świadomości, że nie zawsze ma się jednak rację. Trzeba dużo słuchać i wsłuchiwać się. Natomiast kancelarie prawnicze mają pewną bolączkę, jeżeli chodzi o zarządzanie. Po pierwsze to są ciągle spółki osobowe. Ustawodawca kiedyś wymyślił, że kancelaria powinna być prowadzona w formie spółki osobowej albo komandytowej, nie wiedzieć czemu. To uniemożliwia chociażby przywiązywanie prawników poprzez dawanie pakietów, pewnych udziałów. Żeby te firmy, tak jak na zachodzie, trwały potem sto lat, a nie umierały ze swoim dotychczasowym głównym wspólnikiem i nie rozpadały się przez to na drobiazgi. Kryzys wpływa zasadniczo na ceny oferowane przez kancelarie. Walka ceną jest często samobójczym krokiem. Nie tworzy się tradycja, nie tworzy się historia danej firmy, ani brand, który trwa i trwa, i który uosabia pewne wartości ponadczasowe. Drugą rzeczą – chociaż trudno to sobie wyobrazić – jest fakt, że nie ma takiej kadry, co w Polsce szczególnie widać, która zarządzałaby długofalowo daną firmą prawniczą. A tutaj takie zarządzanie długofalowe wydaje się być dosyć ważne, bo po pierwsze: rotacja kadr zarządzających, jak spojrzymy chociażby na spółki giełdowe, czy duże pozagiełdowe – jest duża. W związku z tym często to są dwuletnie plany działania, czteroletnie maksimum. I nie ma długofalowej, pięcio-, dziesięcioletniej realizacji planów strategicznych. Każdy nowy musi się nauczyć tej branży, jej niuansów. Zarządzanie taką firmą jest obwarowane całą masą różnych barier, tzw. etycznych. Już bycie uczciwym nie wystarczy. Trzeba być jeszcze etycznym, co oznacza, że zasady etyki ciągle mogą wyglądać inaczej. Gdy ktoś kiedyś jadł mięso w Boże Narodzenie, to był grzech śmiertelny, dzisiaj już zupełnie nie. I te zasady etyki też się będą zmieniały, dlatego wydaje się, że należałoby ograniczyć rozpasanie rozbudowywania zasad etycznych, a skupić się na uczciwości. Zwyczajnie na uczciwości. Przepisy, które funkcjonują w Polsce, odnoszą się do takiej uczciwości, rzetelności kupieckiej i moim zdaniem, to całkowicie wystarczy.

Jakimi kryteriami kieruje się Pan, wybierając ludzi do swojego zespołu?

Muszę przyznać, że nie jestem wolny od pewnej małości i dlatego w każdym procesie rekrutacyjnym, na pewnym etapie sam uczestniczę. Staram się ze wszystkimi współpracować i ze wszystkimi stale rozmawiać – rzeczywiście to lubię. Nie zamykam się nigdy w gabinecie, nie jestem niedostępny. Ale ważna jest też tak zwana chemia. Dany człowiek musi mieć coś, co powoduje, że się z łatwością komunikujemy, że to, co mówimy do siebie, jest tym, co chcemy powiedzieć, i tym co rozumiemy, jest dokładnie tym przekazem, który staramy się drugiej stronie właśnie przekazać.

Jak Pan ocenia absolwentów prawa i czy sądzi Pan, że w tej chwili absolwenci po szkołach prywatnych i po szkołach państwowych są przygotowani do zawodu na tym samym poziomie?

Kryzys wpływa zasadniczo na ceny oferowane przez kancelarie. Walka ceną jest często samobójczym krokiem. To trudne pytanie. W jednych rankingach Uniwersytet Warszawski jest przed Jagiellońskim, a w innych Jagielloński przed Warszawskim. Szkoły prywatne i państwowe z reguły mają tych samych wykładowców. Moim zdaniem 30 procent wykładowców na obu rodzajach uczelni – państwowych i prywatnych – to osoby przypadkowe. Pamiętam ze swoich studiów prawniczych, a kończyłem Uniwersytet Warszawski na studiach dziennych, że była to szkoła sprytu i inteligencji, natomiast prawa się tam nie nauczyłem. Uczyłem się go dopiero na aplikacji, przede wszystkim sędziowskiej. Tak było wówczas, teraz nie wiem jak to wygląda, ale to była znakomita szkoła. I wówczas myśmy kończyli dwuletnią zaledwie aplikację sędziowską, wtedy była to etatowa aplikacja, więc dzień w dzień pracowałem w sądzie. W efekcie byliśmy rzeczywiście przygotowani do zawodu. I to na tyle, że ja wtedy postanowiłem nie zostać sędzią, bo uważałem, że mam za małe doświadczenie. Ta aplikacja musiała być ostra, bo budowała świadomość, że samo przygotowanie merytoryczne to jeszcze za mało. Natomiast to zawsze będzie jednak kwestia indywidualnej inteligencji, indywidualnych predyspozycji danego człowieka. Nawet w marnej szkole, jeżeli ktoś ma tę iskrę bożą, to będzie super-prawnikiem.

