Oszczędnie ze środkami oszczędności i efektywności energetycznej

W kwietniu Prezydent podpisał projekt Ustawy o efektywności energetycznej. Jest to pierwszy akt prawny wdrażający Dyrektywę 2006/32/WE, który spowoduje zwiększone wydatki jednostek sektora publicznego. Może to wyjaśniać trzyletnie opóźnienie w transpozycji europejskiego prawa.

Dyrektywa 2006/32/WE w sprawie efektywności końcowego wykorzystania energii i usług energetycznych oraz uchylająca dyrektywę Rady 93/76/ EWG to część reformy prawa unijnego, a w związku z tym polskiego, w zakresie ochrony środowiska. Elementy systemu wzajemnie oddziałują. Przykładowo – dla zapewnienia nieprzerwanej produkcji, a tym samym przesyłu i dystrybucji energii elektrycznej konieczny jest stały dostęp do paliw kopalnych. Z ich spalaniem wiąże się emisja gazów cieplarnianych. Stąd dziedzina ochrony środowiska nierozerwalnie wiąże się z produkcją, przesyłem i dystrybucją energii wszelkiego rodzaju. Nieprzypadkowo zatem pkt 23 Preambuły Dyrektywy stwierdza, że dla skutecznego oddziaływania taryf i innych uregulowań dotyczących energii sieciowej na efektywność końcowego zużycia energii, powinno się usunąć nieuzasadnione zachęty do zwiększenia ilości przesyłanej energii.
Efektywność energetyczna oznacza wielkości zużycia energii odniesionej do uzyskiwanej wielkości efektu użytkowego (www.mg.gov.pl). Chodzi o mniejsze zużycie prądu, ciepła, gazu i ropy, przy zachowaniu dotychczasowego poziomu rozwoju gospodarki. Przyczyną pomysłu było m.in. to, że działalność związana z sektorem energetycznym powoduje aż 78 proc. emisji gazów cieplarnianych we Wspólnocie (pkt 2 Preambuły Dyrektywy). Owo „związanie z sektorem energetycznym” to przede wszystkim wykorzystanie surowców do produkcji energii. W odniesieniu do elektryczności w państwach członkowskich Unii Europejskiej wytwarzanie w 31 proc. oparte jest na energii jądrowej, w 30 proc. – na węglu, w 20 proc. – na gazie ziemnym, w 14 proc. – na odnawialnych źródłach energii, w 4 proc. – na ropie naftowej oraz w 1 proc. – na innych źródłach (Marcin Nowacki „Prawne aspekty bezpieczeństwa energetycznego w UE”, Oficyna Wolters Kluwer business, Warszawa 2010, str. 112). W Polsce proporcje są inne. Wyglądają następująco: węgiel. Zmiana paliwa na proekologiczne wymusza inwestycje w nowe, drogie technologie. To zaś może spowodować znaczny wzrost cen energii cieplnej („Rzeczpospolita”, 11.05.2011 r., „Ciepło droższe nawet o 30 %”).
Cele UE
Podstawy prawne polityki energetycznej Wspólnoty ustanowił Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Jest to jedna ze zdobyczy Traktatu z Lizbony. Wcześniej bowiem podstawy prawne nie istniały, można było jedynie mówić kształtowaniu woli politycznej. Działania Unii mają na celu, w duchu solidarności między państwami członkowskimi wspierane efektywności energetycznej i oszczędności energii, jak również rozwoju nowych i odnawialnych źródeł energii. W takie założenie wpisuje się inicjatywa 3 x 20 proc. Państwa członkowskie do roku 2020 mają osiągnąć 20 proc. udział energii odnawialnej w całym bilansie energetycznym, 20 proc. redukcji gazów cieplarnianych w odniesieniu do emisji z roku 1990 oraz 20 proc. oszczędności zużycia energii. Jak się wydaje, adresatami pomysłu są głównie nowi członkowie Wspólnoty, w tym Polska.
Pokłosiem sformułowania powyższych celów jest inicjatywa Komisji Europejskiej nazwana Porozumieniem Burmistrzów (Covenant od Mayors). Zamysł polega na zaangażowaniu europejskich miast i miejscowości w działania na rzecz ochrony klimatu. Sygnatariusze mają zobowiązać się do przekroczenia celów unijnej polityki ustalonych dla roku 2020 poprzez ograniczenie na swoim terenie emisji dwutlenku węgla o ponad 20 proc. Wywiązanie się z tego zobowiązania wymaga opracowania planu działań na rzecz zrównoważonej energii (SEAP), wprowadzenia w życie efektywności energetycznej i wykorzystania odnawialnych źródeł. Dotyczy to zarówno sektora prywatnego, jak i publicznego. Zgodnie z art. 5 ust. 1 dyrektywy państwa członkowskie zapewniają, by sektor publiczny odgrywał wzorcową rolę w dziedzinie efektywności energetycznej. Miasta przystępujące do porozumienia mogą liczyć na wsparcie Komisji Europejskiej, Biura Porozumienia Burmistrzów oraz Struktur Wspierających.
Projekt ustawy
