Możliwe tsunami pozwów przeciwko producentom ciężarówek

Przez 14 lat, 90% nabywanych na rynku europejskim ciężarówek była sprzedawana po zawyżonych, uzgodnionych wcześniej przez producentów cenach. MAN, Daimler, DAF, Iveco oraz Volvo/Renault to spółki, które ustanowiły nowy niechlubny rekord w wysokości kary nałożonej przez Komisję Europejską w wyniku naruszenia konkurencji. Kajanie się przedstawicieli producentów i 3 mld Euro kary to jedno ale większość wydaje się zapominać o najważniejszym: co dalej z osobami, które przez zmowę 5 spółek straciły niekiedy ogromne pieniądze?

Rekordowa kara za 14 lat zmowy

W lipcu br. Komisja Europejska ogłosiła, iż zakończyła postępowanie dotyczące istnienia zmowy cenowej producentów ciężarówek. Tym samym potwierdziła ostatecznie istnienie procederu sztucznego ustalania cen. W aferę zamieszani są najwięksi producenci ciężarówek: MAN, Daimler, DAF, Iveco oraz Volvo/Renault. Decyzja KE nie tylko nakłada na ww. spółki rekordową karę w wysokości 2,93 mld Euro ale otwiera również drzwi dla wszystkich pomiotów przez nie poszkodowanych.

Uwaga!

Wszyscy, którzy w związku ze sztucznym wyznaczaniem cen przez określonych w decyzji producentów ciężarówek, zapłacili za nie więcej niż powinni w przypadku niezakłóconej konkurencji, mogą obecnie na drodze sądowej dochodzić swoich roszczeń.

Może się więc okazać, iż to nie kara nałożona przez KE (mimo, swojej rekordowej wysokości) będzie największym ciosem dla producentów uczestniczących w zmowie lecz odszkodowania wypłacane w ślad za pozwami cywilnoprawnymi składanymi przez poszkodowanych. Tym bardziej, że zmowa cenowa trwała od stycznia 1997 r., aż do wszczęcia przez Komisję Europejską postępowania w 2011 r. Kartel dotyczył średnich i ciężkich ciężarówek. Należy podkreślić, że pięciu producentów ujętych w decyzji odpowiada za 9 z 10 ciężarówek sprzedawanych w Europie.

Decyzja KE i co dalej?

Prywatnoprawne zastosowanie prawa konkurencji (ang. private enforcement), które za oceanem stanowi gros spraw wynikających z naruszeń prawa konkurencji w Polsce wciąż jest mało popularną metodą egzekwowania prawa antymonopolowego. W Europie doktryna private enforcement nie cieszy się aż taką popularnością, natomiast niewątpliwie widać w tym zakresie istotną poprawę (głównie w Wielkiej Brytanii, Holandii, Niemczech i Austrii).

Możliwość dochodzenia odszkodowania za szkodę antymonopolową Trybunał Sprawiedliwości dopuścił już w sprawach C 453/99 Courage i C-395/04 Manfredi wskazując m.in., że art. 81 WE (obecnie art. 101 TFUE) należy interpretować tak, iż każda osoba jest uprawniona powoływać się na nieważność porozumienia lub praktyki zakazanych przez ten artykuł przepis. W przypadku, gdy między takim porozumieniem lub taką praktyką a poniesioną szkodą istnieje związek przyczynowy, wspomniana osoba może żądać naprawienia tej szkody. Ponadto, w sprawie Manfredi, Trybunał podkreślił znaczenie zasady skuteczności prawa europejskiego, z której wynika m. in., że osoby, które poniosły szkodę, muszą mieć zagwarantowane prawo do żądania naprawienia nie tylko rzeczywistej szkody, lecz także utraconych korzyści oraz zapłaty odsetek.

W Polsce, sporą przeszkodą w rozwoju dochodzenia roszczeń prywatnoprawnych jest brak świadomości oraz przeświadczenia, że sprawy antymonopolowe są domeną prawa publicznego.

