Dostosowanie polskiego ciepłownictwa do wyśrubowanych norm środowiskowych i emisyjnych przysporzy wielu trudności. Szansą dla samorządów na zachowanie obecnego systemu zaopatrzenia w ciepło jest poprawa jego efektywności oraz wykorzystanie gazu w kogeneracji. Około 70 proc. przedsiębiorstw zajmujących się produkcją ciepła pozostaje w rękach samorządów. Są to głównie średnie i mniejsze zakłady ciepłownicze. Zakłady energetyki cieplnej w największych miejscowościach, których udział w potencjale produkcji ciepła wytwarzanego przez przedsiębiorstwa ciepłownictwa systemowego przekracza 50 proc., zostały już sprzedane przez Skarb Państwa i samorządy. Produkcja 76 proc. ciepła w Polsce oparta jest na węglu kamiennym. W większości wypadków ciepło produkowane jest w wyeksploatowanych jednostkach charakteryzujących się niską efektywnością energetyczną, a w konsekwencji – ekonomiczną. Powyższy stan rzeczy wymaga zmian, z wielu powodów, w szczególności w związku z wymogami pakietu klimatycznego UE, wprowadzającego do kosztów prowadzonej działalności koszt praw do emisji dwutlenku węgla. Dodatkowych trudności polskim ciepłowniom przysporzą normy Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2010/75/UE w sprawie emisji przemysłowych mającej na celu uzyskanie w Unii Europejskiej jednakowych warunków prowadzenia działalności poprzez ujednolicenie wymogów w zakresie efektywności środowiskowej instalacji przemysłowych. Zgodnie z dyrektywą warunki pozwolenia zintegrowanego powinny opierać się na najlepszych dostępnych technikach, co znacznie winduje wymagania. Termin derogacji zaostrzonych norm ochrony środowiska dla instalacji ciepłowniczych został przesunięty do końca 2022 roku dla instalacji o mocy do 200 MW, które co najmniej 50 proc. ciepła użytkowego w postaci pary i ciepłej wody dostarczają do publicznych sieci ciepłowniczych. Istniejące instalacje o mocy ponad 200 MW do końca 2022 roku mogą być zwolnione z przestrzegania nowych norm emisji, o ile operator instalacji zobowiąże się, że od 2016 roku do 2022 roku nie będzie eksploatował instalacji przez więcej niż 17500 godzin. Co prawda polskie ciepłownie zyskały kilka dodatkowych lat na dostosowanie się do zaostrzanych norm emisji dwutlenku siarki, tlenków azotów i pyłów, ale nie oznacza to jednak, że można pomijać te wyśrubowane normy w obecnie sporządzanych planach inwestycyjnych. Obok niepewności co do kosztów uprawnień do emisji CO2, rentowności ciepłownictwa zagraża również brak regulacji środowiskowych dotyczących źródeł o mocy poniżej 50 MWt, w tym źródeł indywidualnych. Ciepłownie, które ponosić będą olbrzymie nakłady związane z polityką klimatyczną oraz wyśrubowanymi wymaganiami środowiskowymi, będą zmuszone konkurować ze źródłami, które nie muszą spełniać podobnych wymogów. Powstają pytania, jak wielu odbiorców ciepła jest w stanie tolerować wyższy koszt ciepła systemowego w porównaniu do ciepła ze źródeł indywidualnych oraz jaki jest próg akceptacji, powyżej którego odbiorcy zaczną odłączać się od systemu ciepłowniczego. Odpowiedź na te pytania nie jest łatwa. Bez wątpienia ciepło systemowe – PRL-owski symbol awansu cywilizacyjnego – jest wygodnym i bezproblemowym sposobem ogrzewania mieszkań i domów. Dla grupy odbiorców ceniących komfort benchmarkiem powinien pozostać koszt ogrzewania piecem na gaz ziemny, którego technologia oferuje zbliżony stopień komfortu w eksploatacji. Próg wejścia w ogrzewanie gazem ziemnym, jest stosunkowo wysoki (koszt pieca gazowego oraz ewentualnego przyłączenia do sieci gazowej). Także prognozy dotyczące ceny paliwa gazowego indeksowanej koszykiem ceny ropy naftowej i produktów ropopochodnych w najbliższym czasie wskazują, że pozostanie ona na wysokim poziomie. Niemniej jednak, mamy w Polsce sporą grupę odbiorców wrażliwych na cenę, którzy gwoli oszczędności gotowi są do działań, które choć obniżają ich komfort życia, pozwalają na dopięcie