Celem ma być oszczędność zużycia energii finalnej (czyli wytworzonej przy użyciu surowców) do 2016 r. w ilości nie mniejszej niż 9 proc. średniego krajowego zużycia tej energii w ciągu roku. Uśrednienie obejmuje lata 2001-2005. Dowodziłoby to tezy, że prawda zawarta w liczbach zależy od sposobu liczenia. Ustawa przekazuje Ministrowi Gospodarki obowiązki twórcze i sprawozdawcze co do planu działań, zaś innym ministrom i wojewodom powierza realizację tego planu.
Jednostki sektora publicznego mają stosować co najmniej dwa środki poprawy efektywności energetycznej z następującego zestawu: 1. umowę o realizacji i finansowaniu przedsięwzięcia służącego poprawie efektywności,
2. nabycie nowego urządzenia, instalacji lub pojazdu, charakteryzujących się niskim zużyciem energii oraz niskimi kosztami eksploatacji, 3. wymianę urządzenia, instalacji lub pojazdu albo ich modernizację, 4. nabycie lub wynajęcie efektywnych energetycznie budynków albo ich części lub remont używanych budynków, w tym realizacja przedsięwzięcia termomodernizacyjnego w rozumieniu Ustawy z dnia 21.11.2008 r. o wspieraniu modernizacji i remontów,
5. sporządzenie audytu energetycznego budynków o powierzchni użytkowej powyżej 500 m2.
Akcent na sektor publiczny znajduje uzasadnienie w statystyce. Powierzchnia budynków, będących własnością publiczną lub zajmowanych przez instytucje publiczne stanowi ok. 12 proc. całkowitej powierzchni budynków w UE (Komunikat Komisji do Parlamentu z dnia 8.03.2011 r.). W uzasadnieniu projektu Ustawy o efektywności energetycznej wskazuje się, że obecnie łączna powierzchnia budynków jednostek administracji rządowej w Polsce wynosi ok. 8,5 mln m2. Brak informacji, jakiej wysokości jest to odsetek w stosunku do wszystkich powierzchni.
Obowiązkiem przedsiębiorstw energetycznych, odbiorców końcowych oraz towarowych domów maklerskich lub domów maklerskich będzie uzyskanie i przedstawienie Prezesowi Urzędu Regulacji Energetyki do umorzenia świadectw efektywności energetycznej. Wartość tych świadectw oblicza się według zasad wskazanych ustawie.
Poprawie efektywności energetycznej ma służyć sześć przykładowych rodzajów przedsięwzięć, zaś Minister Gospodarki będzie ogłaszał w drodze obwieszczenia szczegółowy ich wykaz:
1. izolacja instalacji przemysłowych,
2. przebudowa lub remont budynków,
3. modernizacja urządzeń AGD, oświetlenia, urządzeń potrzeb własnych i przemysłowych, lokalnych sieci ciepłowniczych i lokalnych źródeł ciepła,
4. odzysk energii w procesach przemysłowych,
5. ograniczenie: przepływów mocy biernej, strat sieciowych w ciągach liniowych, strat w transformatorach,
6. stosowanie do ogrzewania lub chłodzenia obiektów energii wytwarzanej we własnych lub przyłączonych do sieci odnawialnych źródłach energii, ciepła użytkowego w kogeneracji (czyli równoczesnego wytwarzania prądu i ciepła) lub ciepła odpadowego z instalacji przemysłowych.
Chronologia wdrożeń
Nie brak opinii, iż polski wzorzec ewolucji prawa charakteryzuje się ignorowaniem regulacji i trendów europejskich w początkowej fazie, nagłym odkrywaniem potrzeby implementacji dyrektyw lub stosowania bezpośrednio rozporządzeń i kończący się wdrożeniem trybów przewidzianych prawem europejskim w trybie pilnym (Wojciech Lisiewicz, „Trendy w prawie a strategia w ciepłownictwie. Wpływ prawa i jego zmian na przedsiębiorstwa ciepłownicze”, opubl. www.openlaw.pl). O trafności powyższej przekonuje porządek przyjmowanego prawa w dziedzinie efektywności energetycznej:
5.04.2006 r. Dyrektywa;
21.11.2008 r. Ustawa o wspieraniu termomodernizacji i remontów;
17.07.2009 r. Ustawa o systemie zarządzania emisjami gazów cieplarnianych;
20.10.2009 r. Rozporządzenie Rady Ministrów w sprawie rodzajów programów i projektów przeznaczonych do realizacji w ramach Krajowego systemu zielonych inwestycji;
15.04.2011 r. Ustawa o efektywności energetycznej.
Akt prawny nakładający zobowiązania na państwo, został uchwalony jako ostatni w kolejności.
Skąd opóźnienie?