Czy można nauczyć się prawa na studiach?
Nie wierzę, żeby ktoś nauczył się prawa bardzo dobrze wyłącznie na studiach, bo system nauczania jest marny. Na każdej z uczelni system jest marny i tzw. akademicki, bardzo dużo przedmiotów historycznych, nie wiadomo po co. Natomiast za mało jest zajęć zawodowych, praktycznych. Ale muszę przyznać, że studenci wykazują się inteligencją. Zwłaszcza studenci prawa zawsze byli nakierowani na sukces i widać to po praktykantach, którzy szukają tego doświadczenia i po prawnikach, którzy jeszcze w poprzednim systemie przyjmowania na aplikację, zdawali zawsze bardzo dobrze. Wszystko dlatego, że dla nich prawo nie było już abstrakcyjnym przedmiotem, którego należało się nauczyć, tylko to były już konkrety, a one zawsze zapadają bardzo głęboko w pamięć. Dlatego praktycznych przedmiotów powinno być na studiach znacznie więcej. Niestety system szkolnictwa i nauczania na aplikacjach jest zły i niewystarczający.

To co zrobi rynek z tą gromadą absolwentów prawa i aplikantów?
Nigdy nie chcieliśmy się skupić na wąskiej specjalizacji. Naszą ideą od samego początku był komplementarny raj. Środowisko prawnicze mówiło: dajcie nam przynajmniej rok na doszkolenie tych prawników, bo oni dopiero pracując dzień w dzień, będą się uczyli zawodu. Na razie do tego nie doszło, ale prawnicy sami się uczą na własną rękę w kancelariach. A do czego to ma zmierzać? Do jakichś głębokich przemian. Prawnicy i tak będą szukali rozwiązań, nie czekając na rozwiązania odgórne, bo do tego nasze społeczeństwo jest przyzwyczajone. Nigdy nie oczekujemy, że ktoś nam coś ułatwi, czy da. Nie oczekujemy, że korporacje nam coś dadzą.

A czy prawnikiem nie trzeba się urodzić?
Chyba nie. Są różne kategorie prawników. Można się wrodzić w rodziny prawnicze. Jak lekarze, aktorzy. Podobno jest to zawód, który przechodzi na dzieci. No i dobrze, byle nie byłoby to otoczone jakąś patologią – wtedy wszystko będzie w porządku. Jeśli są tradycje w rodzinie, to niech się tworzą. Są prawnicy, którzy się odnajdują w analizach, w zaciszu swoich gabinetów analizują bardzo poważne zagadnienia, natomiast nie czują się komfortowo w zetknięciu z klientem, czy z agresywnym otoczeniem. Myślę, że dla każdego jest jakieś miejsce w tym zawodzie, byle tylko zrozumiał, która z pozycji jest dla niego. Wtedy będzie się najlepiej realizował i będzie najefektywniejszy. Ale nie każdy musi być, jak z amerykańskich filmów, bo trzeba wejść na naszą salę, do naszego sądu i zderzyć się z rzeczywistością. Mowa końcowa tylko w filmach ma znaczenie – w polskich realiach nie. Można z niej zrezygnować, bo sąd przychodzi już z draftem wyroku.

Ile trzeba w takim razie poświęcić czasu, żeby zostać dobrym prawnikiem?
Na to chyba nie mam odpowiedzi. Wydaje mi się, że dobrym prawnikiem jest ta osoba, która ma świadomość swoich słabości i mocniejszych stron. Potrafi czasami powiedzieć „nie wiem”, ale nie wpada w korytarz mówienia „nie wiem” zawsze. Dobrym prawnikiem jest osoba, która ma w sobie jakąś wewnętrzną odwagę, bo do tego jest potrzebna odwaga. W tej pracy zderzamy się nie tylko z przeciwnikami, z własnym klientem, którego lojalność też bywa różna, ale i z otoczeniem, które nie akceptując mojego klienta, odgrywa się też na pełnomocniku. Trzeba mieć do tego odwagę i lubić ten zawód, bo wtedy rzeczywiście można się w nim zatracić i być w miarę dobrym prawnikiem.

Co by doradzał Pan młodym ludziom, którzy wybierają na prawo?

Przede wszystkim, żeby mieli świadomość, że to jest trudny zawód, bo tu już jest ogromna konkurencja, i jeszcze będzie rosła. Nie mogą oczekiwać, że po zakończeniu studiów zaczyna się już życie rasowego prawnika, pełne samych ciekawych spraw i bogactwa. Spraw nie będzie, bo trzeba się gdzieś zatrudnić i dopiero się nauczyć rzemiosła. Ponadto tematy mają to do siebie, że 80 proc. to żmudne prace, często mogące wydawać się nudnymi. A tych projektów nośnych, gdzie adrenalina sięga zenitu nie jest znowu aż tak dużo. Trzeba mieć świadomość, że nie pracuje się na wdzięczność. Pracuje się na satysfakcję i poczucie, że jest się wobec siebie fair, że zrobiło się wszystko, co można było w danej sprawie, że znalazło się wszelkie rozwiązania – i nie można liczyć na to, że ktoś będzie dziękował całe życie za takie dobrodziejstwo, bo to jest po prostu nasza praca. Trzeba znaleźć w tym radość, ogromną determinację i przeć bardzo mocno do przodu. Tutaj nic nie przychodzi łatwo.