Dyrektywa Parlamentu ułatwi dochodzenie odszkodowania przed sądem

Kraje członkowskie zobowiązane są do transponowania Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady nr 2014/104/UE z dnia 26 listopada 2014 r. w sprawie niektórych przepisów regulujących dochodzenie roszczeń odszkodowawczych z tytułu naruszenia prawa konkurencji państw członkowskich i Unii Europejskiej(Dz. Urz. UE L 349/1) do krajowych porządków prawnych do dnia 27 grudnia 2016 r. Do najważniejszych ułatwień przewidzianych przez nowe przepisy zaliczyć należy m.in. związanie sądu krajowego ostateczną decyzją krajowego organu ds. konkurencji, wprowadzenie nowego terminu przedawnienia roszczeń (min. 5 lat), umożliwienie udzielenia przez organ monopolowy pomocy sądowi rozpatrującemu sprawę w zakresie ustalenia wysokości szkody, wzruszalne domniemanie wyrządzenia szkody w wyniku naruszeń przybierających postać kartelu, czy solidarnej odpowiedzialności naruszycieli.
Warto jednak wskazać, iż podstawy do wytoczenia powództwa dotyczące odszkodowania za naruszenie prawa konkurencji jest możliwe już na gruncie obowiązujących przepisów. Przykładowo wyrok Sądu Najwyższego z lipca 2008 r. (sygnatura akt: Sygn. Akt III CZP 52/2008) stwierdza, że ostateczna decyzja organu antymonopolowego stwierdzająca nadużycie pozycji dominującej jest wiążąca dla sądu cywilnego (bez konieczności wdrażania w tym zakresie dodatkowych regulacji prawnych w ślad za Dyrektywą). Oznacza to, że jeżeli w sprawie danego naruszenia została już wydana decyzja organu monopolowego stwierdzająca owe naruszenie, podmiot poszkodowany jest obowiązany jedynie do wykazania związku przyczynowego oraz rozmiaru poniesionej w konsekwencji danego naruszenia szkody (co również może być ułatwione ze względu na materiał dowodowy zebrany przez organ antymonopolowy w trakcie prowadzenia postępowania).

Wykazanie wysokości poniesionej szkody może się jednak okazać niezwykle skomplikowane. Skuteczność prywatnoprawnego instrumentu dochodzenia roszczeń z tytułu złamania unijnych reguł konkurencji oznacza wykazanie przesłanek odpowiedzialności odszkodowawczej, w tym poniesienia szkody przez podmiot występujący z roszczeniem. Należy tutaj podkreślić, że prawo antymonopolowe nie zawiera definicji szkody antymonopolowej. Przyjmuje się¸ że szkodą antymonopolową jest uszczerbek, którego poszkodowany doznał w wyniku stosowania praktyk ograniczających konkurencję, zakazanych w prawie krajowym lub europejskim.

Ważne!

Z punktu wiedzenia kryterium podmiotowego – podmiotu poszkodowanego – szkodą antymonopolową jest każdy uszczerbek w dobrach prawnie chronionych poszkodowanego (przedsiębiorcy, konsumenta, nabywcy pośredniego).

Czy sądy zostaną zalane pozwami przeciwko producentom ciężarówek?

Jak już wskazano, świadomość prawna możliwości dochodzenia takich roszczeń jest w Polsce w dalszym ciągu na bardzo niskim poziomie i to mimo działań informacyjnych prowadzonych przez KE i UOKiK. Wytaczanie powództw opartych o naruszenie reguł konkurencji wydaje się obecnie jedynie barierą psychologiczną, którą prędzej czy później zaczniemy przełamywać. Bardzo możliwe, iż to właśnie decyzja dotycząca producentów ciężarówek, ze względu na znaczne potencjalnie szkody spowodowane zmową wpłynął na to, iż poszkodowani zdecydują się walczyć o należne im odszkodowania.