Uzasadnienie rządowego projektu ustawy przywołuje prognozę Agencji Rynku Energii, iż zapotrzebowanie na energię w Polsce będzie rosnąć w podobnym tempie jak dotychczas, czyli ok. 7 proc. rocznie. Jednocześnie poprawa efektywności wytwarzania, przesyłu i wykorzystania energii ma przyczynić się do zmniejszenia zużycia paliw kopalnych i zmniejszenia emisji szkodliwych substancji. Zaś „racjonalne wykorzystanie istniejących zasobów energetycznych jest szczególnie istotne w perspektywie ograniczonych zasobów surowców kopalnych oraz w perspektywie wzrastającego zapotrzebowania na energię”. W Polsce produkcja elektryczności w ponad 90 proc. zaś ciepła w ponad 80 proc. oparta jest na węglu. Mogłoby się wydawać, że stały wzrost zapotrzebowania na energię oraz zmniejszenie zużycia węgla są procesami sprzecznymi, chyba że zastąpimy paliwo kopalne innym źródłem: wiatrem, biogazem, biopaliwem, energią wodną, słoneczną.
Wychodzi temu naprzeciw Prawo energetyczne, przewidując zachęcające opłaty. Za przyłączenie do sieci odnawialnych źródeł energii o mocy elektrycznej zainstalowanej nie wyższej niż 5 MW oraz jednostek kogeneracji o mocy elektrycznej zainstalowanej poniżej 1 MW pobiera się połowę opłaty ustalonej na podstawie rzeczywistych nakładów poniesionych na realizację przyłączenia. Co więcej – przez pięć lat istniał korzystny okres przejściowy. Przepisy z 2005 r. nowelizujące Prawo energetyczne, dopuszczały do 31.12.2010 r. pobieranie za przyłączenie do sieci elektroenergetycznej odnawialnych źródeł o mocy powyżej 5 MW opłaty w wysokości ½ obliczonych kosztów. Trzeba jednak nadmienić, że powyższe dobrodziejstwo Prawa energetycznego zostało wymuszone przez Dyrektywy unijne – vide: uzasadnienie rządowego projektu Ustawy. Preferencyjne koszty są bowiem „ważnym elementem polityki Unii Europejskiej jako efektywny sposób poprawy efektywności użytkowania energii i obniżania szkodliwych substancji do atmosfery preferencji na poziomie”.
Czy chodzi o podatki?
Oszczędność zużycia węgla oznacza zmniejszone zakupy tego paliwa przez przemysł energetyczny. Aby zobrazować znaczenie tego faktu, należy prześledzić historię.
Obecnie obowiązująca Ustawa o podatku akcyzowym zwolniła z akcyzy węgiel i koks przeznaczone do celów opałowych do 1.01.2012 r. Pomiędzy zakreśloną datą wdrożenia Dyrektywy (17.05.2008 r.) a wejściem w życie obecnej Ustawy o podatku akcyzowym (1.03.2009 r.) obowiązywała stara Ustawa z 23.01.2004 r. o podatku akcyzowym, która nie przewidywała zwolnienia węgla i koksu z akcyzy. Zatem uchwalenie nowych regulacji na temat tego podatku oznaczało przedłużenie o trzy lata możliwości zakupu surowca bez obciążenia akcyzą.
Ustawa o efektywności energetycznej wejdzie w życie po upływie trzech miesięcy od dnia ogłoszenia w Dzienniku Ustaw. Czyli pod koniec lata tego roku. Od tego momentu rozpocznie się stosowanie środków poprawy efektywności przez jednostki sektora publicznego, uzyskiwanie białych certyfikatów przez przedsiębiorstwa i oszczędzanie energii w celu sprostania ustawowemu celowi 9 proc.. Skutkiem ma być zmniejszone zużycie węgla i emisji gazów cieplarnianych.
Tylko że okres zmniejszonego (w zamierzeniu) zużycia węgla nałoży się na ponowne opodatkowanie akcyzą (1.01.2012 r.) Zapłata podatku stanowi koszt uzasadniony w rozumieniu Prawa energetycznego – co oznacza wliczenie akcyzy przez przedsiębiorstwa w cenę energii, a tym samym wzrost ceny dla odbiorców w gospodarstwach domowych (op. cit – publikacja „Rzeczpospolitej”).
Związek przyczynowy
Konkluzję można przedstawić w formie pytania: co łączy odroczenie transpozycji unijnego prawa o trzy lata z wpływami do budżetu? Wydaje się, że spoiwem jest racjonalność polskiego ustawodawcy. W niniejszym przypadku przejawiała się w konieczności wyboru pomiędzy potencjalną karą nałożoną przez Trybunał Sprawiedliwości UE oraz zubożoną kasą państwa, ponieważ stosowanie ustawy kosztuje. Następstwem wstrzymania procedury wdrożeniowej mogło być wszczęcie przeciwko Polsce postępowania przed organami sprawiedliwości UE w trybie art. 258 Traktatu o funkcjonowaniu UE. W styczniu 2009 r. Komisja przekazała dwudziestu państwom członkowskim, w tym Polsce, upomnienie za brak przeniesienia do prawa wewnętrznego postanowień dyrektywy. Do dnia dzisiejszego nie wniesiono skargi do TSUE, wobec czego naruszenie art. 18 dyrektywy pozostaje bez konsekwencji. Jak przewiduje Biuro Rzecznika Prasowego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, postępowanie Komisji UE zostanie umorzone w związku z przyjęciem projektu Ustawy o efektywności energetycznej.
Skutek powyższej sytuacji jest taki, że nie stało się nic złego. Ustawa zwolniła węgiel z akcyzy na trzy lata, efektywność energetyczna czekała w kolejce także trzy lata, a Komisja UE pogroziła palcem.