A zauważył Pan, czy lepszymi prawnikami są kobiety czy mężczyźni?

Swego czasu zawsze wolałem pracować z prawniczkami. Po pierwsze są dużo dokładniejsze. Po drugie – jeżeli już jest prawniczka, która jest ofensywna, agresywna, to w ogóle mężczyzna nie ma przy niej szans. Ona jest wtedy naprawdę „twardym” prawnikiem. W kancelarii zatrudniamy mniej więcej po równo kobiet i mężczyzn. Prawnicy są nadambitni, prawniczki są bardzo dokładne i zmieszanie tych cech powoduje idealny skutek. Zdecydowanie optuję za tym, żeby mieszać równomiernie. Stwierdzam to po latach doświadczeń.

W której działalności jesteście najlepsi? W której dziedzinie?
Często trafia się na to pytanie, chociażby w rozmowie z klientem. Zawsze mówię, że jesteśmy na rynku 15 lat. Już w pierwszym roku wiedziałem, że nie będę chciał budować butiku. Nie będę chciał budować kancelarii, która się specjalizuje w dwóch dziedzinach. Zawsze budowaliśmy to tak, żeby nie było mniej niż pięć dziedzin. Nigdy nie chcieliśmy się skupić na wąskiej specjalizacji. Naszą ideą od samego początku był komplementarny raj. To nie jest łatwe, bo trudno dobrać dobrych 30 specjalistów i powiedzieć – jestem od dziś komplementarny. To jest pewien bardzo żmudny proces, a myśmy ten proces realizowali bardzo konsekwentnie. W związku z tym zawsze było to nakierowane na szereg dziedzin i na komplementarność.

Z jakimi sprawami najczęściej zgłaszały się firmy w okresie kryzysu, w ciągu ostatniego półtora roku?
Wbrew pozorom bardzo dużo zleceń pochodziło z zakresu korporacyjnego. Było również sporo firm, które w tym czasie dokonywały przekształceń, ze względu na restrukturyzację, choć nie były to upadłości – one są nawet w okresie największego rozkwitu – bo ktoś przeinwestuje, bo ktoś „przeje”, itd. Nie było natomiast takiej gigantycznej fali. Kilka branż odczuło to rzeczywiście dotkliwie, ale nie poszło to szeroką ławą. Bardzo wiele było spraw, wbrew pozorom nie windykacyjnych, gdyż poprzednie kryzysy nauczyły naszych przedsiębiorców pewnej prewencji i dyscypliny płatniczej. Polskie firmy w czasie kryzysu szukają i dostrzegają możliwości optymalizacji swoich działań, w czym my, jako kancelaria skutecznie i wielopłaszczyznowo je wspieramy.

Kiedy komornik sprzeda zadłużone mieszkanie?

Po złożeniu wniosku wierzyciela o wszczęcie egzekucji z nieruchomości wskazanej we wniosku komornik wzywa dłużnika, aby zapłacił dług w ciągu dwóch tygodni pod rygorem przystąpienia do opisu i oszacowania.

Sprzedaż nieruchomości w postępowaniu egzekucyjnym następuje według ściśle określonych unormowań oraz procedur wynikających wprost z ustawy z 17.11.1964 r. kodeks postępowania cywilnego (Dz. U 64 nr 43 poz. 296 z późn. zmianami) określonych w art. 921 kpc – 1013(6) kpc.

Wraz z wysłaniem wezwania do dłużnika, komornik składa we właściwym sądzie wieczystoksięgowym, wniosek o dokonanie w księdze wieczystej wpisu o wszczęciu egzekucji lub o złożenie wniosku do zbioru dokumentów.

Z chwilą doręczenia wezwania dłużnikowi następuje zajęcie nieruchomości wobec dłużnika (wobec dłużnika, któremu nie doręczono wezwania oraz wobec osób trzecich zajęcie następuje z chwilą dokonania wpisu w księdze wieczystej lub złożenia wniosku przez komornika do zbioru dokumentów). O zajęciu nieruchomości komornik informuje wierzyciela.

Po upływie terminu wskazanego w wezwaniu dłużnika do zapłaty komornik na wniosek wierzyciela dokonuje kolejnych czynności w ramach postępowania egzekucyjnego, prowadzących do zbycia nieruchomości stanowiącej przedmiot egzekucji, polegających na dokonaniu opisu i oszacowania zajętej nieruchomości.

Opis nieruchomości dokonywany jest przez komornika, jednak może on powierzyć wykonanie niektórych czynności z zakresu opisu biegłemu. Inaczej uregulowana została kwestia oszacowania, które powierzone zostało wyłącznie biegłemu, posiadającemu uprawnienia do szacowania nieruchomości. Szczegółowe wymagania wobec osób dokonujących szacowania nieruchomości określa ustawa z dnia 21.08.1997 r. o gospodarce nieruchomościami (Dz. U 04 nr 261 poz. 2603 z późn. zmianami), określając kto może wykonywać obowiązki rzeczoznawcy majątkowego.