Przy czym, sprawa zmowy cenowej producentów ciężarówek, pomimo rekordowo wysokiej kary, jest jedynie wierzchołkiem góry lodowej i jedną z wielu spraw zakończonych prawomocnym wyrokiem lub decyzją stwierdzającą naruszenie prawa konkurencji.

Autor:
Marcin Kozłowski,
adwokat z kancelarii Chałas i Wspólnicy

Mikołaj Chałas,
Prawnik z kancelarii Chałas i Wspólnicy

Prawne granice sportowej rywalizacji

Czy istnieje odpowiedzialność karna sportowców, którzy w toku rywalizacji przyczynili się do wyrządzenia swojemu rywalowi np. uszczerbku na zdrowiu? Temat ten powraca niczym bumerang przy okazji kolejnych zawodów, w czasie których zawodnicy doznają – przy udziale współzawodników – poważnych obrażeń, a w skrajnych przypadkach tracą życie.

Sportowa rywalizacja wyklucza konsekwencje prawne?

Przypadki naruszenia zdrowia w trakcie sportowych zmagań towarzyszą zawodnikom wielu dyscyplin. Wydaje się jednak, że szczególnie narażoną grupę stanowią przedstawiciele sportów kontaktowych oraz motorowych. Sytuacje, w których sportowcy odnieśli poważne obrażenia przy udziale swoich rywali znane są nie tylko fanom sportu, bowiem z reguły są one szeroko komentowane także w mediach.

Pojawiające się niestety dość regularnie dramatyczne sytuacje podczas zawodów sportowych stanowią każdorazowo przyczynek do licznych dyskusji na temat m.in. bezpieczeństwa zawodników czy też konsekwencji prawnych dla sprawcy zdarzenia. Celem przybliżenia tego ostatniego zagadnienia warto zakreślić zasady odpowiedzialności karnej zawodników za szkody wyrządzone swoim konkurentom w toku sportowej rywalizacji.

Kontratyp dozwolonego ryzyka sportowego

W większości przypadków zawodnik, który przyczynił się do powstania zdrowotnego uszczerbku konkurenta, finalnie nie ponosi za swój czyn odpowiedzialności karnej. Działania sportowców poddawane są bowiem innym standardom oceny prawno-karnej, niż to ma miejsce powszechnie przy analogicznych skutkach (np. spowodowania ciężkich obrażeń ciała czy śmierci) wobec sprawców podlegających ocenie na zasadach ogólnych.

Okoliczność „specjalnego” traktowania zawodników na gruncie prawa karnego nie jest przypadkowa (w szczególności zaś nie wynika np. z popularności danego sportowca), lecz znajduje swoje umocowanie prawne.

Odmienne traktowanie osób dopuszczających się w toku rywalizacji sportowej zachowań spełniających przecież przesłanki czynu zabronionego spowodowane jest funkcjonowaniem instytucji prawnej tzw. kontratypu dozwolonego ryzyka sportowego. Sformułowanie to oznacza przyzwolenie prawodawcy na występowanie takich sytuacji (w drodze wyjątku od ogólnej zasady penalizacji czynów karalnych), w których działanie zawodnika-sprawcy nie będzie podlegało karze, pomimo że w konkretnym przypadku od strony podmiotowej i przedmiotowej wszystkie znamiona określonego czynu zabronionego zostały wypełnione.

Konstrukcja kontratypu ryzyka sportowego (podobnie jak np. obrony koniecznej) uchyla jednak immanentny element w postaci „bezprawności” czynu, co automatycznie prowadzi do zdekompletowania struktury przestępstwa. W rezultacie nie ma możliwości przypisania jego popełnienia zawodnikowi, który działał w granicach ryzyka skorelowanego z uprawianą dyscypliną sportu.