Utrata zaufania do pracownika przyczyną rozwiązania umowy o pracę

Pracodawca, rozwiązując z pracownikiem umowę o pracę z powodu utraty zaufania do niego, zobligowany jest wskazać przyczynę uzasadniającą taką decyzję. Musi być ona konkretna i rzeczywista, tak by pracownik wiedział, co jest mu zarzucane.

Przyczyna jest uzasadnieniem rozwiązania umowy o pracę. Przepisy prawa pracy nie precyzują jednak sposobu określenia przyczyny ani stopnia jej szczegółowości. Jednakże to drugie ma – jak się okazuje – ogromne znaczenie dla oceny skuteczności dokonanego wypowiedzenia. Przyczyna wypowiedzenia umowy o pracę musi być konkretna (odnosząca się indywidualnie do pracownika) i rzeczywista (istniejąca realnie), przede wszystkim po to, by pracownik mógł zweryfikować, czy to, co jest mu zarzucane, uzasadnia rozwiązanie z nim umowy o pracę. Pracodawcy czasami ograniczają się do podania w oświadczeniu rozwiązującym umowę o pracę informacji, że przyczyną rozstania jest np. niewłaściwe wywiązywanie się z obowiązków. Podanie takiej przyczyny wypowiedzenia umowy o pracę jest określeniem zbyt ogólnym. W takiej sytuacji pracownik powie, że w istocie nie wie, co jest mu zarzucane. Jeśli zaś sprawa trafi do sądu, z takim uzasadnieniem rozwiązania umowy o pracę pracodawca nie ma szansy udowodnić swojej racji, choćby nawet była ona ewidentna. Często spotykaną przyczyną rozwiązania umowy o pracę jest utrata zaufania do pracownika. Sąd Najwyższy zaznaczył, że utrata zaufania do pracownika może uzasadniać wypowiedzenie umowy o pracę (mimo że jego zachowanie nie nosi cech zawinienia), jeżeli w konkretnych okolicznościach jest usprawiedliwiona, w tym znaczeniu, że od pracodawcy nie można wymagać, by nadal darzył pracownika niezbędnym zaufaniem. Wyżej wskazany wymóg konkretności oznacza, że nie wystarczy ogólnikowy zwrot, np. utrata zaufania do pracownika, jeżeli nie jest połączony z wykazaniem konkretnych okoliczności, które taki ogólny wniosek uzasadniają. Utrata zaufania do pracownika może stanowić przyczynę uzasadniającą wypowiedzenie umowy o pracę, jeżeli znajduje oparcie w przesłankach natury obiektywnej oraz racjonalnej i nie jest wynikiem arbitralnych ocen lub subiektywnych uprzedzeń – tak wskazał Sąd Najwyższy. Praktyka sądowa potwierdza, że czasami w sytuacji, gdy przewinienie pracownika jest oczywiste i gdy pracownik wie, do jakiego jego działania pracodawca ma zastrzeżenia, wskazanie w oświadczeniu o rozwiązaniu umowy o pracę jako przyczyny w postaci „utraty zaufania” jest wystarczające. Zwięzłość sformułowanej przyczyny wypowiedzenia powodowi umowy o pracę – zdaniem Sądu Najwyższego – mieści się w takiej sytuacji w granicach konkretności przyczyny wymaganej przepisem art. 30 § 4 kp. Praktyka sądowa pokazuje, iż przyczyn utraty zaufania pracodawcy może być wiele. Mogą stanowić je choćby jakiekolwiek działania wymierzone przeciwko pracodawcy, nienależyte wykonywanie powierzonych obowiązków, brak porozumienia i współpracy pracodawcy z pracownikiem, wyartykułowana niechęć do współpracy, ambiwalentny stosunek do powierzonych obowiązków. Powodami takimi mogą być również: nieprawidłowe rozliczenie przez pracownika powierzonego mu mienia, niedbalstwo w wykonywaniu czynności księgowych, brak dbałości o mienie pracodawcy. Co istotne, zachowanie pracownika będące przyczyną utraty zaufania nie musi wcale być zawinione. Wiadomo, że w procesie pracy pracownik, jego postawa i stosunek do samej pracy podlega ocenie pracodawcy. Jeśli ta ocena pozwoli pracodawcy zwątpić w zaufanie, jakim obdarzył on pracownika i ma umocowanie w faktach, to stanowi ona wystarczającą podstawę do rozwiązania umowy o pracę.

Istotne ograniczenie własności nieruchomości przy budowie obiektów energetyki jądrowej

Ustawa z 29 czerwca 2011 r. o przygotowaniu i realizacji inwestycji w zakresie energetyki jądrowej oraz inwestycji towarzyszących ma własną specyfikę. Począwszy od zawrotnie krótkiego vacatio legis, wynoszącego dwa dni, poprzez stworzenie regulacji prawnych do ingerowania w prawo własności, aż po szereg przepisów szczególnych wyłączających zastosowanie ogólnych zasad postępowania administracyjnego.

U podstaw myśli legislacyjnej legła racja stanu – zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego kraju oraz produkcja energii elektrycznej po racjonalnych kosztach i przy zachowaniu wymagań ochrony środowiska. Jak czytamy w rządowym uzasadnieniu projektu ustawy, „uregulowanie procesu inwestycyjnego w odrębnym akcie prawnym pozwoli na redukcję istotnych ryzyk inwestycyjnych, a tym samym zwiększy możliwość przygotowania realizacji takich inwestycji oraz przeprowadzenia ich w sposób sprawny i efektywny”. Czyli taki, jak byśmy sobie życzyli przy większości przedsięwzięć.

Podstawą działań są nieruchomości
Inwestycja w zakresie budowy obiektu energetyki jądrowej wymaga lokalizacji. Tym samym – uregulowania stosunków prawnych z właścicielami, użytkownikami wieczystymi i osobami, którym przysługują inne tytuły prawne do nieruchomości. Wspólnym mianownikiem regulacji jest możliwość ingerowania w te prawa podmiotowe i uzyskiwanie tytułów prawnych do nieruchomości przy pomocy niezaskarżalnych decyzji administracyjnych. Jednocześnie wyłączono zastosowanie przepisów Kodeksu postępowania administracyjnego, które pozwalały na wstrzymanie wykonania decyzji bądź pozbawienie ich rygoru natychmiastowej wykonalności. Przykładem jest uzyskanie prawa do wejścia na teren nieruchomości dla prowadzenia inwestycji w zakresie budowy obiektu energetyki jądrowej albo na zakładaniu i przeprowadzaniu ciągów drenażowych przewodów i urządzeń służących do przesyłania płynów, pary, gazów i energii elektrycznej oraz urządzeń łączności publicznej i sygnalizacji, a także innych podziemnych, naziemnych lub nadziemnych obiektów i urządzeń niezbędnych do korzystania z tych przewodów i urządzeń, a także prac związanych z konserwacją lub usuwaniem awarii. Zgodnie z art. 28 ust. 1 ustawy inwestycyjnej właściwym organem do orzekania jest wojewoda. W decyzji o ustaleniu lokalizacji inwestycji w zakresie budowy obiektu energetyki jądrowej ma on ograniczyć sposób korzystania z nieruchomości przez udzielenie zezwolenia na wejście na teren nieruchomości oraz zakładanie i przeprowadzenie na nieruchomości tych ciągów drenażowych, przewodów i urządzeń, a także innych podziemnych, naziemnych lub nadziemnych obiektów i urządzeń. Decyzje w zakresie odszkodowania wydaje wojewoda i są one niezaskarżalne.