Nowelizacja ustawy z dnia 2.07.2004 r. (Dz.U 04 nr 172 poz. 1804) wprowadziła możliwość zrezygnowania z przeprowadzenia oszacowania (dążąc do przyśpieszenia postępowania egzekucyjnego oraz do minimalizacji kosztów postępowania). Konieczne jest jednak, w celu odstąpienia od oszacowania, spełnienie następującej przesłanki: w okresie 6 miesięcy przed zajęciem, nieruchomość podlegała oszacowaniu dla potrzeb obrotu rynkowego a oszacowanie spełnia wymagania oszacowania nieruchomości w postępowaniu egzekucyjnym. Przyjmuje się wówczas wartość rynkową nieruchomości, potwierdzoną aktualną wyceną sporządzoną na potrzeby rynkowe.

Podobne rozwiązanie odnośnie aktualności ustalonej wartości nieruchomości przewiduje wprost Ustawa o gospodarce nieruchomościami, zgodnie z którą operat szacunkowy może być wykorzystywany do celu, dla którego został sporządzony, przez okres 12 miesięcy od daty jego sporządzenia, chyba że wystąpiły zmiany uwarunkowań prawnych lub istotne zmiany czynników mających wpływ na cenę nieruchomości np. stopień wyposażenia w urządzenia infrastruktury technicznej, stan zagospodarowania nieruchomości.

Po upływie 12-miesięcznego okresu operat szacunkowy może być nadal wykorzystywany po potwierdzeniu jego aktualności przez rzeczoznawcę majątkowego.

O terminie opisu oraz oszacowania komornik informuje uczestników postępowania zarówno poprzez zawiadomienia, kierowane do znanych mu uczestników, jak i w sposób ogólny przez obwieszczenie publiczne w budynku sądu oraz w lokalu organów administracji samorządowej – gminy (wójta, burmistrza, prezydenta miasta).

Zajęta nieruchomość podlega sprzedaży w trybie licytacji publicznej. Termin wszczęcia licytacji został ściśle określony w przepisach kpc, w odniesieniu do wyroku stanowiącego podstawę egzekucji oraz opisu i oszacowania. Termin licytacji nie może być wyznaczony wcześniej niż po upływie dwóch tygodni po uprawomocnieniu się opisu i oszacowania ani też przed uprawomocnieniem się wyroku, na podstawie którego wszczęto egzekucję.

Przystępujący do licytacji zobowiązany jest do złożenia rękojmi w wysokości 1/10 sumy oszacowania. Wyłączenia z obowiązku złożenia rękojmi wynikają z art. 964 kpc, dotyczą one osób posiadających prawa ujawnione w opisie i oszacowaniu, przy czym w zależności od wartości praw, zwolnienie od obowiązku złożenia rękojmi może być całkowite lub częściowe. Złożenie powyższej kwoty ma na celu uzyskanie zabezpieczenia w przypadku, gdy licytant nie wykona obowiązków licytacyjnych dotyczących zapłaty za nieruchomość. Wówczas traci on rękojmię z jednoczesnym wygaśnięciem skutków przybicia. Jeżeli licytantowi udzielono przybicia, wówczas złożona przez niego rękojmia podlega zatrzymaniu oraz zaliczeniu na poczet ceny nieruchomości.

Cena wywołania przy I licytacji został ustalona w kwocie ¾ sumy oszacowania. Jeżeli nie dojdzie do zbycia nieruchomości na postawie I licytacji, na wniosek wierzyciela wyznaczona zostaje II licytacja, wówczas cena wywołania obniżona zostaje do 2/3 sumy oszacowania. Jednocześnie, zgodnie z art. 983 kpc jest to najniższa cena, za którą można nabyć nieruchomość stanowiącą przedmiot postępowania egzekucyjnego.

W sytuacji, gdy po drugiej licytacji żaden z wierzycieli nie przejął nieruchomości na własność, postępowanie egzekucyjne podlega umorzeniu a nowa egzekucja z nieruchomości może być wszczęta dopiero po upływie roku.

Istotne jest natomiast, w kontekście wskazanego powyżej wymogu oszacowania nieruchomości, iż jeżeli wniosek o wszczęcie nowej egzekucji z nieruchomości złożono przed upływem trzech lat od daty drugiej licytacji, komornik nie ma obowiązku dokonywania kolejnego, nowego opisu i oszacowania, chyba, że złożony zostanie stosowny wniosek przez dłużnika lub wierzyciela.