W duchu sportowej rywalizacji

Należy jednak podkreślić, że nie każdy działanie zawodnika spełniające znamiona czynu zabronionego, a popełnione podczas rywalizacji sportowej, będzie można zakwalifikować jako te, którego bezprawność podlega uchyleniu. Omawiany kontratyp nie ma zatem charakteru nieograniczonego i generalnego. Warunkiem uznania, że postępowanie danego sportowca nie nosiło znamion bezprawności jest bowiem zaistnienie w danym przypadku określonych okoliczności. Chodzi przede wszystkim o to, aby zachowanie sportowca nie wykraczało poza przyjęte reguły i standardy danej dyscypliny. Jeżeli dojdzie do nieszczęśliwego zdarzenia równie ważne jest to, aby sprawcy nie można było zarzucić kierowania się motywacją inną aniżeli wyłącznie stricte sportową, przez co należy rozumieć po prostu chęć osiągnięcia jak najlepszego wyniku.

W przypadku zatem gdy zawodnik z premedytacją postąpi wbrew obowiązującym w uprawianej konkurencji regułom i dokona czynu zakazanego np. złośliwie lub z zemsty (tj. w sferze wykraczającej poza rywalizację sportową), wówczas – przy uwzględnieniu całokształtu okoliczności – niewykluczona będzie możliwość jego ukarania zgodnie z przepisami prawa karnego, np. za spowodowanie uszczerbku na zdrowiu rywala. Jeżeli natomiast sportowiec dopuszcza się czynu w tzw. ferworze walki, przy czym nie odbiega on w sposób rażący od standardów panujących w danej dyscyplinie (koniecznie należy uwzględnić jej specyfikę), wówczas wszystkie przesłanki odpowiedzialności karnej wymagane kumulatywnie wobec takiej osoby nie zostaną spełnione.

Tragiczne wypadki np. w trakcie wyścigów motorowych czy też brutalne nokauty w przypadku sportów walki wkalkulowane są w ogromne ryzyko podjęcia rywalizacji, czego osoby podejmujące się uprawiania danej dyscypliny są w pełni świadome, czyniąc to dobrowolnie. Inaczej natomiast wygląda sytuacja w przypadku takich działań jak np. spowodowanie wypadku przez kierowcę rajdowego znajdującego się pod wpływem alkoholu lub innego środka odurzającego, czy też faul/uderzenie rywala popełnione bez ścisłego związku z toczącą się rywalizacją, a tym bardziej poza nią – czyny te mogą już zostać zakwalifikowane jako przestępstwo podlegające karze niezależnie od ewentualnej odpowiedzialności dyscyplinarnej takiej osoby.

Kontratyp

Sięganie po instytucję prawną kontratypu sportowego powinno odbywać się dopiero, jeżeli wcześniej zostaną spełnione wszystkie znamiona czynu zabronionego. W tym kontekście warto przypomnieć sprawę sprzed kilku miesięcy, kiedy w związku z zawodami żużlowymi zginął jeden z zawodników. Podczas meczu uderzył w niego motocykl rywala. Wskutek tego żużlowiec uderzył głową (w międzyczasie spadł mu kask ochronny) o ubitą nawierzchnię toru i doznał rozległych obrażeń głowy. Pomimo przebytej operacji, po kilkudniowej walce młody sportowiec zmarł. W tej sprawie prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie (a nie „przeciwko”) popełnienia czynu zabronionego z art. 155 kodeksu karnego, tj. nieumyślnego spowodowania śmierci. Przed jakimkolwiek rozważeniem dopuszczalności zastosowania w tym przypadku kontratypu dozwolonego ryzyka sportowego, w pierwszej kolejności konieczne jest wykazanie, że potencjalny podejrzany w ogóle wypełnił wszystkie znamiona w/w czynu zabronionego, czyli:

  • naruszył konkretną regułę ostrożności, do której przestrzegania był zobowiązany i której niezastosowanie bezpośrednio przyczyniło się do śmiertelnych skutków zdarzenia,
  • co najmniej mógł spodziewać się zaistniałych konsekwencji swojego zachowania.

Biorąc pod uwagę realia przywoływanej sprawy, niezbędne jest nadto uwzględnienie wszystkich okoliczności zdarzenia (w tym kwestii technicznych), wewnętrznych aktów prawnych wiążących żużlowców, a przede wszystkim – specyfiki wyjątkowo niebezpiecznego sportu, jakim jest żużel.