Bez negocjacji
Charakterystyczne jest odwołanie w końcowej części cytowanego art. 28 ust. 1 do ustawy o gospodarce nieruchomościami. Myśl przewodnią ustawy inwestycyjnej można bowiem znaleźć także w tym, czego nie zawiera. Mianowicie nie znalazło się tam odwołanie do art. 124 ust. 3 ustawy o gospodarce nieruchomościami. Ustawa inwestycyjna nakazuje stosować odpowiednio w opisywanych przypadkach wyłącznie art. 124 ust. 2 i 4 – 8 ustawy o gospodarce nieruchomościami. Dlaczego zatem art. 124 ust. 3 został osierocony? Milczy rządowe uzasadnienie projektu. Nie wyjaśniają tego komentarze, bo i trudno jakiekolwiek znaleźć. Przepis ten ustanawia procedurę prowadzenia obowiązkowych rokowań z właścicielem lub użytkownikiem wieczystym przed udzieleniem zezwolenia na posadowienie urządzeń przesyłowych. Przedmiotem rozmów, wedle ustawy wyłączonego art. 124 ust. 3, jest uzyskanie zgody na wykonanie prac. Rokowania przeprowadza osoba lub jednostka organizacyjna zamierzająca wystąpić z wnioskiem o zezwolenie. Do wniosku należy dołączyć dokumenty z przeprowadzonych rokowań. Innymi słowy faktyczne wywłaszczenie następuje bez przeprowadzenia rozmów.

Co może właściciel?
Ponieważ we wszystkich sprawach nieuregulowanych w ustawie inwestycyjnej stosuje się odpowiednio ustawę o gospodarce nieruchomościami (art. 34 ustawy inwestycyjnej), więc i wysokość odszkodowania ustala się według stanu, przeznaczenia i wartości nieruchomości w dniu wydania decyzji o ustaleniu lokalizacji inwestycji w zakresie budowy energetyki jądrowej, w której ogranicza się sposób korzystania z nieruchomości. Strona niezadowolona z przyznanego odszkodowania ma następującą możliwość: w terminie 30 dni od dnia doręczenia decyzji o odszkodowaniu może wnieść powództwo do sądu powszechnego. Jednak wniesienie powództwa nie wstrzymuje wykonania decyzji.

Wyłączenie uprawnień w postępowaniu administracyjnym
Nie dzieją się także inne rzeczy. W postępowaniu o stwierdzenie nieważności decyzji nie następuje wstrzymanie jej wykonania nawet gdy zachodzi prawdopodobieństwo, iż jest ona dotknięta jedną z wad wymienionych w art. 156 § 1 k.p.a. Przykładowo – bez znaczenia jest obawa, że wydana została bez podstawy prawnej lub z rażącym naruszeniem prawa. Jak wynika z art. 38 ust. 1 ustawy inwestycyjnej, wstrzymania wykonalności nie może orzec nawet sąd administracyjny. Nie stwierdza się nieważności ostatecznej decyzji o ustaleniu lokalizacji inwestycji, jeżeli wniosek o stwierdzenie nieważności tej decyzji został złożony po upływie 14 dni od dnia, w którym decyzja stała się ostateczna, a inwestor rozpoczął budowę. W takim przypadku organ administracji publicznej ograniczy się do stwierdzenia, że nastąpiło wydanie decyzji z naruszeniem prawa oraz wskaże okoliczności, z powodu których nie stwierdził nieważności decyzji. Jeśli sprawa zostanie przekazana sądowi administracyjnemu, to w przypadku uwzględnienia skargi na decyzję o ustaleniu lokalizacji inwestycji po upływie 30 dni od dnia rozpoczęcia budowy, sąd może stwierdzić jedynie, że decyzja narusza prawo z przyczyn wskazanych w art. 145 lub art. 156 k.p.a. Takie stwierdzenie powoduje powstanie roszczenia o naprawienie szkody powstałej w wyniku wykonania takiej decyzji. Lecz naprawienie szkody może nastąpić jedynie poprzez zapłatę odpowiedniej sumy pieniężnej na rzecz poszkodowanego. Wyłączona została możliwość przywrócenia stanu poprzedniego.

Twórca nie może żądać dodatkowej zapłaty za prawa do utworu

Brak lub nieprawidłowo skonstruowana umowa o przeniesienie praw autorskich może spowodować, że zbywający je twórca może upomnieć się po pewnym czasie o dodatkową zapłatę. Wtedy można zarzucić mu nadużycie prawa.

Niektórym przedsiębiorcom wydaje się, że w sytuacji, kiedy zapłacili za prawa autorskie do utworu i mają w ręku fakturę, mogą korzystać z niego bez ograniczeń. Czy tak jest w rzeczywistości?
Niestety w praktyce często spotyka się takie sytuacje, gdzie sprawy dotyczące przeniesienia praw autorskich nie są należycie uregulowane. Zdarza się, że brakuje pisemnej umowy w tym przedmiocie, albo nawet jeżeli zostanie ona zawarta to w sposób nieprawidłowy, bo np. nie wskazano enumeratywnie konkretnych pól eksploatacji. Sytuacje takie są wykorzystywane przez twórców, którzy domagają się dodatkowego wynagrodzenia.