Zmiany w miejscu świadczenia na gruncie podatku od towarów i usług

W obecnym stanie prawnym o miejscu świadczenia, a zatem opodatkowania większości usług świadczonych na rzecz podatników, rozstrzyga, co do zasady, miejsce siedziby lub stałe miejsce zamieszkania. Ta zasada ogólna zamyka możliwości wyboru miejsca świadczenia, jakie istniały w poprzednim stanie prawnym, w szczególności jeśli chodzi o usługi wewnątrz wspólnotowego transportu towarów oraz usług z tym transportem związanych, jak np. załadunek, przeładunek itp. Jeżeli nabywca podał dla tej czynności numer rejestracji dla celów VAT świadczącemu usługę, usługa była opodatkowana w państwie, które wydało ten numer. W obecnym stanie prawnym takich możliwości nie ma. Zatem usługa powinna być opodatkowana zgodnie z przytoczoną zasadą ogólną. Od zasady tej są jednak pewne wyjątki, w szczególności jeżeli usługa jest świadczona dla stałego miejsca prowadzenia działalności podatnika, miejscem opodatkowania jest właśnie to stałe miejsce prowadzenia działalności, mimo że siedziba danego podatnika może znajdować się w zupełnie innym państwie. Stałe miejsce prowadzenia działalności wyróżniać musi istnienie trwałego czynnika ludzkiego oraz technicznego, pozwalającego zarówno na świadczenie usług, jak i ich odbiór. Tę definicję przytacza projekt zmian rozporządzenia 1777/2005. Nie ma już znaczenia podanie numeru rejestracji dla celów VAT, tylko miejsce faktycznej konsumpcji usługi. Zmiany przepisów idą w kierunku urealnienia miejsca opodatkowania z punktu widzenia wykorzystania nabytej usługi. Podatnicy posługujący się różnymi numerami rejestracji dla celów VAT powinni zwracać uwagę na ten aspekt, aby uniknąć problemów z odliczeniem podatku naliczonego, który może nie być związany z działalnością opodatkowaną w siedzibie albo w danym miejscu prowadzenia działalności.

Czy można żądać wznowienia postępowania podatkowego?

W mojej firmie zostało przeprowadzone postępowanie podatkowe, które zakończyło się niekorzystną dla firmy decyzją. Czy jako właściciel firmy mogę zaskarżyć decyzję do sądu lub zażądać wznowienia postępowania, jeżeli mam do tego podstawy?

Postępowanie podatkowe jest dwuinstancyjne, a zatem dopiero decyzja wydana przez organ 11 instancji będzie ostateczna i będzie podlegać wykonaniu. Przedsiębiorca, który nie zgadza się z otrzymaną decyzją, może – w terminie 14 dni od jej doręczenia – złożyć odwołanie do organu podatkowego II instancji. Odwołanie wnosi się za pośrednictwem organu podatkowego, który wydał decyzję. Po wyczerpaniu toku instancyjnego przed organami podatkowymi można zaskarżyć ostateczną decyzję podatkową do sądu administracyjnego bądź starać się o wszczęcie postępowania w ramach nadzwyczajnych środków wzruszania decyzji ostatecznych. Skarga do WSA przysługuje na ostateczną decyzję podatkową i może być złożona po wyczerpaniu środków zaskarżenia w postępowaniu podatkowym. Skargę wnosi się do właściwego miejscowo wojewódzkiego sądu administracyjnego za pośrednictwem organu podatkowego, w terminie 30 dni od doręczenia decyzji kończącej postępowanie. Ordynacja podatkowa przewiduje następujące nadzwyczajne środki wzruszenia decyzji ostatecznej: 1) uchylenie decyzji w całości lub w części W trybie wznowienia postępowania podatkowego, które jest inicjowane z urzędu lub na żądanie strony, 2) stwierdzenie nieważności decyzji w całości lub w części, 3) uchylenie decyzji z innymi wadami niż w ww. trybach.

Podstawa prawna Art. 127, art. 220, art. 240-256 ustawy z 29 sierpnia 1997 r. – Ordynacja podatkowa (t.j. Dz.U. z 2005 r. nr 8. póz. 60 z późn. zm.). Art. 50, art. 53. art. 54. art. 214, art. 230 ustawy z 30 sierpnia 2002 r. – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (Dz.U. nr 153, póz. 1270 z późn. zm.).

Jakie obowiązki mogą wynikać bezpośrednio z przepisów prawa

Zgodnie z treścią art. 3 par. 1 ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji jednostki samorządu terytorialnego mogą egzekwować wykonanie obowiązków wynikających bezpośrednio z przepisów prawa. Jakich przypadków ten przepis dotyczy? Czy chodzi o obowiązki pieniężne i niepieniężne?

Przepisy ustawy z 17 czerwca 1966 r. o postępowaniu egzekucyjnym w administracji z 17 czerwca 1966 r. przyznają organom jednostek samorządu terytorialnego status organów egzekucyjnych w postępowaniu administracyjnym. Egzekucję administracyjną stosuje się do obowiązków o charakterze pieniężnym i niepieniężnym, gdy wynikają one z decyzji lub postanowień właściwych organów, albo – w zakresie administracji rządowej i jednostek samorządu terytorialnego bezpośrednio z przepisu prawa, chyba że przepis szczególny zastrzega dla takich obowiązków drogę egzekucji sądowej (art. 3 ustawy).