domowych budżetów. Dla tych odbiorców przejście na opalanie paliwami stałymi, np. tzw. ekogroszkiem, węglem grubym i innymi zamiennikami, może być atrakcyjne. Jest to istotne zagrożenie, jeśli weźmiemy pod uwagę logikę ponoszenia kosztów utrzymania urządzeń sieciowych przez odbiorców, polegającą na tym, że całkowity koszt dzielony jest pomiędzy wszystkich odbiorców w związku z przyłączoną mocą (opłata sieciowa stała) oraz zużyciem (opłata sieciowa zmienna). Gdy zmniejszy się ilość odbiorców zwiększą się jednostkowe opłaty ponoszone przez pozostałych odbiorców, co może skutkować powstaniem samonapędzającego się trendu odłączania się od sieci (efektu kuli śniegowej). Para w sieć, w kotłach ruch! Czy wizja, w której dzielnice polskich miast i miasteczek ponownie zasnują dymy z pieców węglowych, musi się ziścić? Cóż mogą zrobić gminy, by do tego nie doszło? Bez wątpienia istotną kwestią jest termomodernizacja budynków. Działania na rzecz poprawy charakterystyki energetycznej budynków są z sukcesami prowadzone przez spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe, przy częstym wsparciu funduszy publicznych. Niemniej sama poprawa charakterystyki energetycznej budynków nie niweluje różnicy, jaka może zaistnieć pomiędzy ceną ciepła systemowego, a kosztem ogrzewania indywidualnego. Takim działaniem jest przede wszystkim ograniczenie strat w sieci ciepłowniczej. W wielu polskich miastach dzięki środkom europejskim oraz NFOŚ mają miejsce inwestycje w poprawę efektywności dystrybucji energii cieplnej, polegające na wymianie przestarzałych sieci cieplnych ułożonych w kanałach na kompletne systemy rur preizolowanych, czy na przebudowie istniejących grupowych węzłów cieplnych na wysokosprawne węzły indywidualne z automatyką pogodową i monitoringiem. Drugim istotnym działaniem idącym w parze ze zwiększeniem efektywności dystrybucji energii jest poprawa efektywności jednostek wytwórczych. Przedsiębiorstwa ciepłownicze stoją wobec wyzwań inwestycyjnych związanych z dekapitalizacją majątku wytwórczego oraz koniecznym dostosowaniem źródeł wytwórczych do wspominanych powyżej wymagań środowiskowych i emisji CO2. Przy konserwatywnej polityce taryfowej na ciepło systemowe, prowadzonej przez Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki, który jest organem centralnym stojącym na straży równoważenia interesów wytwórców energii z jej odbiorcami, należy sięgać po dostępne instrumenty wsparcia, tj. świadectwa pochodzenia z kogeneracji oraz możliwe świadectwa efektywności energetycznej. W tej sytuacji najbardziej optymalną wydaje się budowa wysokosprawnych bloków gazowo-parowych (CCGT) wykorzystujących synergię dostaw ciepła systemowego oraz energii elektrycznej oraz istniejące w Polsce systemy wsparcia, które jednocześnie mają niższą ekspozycję na koszt uprawnień do emisji CO2. Dlaczego gaz? 50 proc. energii wytworzonej w kogeneracji w Niemczech jest oparta na gazie. Nie powinno dziwić zauważalne w Polsce zainteresowanie przejściem ciepłowni z wysoce energochłonnymi jednostkami węglowymi na wysokosprawne gazowe jednostki kogeneracyjne. Decyzje inwestycyjne wstrzymuje jednak dysfunkcyjność polskiego rynku gazu ziemnego. Tym niemniej w 2011 r. zauważalne były pewne zwiastuny zmian tego stanu rzeczy. Rozbudowa połączeń międzysystemowych z systemami gazowymi Czech i Niemiec, wirtualny rewers na gazociągu jamalskim, budowa terminala LNG, obiecujące perspektywy na wzrost krajowego wydobycia oraz zapowiadany program uwalniania gazu, polegający na odsprzedaży przez krajowego monopolistę części gazu innym sprzedawcom hurtowym, stanowią pozytywne przesłanki do budowy bloków gazowych. Otwarcie rynku gazu pociągnie za sobą uwolnienie cen, co będzie szansą na lepsze ceny dla dużych odbiorców gazu w stosunku do odbiorców indywidualnych. Na ekonomii skali powinny skorzystać także elektrociepłownie. Największe z nich mogą się stać samodzielnymi graczami na