W przypadku zaś, gdy analiza zachowania sprawcy pozwala na przyjęcie, że którekolwiek ze znamion ustawowych konkretnego czynu zabronionego nie zostało w danej sprawie spełnione, wykorzystanie konstrukcji kontratypu nie jest konieczne, albowiem wykluczenie możliwości popełnienia przestępstwa w danej sprawie następuje na etapie wcześniejszym, tj. jeszcze na przedpolu stosowania kontratypów.

Autor:
Michał Warchoł,
aplikant adwokacki z kancelarii Chałas i Wspólnicy

Prosta Spółka Akcyjna – panaceum na rozwój polskiej innowacyjnej gospodarki?

Aktualne ramy prawne nie są odpowiednie dla firm innowacyjnych, działających w obszarze nowych technologii. Ten problem został zauważony przez Ministerstwo Rozwoju, które po dokonaniu analizy otoczenia prawnego obowiązującego w Polsce w zakresie tzw. startup’ów uznało, że konieczne jest utworzenie nowego rodzaju spółki kapitałowej. Obecnie trwają prace nad ustawą wprowadzającą do polskiego porządku prawnego tzw. Prostą Spółkę Akcyjną (dalej: „PSA”).

Startup’y charakteryzują się zazwyczaj niskimi kosztami rozpoczęcia działalności z jednocześnie dużo większym ryzykiem i potencjalnie wyższymi stopami zwrotu z inwestycji w porównaniu z klasycznymi przedsięwzięciami biznesowymi. Ponadto są one finansowane zewnętrznie – głównie przez fundusze typu venture capital, aniołów biznesu lub za pośrednictwem metody crowdfundingowej.

Dodatkowa pomoc

Czy dodatkowe wsparcie dla takich przedsięwzięć jest rzeczywiście aż tak istotne? Wydaje się, że tak, gdyż niejednokrotnie stanowią one klucz do rewolucyjnych zmian w danym sektorze gospodarki. Bardzo udanymi przykładami, które diametralnie zmieniły wirtualną rzeczywistość, a które cieszą się obecnie ogromną popularnością, są np. Facebook, Google, czy Twitter.

Głównymi czynnikami determinującymi Ministerstwo Rozwoju do wprowadzenia PSA do polskiego porządku prawnego są problemy, które, jak zaobserwowano, ograniczały rozwój startup’ów. W szczególności dotyczyły one trudności w:

  • rozpoczynaniu tego rodzaju działalności gospodarczej,
  • pozyskiwaniu kapitału czy
  • likwidacji spółek w razie niepowodzenia przedsięwzięcia.

Stwierdzono, że receptą na te problemy może być stworzenie nowego rodzaju spółki PSA, która ułatwiłaby rozwój działalności opartej na innowacjach.

Przykładem kraju, w którym tworzono jest odpowiedni klimat biznesowy dla tego rodzaju przedsięwzięć może być Francja, gdzie Uproszczona Spółka Akcyjna (société par actions simplifiée tj. SAS) funkcjonuje już od roku 1994. Ponadto podobny rodzaj spółki już niebawem będzie funkcjonował na Słowacji. Do tamtejszego porządku prawnego, od stycznia przyszłego roku, wejdzie tzw. Jednoduchá spoločnosť na Akcie. Polska ma spore zaległości w tym zakresie i warto by się pochylić nad koncepcją Prostej Spółki Akcyjnej.