Ustawa dopuszcza zatem wszczęcie egzekucji administracyjnej wówczas, gdy obowiązek wynika bezpośrednio z przepisów prawa, a zatem bez konieczności wydawania decyzji lub postanowienia. Przyznaje jednocześnie kompetencje do egzekwowania takich obowiązków organom jednostek samorządu terytorialnego. Artykuł 19 par. 2 ustawy stanowi, że właściwy organ gminy o statusie miasta, wymieniony w odrębnych przepisach oraz gminy wchodzącej w skład powiatu warszawskiego jest organem egzekucyjnym uprawnionym do stosowania wszystkich środków egzekucyjnych, z wyjątkiem egzekucji z nieruchomości, w egzekucji administracyjnej należności pieniężnych, dla których ustalania lub określania i pobierania właściwy jest ten organ.

Z kolei kompetencja do egzekucji obowiązków niepieniężnych przyznana została szerszej grupie organów samorządowych. Zgodnie bowiem z art. 20 par. 1 pkt 2 ustawy, właściwy organ jednostki samorządu terytorialnego jest organem egzekucyjnym w zakresie egzekucji administracyjnej obowiązków o charakterze niepieniężnym w zakresie zadań własnych, zadań zleconych i zadań z zakresu administracji rządowej oraz obowiązków wynikających z decyzji i postanowień z zakresu administracji publicznej wydawanych przez samorządowe jednostki organizacyjne.

Jako przykład obowiązku niepieniężnego wynikającego bezpośrednio z przepisu prawa, egzekwowanego przez organy jednostek samorządu terytorialnego wskazać można m.in.:
– obowiązek szkolny wynikający z art. 14b ustawy z 7 września 1994 r. o systemie oświaty (t.j. Dz.U. z 2004 r. nr 256, póz. 2572 ze zm.). Właściwy organ gminy (prezydent miasta, burmistrz) może zastosować wobec rodziców dziecka niewywiązującego się z tego obowiązku środek egzekucyjny w postaci grzywny w celu przymuszenia;
– wynikający z ustawy z 27 kwietnia 2001 r. o odpadach (t.j. Dz.U. z 2007 r. nr 39, póz. 251 ze zm.) obowiązek posiadacza odpadów do usunięcia skutków prowadzonej przez niego działalności w sytuacji, gdy prowadzenie tej działalności zostało wstrzymane skutkiem wydania przez właściwy organ decyzji cofającej zezwolenie na gospodarowanie odpadami. Ustawa nie przewiduje wydania decyzji celem nałożenia takiego obowiązku – wynika on bezpośrednio z przepisów prawa. Ponieważ w myśl art. 26 ust. 3 powyższej ustawy organem zobowiązanym do sprawowania nadzoru nad wykonywaniem przez posiadacza odpadów adresowanych do niego obowiązków, w tym wypadku wynikających z zezwolenia na gospodarowanie odpadami jest marszałek województwa albo starosta – organ ten będzie jednocześnie właściwy do jego egzekucji w postępowaniu administracyjnym;
– wynikający z art. 29 ust. 1 pkt 12 ustawy z 7 lipca 1994 r. Prawo budowlane (t.j. Dz.U. z 2006 r. nr 156, póz. 1118 ze zm.). obowiązek inwestora do rozbiórki tymczasowego obiektu budowlanego po określonym w zgłoszeniu terminie albo po upływie 120 dni od dnia rozpoczęcia jego budowy, jeżeli zgłoszenie przewidywało późniejszy termin rozbiórki lub tego terminu nie zawierało.

Przykładem obowiązku o charakterze pieniężnym, wynikającym bezpośrednio z ustawy i niewymagającym wydania decyzji jest wynikający z art. 7 ust. 9 ustawy z 21 czerwca 2001 r. o dodatkach mieszkaniowych (Dz.U. nr 71, póz. 734 ze zm.) obowiązek zwrotu nienależenie pobranych dodatków mieszkaniowych w podwójnej wysokości (wraz z odsetkami i kosztami egzekucyjnymi).

Zasady ustalania wynagrodzenia członków organów spółek komunalnych

Jednostki samorządu terytorialnego (j.s.t.) powierzone im zadania własne wykonują często, tworząc spółki kapitałowe. Ich działalność podlega, podobnie jak działalność spółek z kapitałem prywatnym, przepisom ksh, z pewnymi jednak obostrzeniami np. w zakresie wynagradzania członków organów spółek komunalnych.

Ustawa z 3 marca 2000 r. o wynagradzaniu osób kierujących niektórymi podmiotami prawnymi (Dz.U Nr 26, poz. 306 z późn. zm.), zwana „ustawą kominową” stanowi, że w spółkach, w których gmina (powiat, województwo) jest jedynym udziałowcem, wynagrodzenie członków rady nadzorczej ustala organ właściwy do reprezentowania jednostki samorządowej lub organ, który utworzył lub nadzoruje spółkę. Ponieważ organami reprezentującymi j.s.t. są ich organy wykonawcze (prezydent miasta, wójt lub burmistrz, zarząd powiatu lub województwa), te właśnie będą decydować o wynagrodzeniu członków rad nadzorczych. W jednoosobowych spółkach komunalnych funkcje zgromadzenia wspólników (walnego zgromadzenia) pełnią ich organy wykonawcze (art. 12 ust. 4 ustawy o gospodarce komunalnej). Należy jednak pamiętać, że mimo faktycznej tożsamości organów, ustalenia wynagrodzenia dokonywać będzie organ gminy, nie organ spółki. Zgromadzenie wspólników (walne zgromadzenie) będzie natomiast organem kompetentnym do ustalenia wynagrodzenia członków rady nadzorczej, gdy j.s.t. będzie posiadać więcej niż 50% kapitału zakładowego lub 50% liczby akcji spółki.