Jak się bronić przed twórcą, który żąda dodatkowych pieniędzy za sprzedany utwór?
Zgodnie z prawem umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych wymaga zachowania formy pisemnej pod rygorem nieważności. Gdy taka forma nie została dochowana, uznaje się, że twórca udzielił licencji. Należy pamiętać, że jeśli w umowie nie postanowiono inaczej, umowa licencyjna uprawnia do korzystania z utworu w okresie pięciu lat na terytorium państwa, w którym licencjobiorca ma swoją siedzibę. Po upływie tego terminu prawa uzyskane na podstawie umowy licencyjnej wygasa. Należy również pamiętać, że jeżeli umowa nie zastrzega wyłączności korzystania z utworu w określony sposób, udzielenie licencji nie ogranicza udzielenia przez twórcę upoważnienia innym osobom do korzystania z utworu na tym samym polu eksploatacji. Z drugiej strony można domagać się aby zachowanie autora, który żąda dodatkowej gratyfikacji zostało uznane za nadużycie prawa.

Jak udowodnić takie nadużycie prawa?
Podstawą takiego twierdzenia będzie art. 5 kodeksu cywilnego. Zgodnie z tym przepisem nie można czynić ze swego prawa takiego użytku, który by był sprzeczny ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub z zasadami współżycia społecznego. Takie działanie lub zaniechanie uprawnionego nie jest uważane za wykonywanie prawa i nie korzysta z ochrony. Jak wskazał Trybunał Konstytucyjny, w wyroku z dnia z dnia 17 października 2000 r. (SK 5/99), przepis ten to klauzula generalna mająca znaczenie dla całego systemu prawa cywilnego, ukształtowana historycznie oraz znajdująca swe odpowiedniki w systemach prawnych innych państw. Omawiany przepis może być stosowany do wszystkich podmiotów, ponieważ każdy uczestnik obrotu prawnego może dopuścić się nadużycia prawa. Nie występuje tutaj prawne zróżnicowanie sytuacji uczestników obrotu.

Kto powinien udowodnić, że doszło bądź nie do nadużycia prawa?
Ciężar dowodu obciąża nabywcę praw autorskich, gdyż zarzuca on w takiej sytuacji zbywcy naruszenie zasad współżycia społecznego lub sprzeczność ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem prawa . Duże znaczenie ma tutaj stopień oryginalności utworu i jego przeznaczenie, a także wola stron i cel umowy. W przypadku utworów o nikłym stopniu oryginalności, na przykład w odniesieniu do przedmiotów użytkowych, łatwiej będzie powołać się na nadużycie prawa. W przypadku umów, typowa na rynku jest sytuacja, gdy pomimo tego, że strony umówiły się, iż wynagrodzenie obejmuje przeniesienie praw autorskich, twórcy po pewnym czasie usiłują podchodzić do umowy w sposób bardzo formalistyczny i twierdzą, że autorskie prawa majątkowe nie zostały przeniesione. W takim przypadku sądy powinny brać pod uwagę rzeczywistą wolę stron i cel umowy. Ocena każdorazowo będzie zależała od okoliczności rozpatrywanej sprawy. Należy pamiętać, że w celu zawarcia umowy możliwa jest wymiana dokumentów obejmujących treść oświadczeń woli, z których każdy jest podpisany przez jedną ze stron. Rozmawiał Adam Makosz

Włosko-polski i polsko-włoski słownik terminologii prawniczej pod redakcją eksperta Kancelarii Prnej Chałas i Wspólnicy już w księgarniach

Słownik powstał pod redakcją mecenas

Haliny Kwiatkowskiej, partnera w krakowskim Oddziale Kancelarii. Zawiera ok. 20 tys. haseł z wielu dziedzin prawa, m.in.: gospodarczego, cywilnego, rodzinnego, karnego i handlowego. W słowniku znajdują się również hasła związane z tematyką ekonomiczną i biznesową, dzięki czemu stanowić on może pomoc dla prawników, tłumaczy i osób zajmujących się obsługą polsko-włoskich podmiotów gospodarczych, studentów oraz wszystkich pragnących pogłębić wiedzę z zakresu języka włoskiego. Wiedza merytoryczna poparta wieloletnim doświadczeniem pozwoliła mecenas Halinie Kwiatkowskiej dołączyć do grona ekspertów i konsultantów wielu prestiżowych czasopism branżowych i biznesowych oraz zespołów redakcyjnych licznych publikacji książkowych. Jest m.in. współautorką Komentarza do Kodeksu Pracy 2006, Komentarza do ustawy o ujawnianiu informacji gospodarczych, wydanego przez Difin, Komentarza do Kodeksu Pracy 2005 oraz współautorką Praktycznego Leksykonu VAT 2005 Wydawnictwa Infor. Mecenas Halina Kwiatkowska specjalizuje się w prawie handlowym, cywilnym i prawie kontraktów. Wpisana jest na listę arbitrów sądu polubownego Izby Przemysłowo-Handlowej w Krakowie. Z Kancelarią Prawną Chałas i Wspólnicy związana jest od 2000 r. Słownik wydany został przez Wydawnictwo C.H. Beck.

Zamawiający nie ma interesu w częściowym uwzględnieniu odwołania

Liczba wnoszonych odwołań nie maleje. Wykonawców nie zniechęcają wysokie koszty wpisu oraz to, iż w przypadku oddalenia odwołania przepada on w całości. Być może dzieje się tak z uwagi na fakt, iż uwzględnienie choćby jednego zarzutu przez Krajową Izbę Odwoławczą jest równoznaczne z uwzględnieniem odwołania i zasądzeniem zwrotu kosztów postępowania od zamawiającego.