Zasady ustalania wynagrodzenia osób wchodzących w skład zarządu uregulowano różnie, w zależności od pełnionej w zarządzie funkcji. I tak, wynagrodzenie prezesa zarządu ustalane będzie analogicznie, jak w przypadku członków rady nadzorczej. Podmiotem właściwym do jego ustalenia będzie – w zależności od wielkości udziałów w spółce – organ wykonawczy gminy albo organ stanowiący spółki. Te same zasady będą obowiązywać również w razie powierzenia zarządu w spółce na podstawie umowy cywilnoprawnej, w tym o wykonywanie usług zarządczych.

Ustawa kominowa nie wskazuje natomiast organu kompetentnego do ustalania wynagrodzenia pozostałych członków zarządu. W tym więc zakresie zastosowanie znajdą zasady ogólne. Ustawa kominowa zawiera też regulacje dotyczące maksymalnej wysokości i form wynagradzania członków organów ww. spółek. Przewiduje, że członkom zarządów i rad nadzorczych tych spółek przysługuje wyłącznie wynagrodzenie miesięczne, które – niezależnie od podstawy pełnienia funkcji – nie może przekroczyć określonego ustawą limitu. Dla członków zarządu limit ten stanowi sześciokrotność, a dla członków rad nadzorczych jednokrotność przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw bez wypłat nagród z zysku w IV kwartale roku poprzedniego, ogłaszanego przez Prezesa GUS, które za IV kwartał 2009 r. wyniosło 3454,58 zł. Obok ww. wynagrodzenia, członkom organów mogą zostać przyznane świadczenia dodatkowe (np. ubezpieczenie majątkowe) oraz nagroda roczna. Jeśli jednak j.s.t jest jedynym udziałowcem spółki, wartość świadczeń dodatkowych nie może przekroczyć 12-krotności ww. przeciętnego wynagrodzenia, zaś wartość nagrody rocznej 3-krotności takiego wynagrodzenia. Osobom wchodzącym w skład organów nie przysługują żadne inne, poza ww., formy wynagradzania.

Surowszy reżim prawny w zakresie ustalania wynagrodzenia członków organów spółek komunalnych powoduje, że zarobki w takich spółkach odbiegają od wolnorynkowych. Wydaje się to jednak uzasadnione, zważywszy cel, dla którego są tworzone i źródła ich finansowania.

Ochrona użytkowników wyszukiwarek internetowych

Popularyzacja wykorzystania środków komunikacji elektronicznej powoduje, iż coraz więcej danych jest przesyłanych za pośrednictwem Internetu. Warunki prowadzenia działalności gospodarczej, jak i aktualne potrzeby życia codziennego, skutkują rosnącym znaczeniem mediów elektronicznych. Sytuacja taka powoduje równocześnie wzrost zagrożeń związanych z dostępem do danych przesyłanych za pośrednictwem sieci.