Czy przepisy regulujące postępowanie odwoławcze przewidują możliwość częściowego uwzględnienia odwołania?
Obowiązujące przepisy ustawy Prawo zamówień publicznych, rozporządzenia w sprawie regulaminu postępowania przy rozpoznawaniu odwołań, jak również rozporządzenia w sprawie wysokości i sposobu pobierania wpisu od odwołania oraz rodzajów kosztów w postępowaniu odwoławczym i sposobu ich rozliczania nie znają instytucji częściowego uwzględnienia odwołania a co się w tym wiąże proporcjonalnego rozkładu kosztów postępowania odwoławczego pomiędzy jego strony. Dlatego też uwzględnienie jednego zarzutu, o ile potwierdzone przez Izbę naruszenie obowiązujących przepisów objętych zarzutem ma wpływ na wynik postępowania, skutkuje uwzględnieniem odwołania, nawet jeśli pozostałe zarzuty nie zostaną uwzględnione.

Jakie są tego konsekwencje?
To niedopatrzenie ustawodawcy ma istotne znaczenie przede wszystkim dla zamawiających. Zasada koncentracji środków ochrony prawnej powoduje, iż wykonawcy we wnoszonych odwołaniach powołują jak największą liczbę zarzutów, niekoniecznie zasadnych na danym etapie postępowania z obawy przed uznaniem ich w późniejszym etapie przez Izbę za spóźnione i odrzucenie odwołania. Tak skonstruowane zarzuty oraz będące ich konsekwencją żądania odwołującego mogą w okolicznościach konkretnej sprawy wykluczać się wzajemnie. To z kolei stoi na przeszkodzie uwzględnieniu przez zamawiającego odwołania w całości, konsekwencją bowiem takiego uwzględnienia jest obowiązek zamawiającego wykonania, powtórzenia lub unieważnienia czynności w postępowaniu o udzielenie zamówienia zgodnie z żądaniem zawartym w odwołaniu.

Co zatem powinni robić zamawiający?
Zdarza się, iż zamawiający, analizując wniesione odwołanie, uznaje za zasadny jeden lub kilka zarzutów w nim zawartych, zdecydowanie oponując przeciwko pozostałym. Ma to miejsce w szczególności w przypadku, gdy odwołanie dotyczy treści ogłoszenia o zamówieniu lub Specyfikacji Istotnych Warunków Zamówienia (dalej SIWZ), a np. niektóre zarzuty w nim podniesione mają charakter „wzmocnionych” wniosków o wyjaśnienie treści SIWZ, nie zaś rzeczywistych zarzutów naruszenia przez zamawiającego przepisów ustawy. W takim przypadkach niejednokrotnie wystarczające byłoby dokonanie przez zamawiającego wyjaśnień treści SIWZ, jednak wykonawca asekuracyjnie wnosi odwołanie, licząc na uwzględnienie oczywistego zarzutu i zwrot kosztów postępowania od zamawiającego. Można by stwierdzić, iż zamawiający niejednokrotnie sami przyczyniają się do takiej metodologii postępowania wykonawców, udzielając lakonicznych wyjaśnień treści SIWZ bądź też poprzestając na znamiennym stwierdzeniu „pozostaje jak w SIWZ”.

Czy taka praktyka może również spowodować negatywne skutki dla zamawiających?
Brak regulacji dotyczących częściowego uwzględnienia odwołania może skutkować na niekorzyść zamawiającego. Przyczynia się do tego również niejednolite orzecznictwo Krajowej Izby Odwoławczej. Przekonał się o tym jeden z zamawiających prowadzący postępowanie o udzielenie zamówienia na usługi informatyczne, gdzie opis przedmiotu zamówienia był złożony i skomplikowany, a warunki dotyczące oferowanego sprzętu i usług, uzasadnione specyfiką i charakterem przedmiotu zamówienia oraz obiektywnymi potrzebami zamawiającego, obostrzone. W trakcie postępowania jeden z wykonawców zaskarżył niekorzystne dla siebie postanowienia SIWZ, wnosząc o wykreślenie z jej postanowień niektórych parametrów oferowanego sprzętu oraz obniżenie wymogów w stosunku do innych parametrów. Zamawiający przeanalizował odwołanie oraz dokumentację postępowania i uznał, że część spośród zarzutów i żądań wynika z niezrozumienia przez odwołującego postanowień SIWZ natomiast co do zasady nie zgodził się z odwołującym jakoby opis przedmiotu zamówienia pozostawał w sprzeczności z zasadami określonymi w art. 29 ust. 1 ustawy Prawo Zamówień Publicznych. Uznając, iż zapisy SIWZ mogą budzić wątpliwości interpretacyjne zamawiający opublikował na swojej stronie internetowej wyjaśnienia i uzupełnienie treści SIWZ w zakresie objętym częścią zarzutów i żądań odwołującego. W pozostałym zakresie nie zgodził się z postawionymi zarzutami i w odpowiedzi na odwołanie wniósł o jego oddalenie. Podczas rozprawy zamawiający wyjaśnił, iż wobec braku instytucji częściowego uwzględnienia odwołania oraz braku zgody na uwzględnienie spornych kwestii jego stanowisko w przedmiocie rozstrzygnięcia nie mogło być inne. Z kolei odwołujący przyznał, iż opublikowane przez zamawiającego (kilka dni przed rozprawą) wyjaśnienia i uzupełnienia treści SIWZ są dla niego zadawalające, nie cofnął jednak zarzutów w tym zakresie oraz w zakresie pozostałych spornych zapisów SIWZ. Przewodnicząca uznała, iż przedmiotem rozpoznania na rozprawie pozostaną jedynie zarzuty sporne. W tym zakresie, jak wynika z uzasadnienia wydanego wyroku (sygn. Akt. KIO 1432/11) Krajowa Izba Odwoławcza nie uznała za potwierdzony żadnego spośród spornych zarzutów. Mimo to, oraz pomimo dokonanych przez zamawiającego i niekwestionowanych, jak również niepodlegających rozpoznaniu na rozprawie wyjaśnień i uzupełnień SIWZ opublikowanych przed rozprawą, Izba uwzględniła odwołanie i obciążyła zamawiającego kosztami postępowania. W uzasadnieniu przewodnicząca stwierdziła, iż zamawiający, dokonując uzupełnienia i wyjaśnienia treści SIWZ, potwierdził częściowo zasadność twierdzeń odwołującego, co legło u podstaw uwzględnienia odwołania.