Rozległa struktura Internetu utrudnia precyzyjne zlokalizowanie poszukiwanych danych, bez pomocy wyspecjalizowanych narzędzi w tym zakresie. Wyszukiwarki internetowe, w rodzaju Google, stanowią w chwili obecnej jeden z najpopularniejszych i najważniejszych instrumentów, które umożliwiają efektywne korzystanie ze zgromadzonych w sieci zasobów. Niebezpieczeństwa, jakie wiążą się z ich wykorzystywaniem (szczególnie po stronie dostawców tego rodzaju usług) wymuszają wprowadzenie odpowiednich mechanizmów ochrony dla korzystających z nich użytkowników. Grupa Robocza ds. Artykułu 29, instytucja doradcza w zakresie ochrony danych osobowych i prawa do prywatności, funkcjonująca w obrębie instytucji UE, w ramach prowadzonych przez siebie prac, zajęła się również zagadnieniem bezpieczeństwa użytkowników, wykorzystujących środki komunikacji elektronicznej dla swojej działalności. Bazując na przepisach Dyrektywy nr 95/46/EC oraz wyprowadzonych z niej wniosków, doszło do opracowania zaleceń skierowanych do dostawców usług internetowych, w szczególności tych o charakterze wyszukiwawczym. Pomimo że Grupa Robocza nie jest władna stanowić prawnie sankcjonowanych regulacji w tym zakresie, wprowadzone zalecenia będą z pewnością przekładać się na praktykę organów wspólnotowych w zakresie ochrony danych osobowych użytkowników oraz ich prawa do prywatności. Jednym z najważniejszych zaleceń sformułowanych przez Grupę Roboczą jest zasada, iż mechanizmy wyszukiwarek mogą przetwarzać dane osobowe tylko we wskazanym celu, wykorzystując wyłącznie zakres danych, który jest niezbędny dla jego realizacji. Jednocześnie, dostawcy usług wyszukiwawczych muszą wymazywać bądź trwale usuwać elementy pozwalające na indywidualizację danych osobowych, które nie są już potrzebne dla osiągnięcia celu, dla którego zostały zebrane. Powyższe zalecenia mają za zadanie wymusić na dostawcach usług wyszukiwawczych swego rodzaju transparentność, umożliwiającą kontrolę sposobu wykorzystywania danych uzyskanych przez użytkowników. Dotychczasowe przypadki wycieku danych wyszukiwawczych użytkowników z zasobów czołowych podmiotów na tym rynku pokazują, iż spersonalizowanie wyników wyszukiwawczych może stanowić bardzo poważne zagrożenie dla prywatności. Dla przykładu, rosnący rynek reklamowy powiązany z mechanizmami wyszukiwawczymi w sieci może być bardzo zainteresowany danymi dotyczącymi preferencji poszczególnych użytkowników, niezależnie od źródła ich pochodzenia. Zagrożenia związane z dostępem do zgromadzonych przez dostawców usług wyszukiwawczych danych skutkują także koniecznością ograniczenia okresu czasu, w jakim mogą być one przechowywane na ich serwerach. Zgodnie z zaleceniami Grupy Roboczej, okres przechowywania danych osobowych w tym przypadku nie powinien być dłuższy niż 6 miesięcy. W przypadku przechowywania danych przez operatorów przez okres dłuższy, niezbędne jest wykazanie przez nich, iż jest to konieczne dla realizacji danej usługi. Równocześnie, proces wyszukiwania informacji nie powinien być, zdaniem Grupy Roboczej, uzależniony od dostarczenia przez użytkownika dodatkowych danych osobowych. Użytkownik korzystający z usług wyszukiwarek powinien zatem mieć możliwość korzystania z nich bez konieczności rezygnacji ze swojej prywatności w obrębie Internetu. Udostępnianie dodatkowych danych powinno mieć charakter dobrowolny i wynikać z jego świadomej decyzji, a nie być wynikiem konieczności korzystania z wyszukiwarki internetowej. Należy mieć nadzieję, iż wdrożenie tego rodzaju zasad przyczyni się do wzrostu bezpieczeństwa w Internecie i komfortu korzystania z wyszukiwarek internetowych.

Jakie są zasady odpowiedzialności za zobowiązania spółki z ograniczoną odpowiedzialnością w organizacji

Z chwilą zawarcia umowy spółki z ograniczoną odpowiedzialnością powstaje spółka z ograniczoną odpowiedzialnością w organizacji (art. 161 §1 Kodeksu spółek handlowych). Okres pozostawania spółki w stanie organizacji ma służyć przede wszystkim przygotowaniu podstaw funkcjonalnych i ekonomicznych pod działanie przyszłej spółki z o.o. W tym okresie powinien zostać dokonany wybór organów spółki oraz powinien zostać zgromadzony kapitał przewidziany w umowie spółki.

Pomimo przymiotu tymczasowości spółka z o.o. w organizacji, zgodnie z art. 11 § 1 Kodeksu spółek handlowych, może we własnym imieniu nabywać prawa, w tym własność nieruchomości i inne prawa rzeczowe, zaciągać zobowiązania, pozywać i być pozywaną.

Artykuł 13 § 1 kodeksu spółek handlowych w sposób jednoznaczny określa, iż za zobowiązania spółki kapitałowej (zatem także sp. z o.o.) w organizacji odpowiadają solidarnie spółka i osoby, które działały w jej imieniu. Należy mieć na uwadze, że krąg osób które mogą działać w imieniu spółki z o.o. w organizacji jest określony w art. 161 § 2 Kodeksu spółek handlowych, zgodnie z którym spółka z o.o. w organizacji jest reprezentowana przez zarząd albo przez pełnomocnika powołanego jednomyślną uchwałą wspólników.

Za zobowiązania spółki z o.o. w organizacji, w sposób solidarny ze spółką i osobami, które działały w jej imieniu, odpowiedzialność ponosi również wspólnik, z tym zastrzeżeniem jednak, iż odpowiedzialność ta jest ograniczona do wartości niewniesionego wkładu na pokrycie objętych udziałów. Wniesienie pełnego wkładu na udziały powoduje zatem wygaśnięcie odpowiedzialności wspólnika, natomiast zwolnienie z odpowiedzialności osób działających w imieniu spółki z o.o. w organizacji następuje poprzez zatwierdzenie ich czynności przez zgromadzenie wspólników.

Z chwilą wpisu do rejestru spółka z o.o. w organizacji staje się spółką z ograniczoną odpowiedzialnością, tzn. przyjmuje docelową formę ustrojową spółki z o.o. Z tym momentem uzyskuje też osobowość prawną i staje się podmiotem praw i obowiązków spółki z o.o. w organizacji. W ten sposób zrealizowana zostaje zasada kontynuacji, nie tylko w sferze działań gospodarczych, ale również w zakresie odpowiedzialności za zobowiązania spółki z o.o. w organizacji.