Czy takie postępowanie zasługuje na aprobatę?
Takie stanowisko Izby należy ocenić krytycznie, zwłaszcza w świetle wcześniejszego orzecznictwa KIO w podobnych sprawach. I tak w wyroku z 18 marca 2011 r. ( KIO 459/11) Izba, oddalając odwołanie, uznała wprawdzie, iż „Uwzględnienie w części zarzutów odwołania przez zamawiającego należy uznać za przyznanie faktów leżących u podstaw uwzględnionych zarzutów w rozumieniu art. 190 ust. 5 zd. 2 Prawa Zamówień Publicznych., jeżeli przyznanie nie budzi wątpliwości, co do zgodności z rzeczywistym stanem rzeczy. W takim przypadku Izba upoważniona jest do odstąpienia od przeprowadzania postępowania dowodowego ze skutkiem uznania podniesionych zarzutów za potwierdzone”. Jednocześnie KIO stwierdziła, iż „oddalając odwołanie Izba miała na uwadze stan faktyczny istniejący w dniu rozprawy, wynikający z treści specyfikacji istotnych warunków zamówienia po jej modyfikacji dokonanej przez zamawiającego w dniu (…) tj. po wniesieniu przedmiotowego odwołania. Mając na uwadze art. 192 ust. 2 ustawy, Izba była zobowiązana ocenić wpływ stwierdzonego naruszenia na wynik postępowania. Jedynie w przypadku stwierdzenia naruszenia przepisów ustawy, które miało wpływ lub może mieć istotny wpływ na wynik postępowania, Izba może uwzględnić odwołanie. W okolicznościach badanej sprawy, pomimo potwierdzenia w części zasadności zarzutów (…) Izba nie stwierdziła, aby miały one istotny wpływ na wynik postępowania. Dokonując takiego rozstrzygnięcia, Izba była zobowiązana uwzględnić okoliczność, iż zamawiający dokonał modyfikacji treści spornych postanowień siwz, a zatem na moment orzekania stwierdzone naruszenie pozostawało bez wpływu na wynik postępowania”. Podobnie w wyroku z dnia 1 lutego 2011 r. Izba orzekła: „Pogląd, że uwzględnienie przez zamawiającego zarzutów odwołania powoduje, że upada możliwość uwzględnienia ich w sentencji orzeczenia odnosić się może jedynie do sytuacji dokonania zmiany SIWZ zgodnie z żądaniami odwołania przed zamknięciem rozprawy. Tylko w takiej sytuacji naruszenia przepisów, których dopuścił się zamawiający nie mogą mieć wpływu na wynik postępowania i nakazywanie zmian, których zamawiający już dokonał jest niecelowe”. KIO 79/11, KIO 89/11, KIO 90/11 Przedstawione orzeczenia nie pozostawiają wątpliwości, że Izba nie zawsze musi uwzględnić odwołanie gdy zmawiający naruszył przepisy zamówień publicznych?
Tak. Powyższe orzeczenia oddają w pełni intencje ustawodawcy w zakresie dyspozycji art. 192 ust. 2 ustawy nakazujące Izbie uwzględnienie odwołania, wyłącznie jeśli stwierdzone naruszenie przez zamawiającego przepisów pzp miało lub mogło mieć wpływ na wynik postępowania. Jeśli natomiast wprawdzie do naruszenia przepisów doszło, jednakże zamawiający sam „naprawił” swój błąd (np. dokonał zmiany SIWZ), to orzekanie w tym przedmiocie jest niecelowe. Zatem odwołanie winno zostać oddalone. Brak zastosowania cyt. przepisu w sytuacji uwzględnienia części zarzutów przez zamawiającego przy jednoczesnej konwalidacji wadliwej czynności – dokonaniu zmiany treści SIWZ oraz publikacji zmian przed rozprawą, przy jednoczesnym braku uwzględnienia przez Izbę któregokolwiek z pozostałych zarzutów, powoduje z jednej strony bezprzedmiotowość orzekania Izby, z drugiej zaś – sytuację, w której zamawiający „wygrywa” sprawę, ale musi zapłacić koszty, w dodatku niemałe. Nie zasługuje na uwzględnienie twierdzenie Izby, jakoby częściowe uznanie zarzutów przez zamawiającego nie zwalniało Izby z orzekania w zakresie objętym uznaniem, czy też weryfikacji zasadności tego uwzględnienia. Twierdzenie to pozostaje w sprzeczności z przepisami ustawy pzp dotyczącymi uwzględnienia przez zamawiającego odwołania w całości. W takim bowiem przypadku (o ile do postępowania nie przystąpił skutecznie po stronie zamawiającego inny wykonawca) Izba umarza postępowanie nie badając zasadności bądź prawidłowości uwzględnienia. W dodatku jeśli uwzględnienie nastąpiło przed rozprawą lub posiedzeniem z udziałem stron, uiszczony przez wykonawcę wpis podlega zwrotowi w całości, natomiast zamawiający nie zostaje obciążony kosztami postępowania. Zatem skoro Izba nie bada zasadności uwzględnienia całkowitego zarzutów i umarza postępowanie nie jest również uprawniona do badania i weryfikacji uwzględnienia częściowego, zwłaszcza połączonego z konwalidacją czynności objętej zarzutem. Rozmawiał Łukasz Sobiech