Celem jej wprowadzenia jest przede wszystkim ułatwienie założenia spółki, w tym jej rejestracji elektronicznej. Bardzo ważne jest także ustanowienie minimalnych wymogów kapitałowych dla założycieli i możliwość elastycznego kształtowania struktury majątkowej spółki. Co więcej, wprowadzenie do porządku prawnego nowej spółki zapewniłoby możliwości łatwych i różnorodnych form inwestycji w przedsięwzięcie, w tym finansowania crowdfundingowego. To nie koniec. PSA to także sposób na pogodzenie interesów założycieli z atrakcyjnością przedsięwzięcia dla inwestorów. Byłoby to możliwe poprzez ułatwienie ułożenia relacji między założycielami oraz między założycielami i inwestorami przy zmniejszeniu ryzyka narzucania założycielom warunków umów inwestorskich czy uregulowanie rozwiązań ułatwiających inwestycje. Nowe rozwiązanie prawne gwarantowałyby także możliwie szybką i nieskomplikowaną likwidację spółki.

Jednostki udziału papierami wartościowymi

Proponowane rozwiązania, jak wskazuje Ministerstwo Rozwoju, powinny ułatwić rozpoczynanie działalności gospodarczej podmiotom, które posiadają pomysł na jego realizację, ale nie mają wystarczającej profesjonalnej wiedzy ekonomicznej i prawnej oraz odpowiednich środków finansowych.

Zadaniem PSA będzie umożliwić pomysłodawcom pozyskanie kapitału od podmiotów zewnętrznych, które inwestują w dane przedsięwzięcia, np. w celu ich rozwoju i komercjalizacji pomysłów. Tym samym, dzięki Prostej Spółce Akcyjnej możliwe będzie dostarczenie różnych form finansowania poprzez nadanie jednostkom udziału w takiej spółce rangi papierów wartościowych, umożliwiając ich nabycie przez inwestorów zewnętrznych. Co więcej, aby zapewnione zostały elastyczne warunki biznesowe ustalane między inwestorem a pomysłodawcą, takie papiery wartościowe będą mogły zostać uprzywilejowane, tak, aby dostosować je do ram danej inwestycji.

PSA w założeniu miałaby stanowić próbę pogodzenia interesów założycieli z atrakcyjnością przedsięwzięcia dla różnych inwestorów, zarówno drobnych, jak i większych. Odpowiednie zapisy ustawy mają uregulować przedmiotową tematykę. Zauważyć bowiem należy, że obowiązujący jeszcze model inwestycyjny opiera się na konstruowaniu właściwych zapisów w umowie, które regulują stosunki między akcjonariuszami. Niejednokrotnie powoduje to liczne problemy, zarówno w zakresie ich poprawności, jak również w przedmiocie kształtowania współmierności stosunków między akcjonariuszami.

Projektowane regulacje mają za zadanie dostosować obecne przepisy do realiów biznesowych, typowych dla działalności innowacyjnej. Ministerstwo Rozwoju wskazuje, że standardowy cykl rozwoju startup’u charakteryzuje się niskimi przychodami na początku przedsięwzięcia oraz niskimi kosztami jego rozpoczęcia. Jednocześnie po tym etapie następuje okres ekspansywny, w którym wymagane jest już pozyskanie zewnętrznego finansowania. W związku z tym, że spora część startup’ów kończy swoją działalność na dość wczesnym etapie, istotne jest opracowanie odpowiedniej procedury prawnej, która będzie zawierać mechanizm stosukowo łatwej likwidacji PSA.

Powyższe założenia miałyby stworzyć odpowiedni klimat dla podejmowania współpracy przez podmioty mające pomysł i idee z podmiotami, posiadającymi z kolei odpowiednie zaplecze biznesowe: dysponującymi środkami finansowymi oraz znającymi otoczenie prawne umożliwiające przekucie danego pomysłu w komercyjny sukces. Dzięki temu ożywiony ma zostać potencjał polskich pomysłodawców, a prywatny potencjał inwestycyjny w Polsce ma zostać uwolniony. Ma to także przyciągnąć inwestycje zagraniczne. Dodatkowo, tego rodzaju regulacja ma się przyczynić do lepszego wykorzystania polskiego potencjału naukowo-badawczego, który niejednokrotnie jest uśpiony i nie wykracza poza kręgi laboratoriów akademickich. Niniejsza projektowana regulacja ma być jednym z elementów służących do przestawienia torów polskiej gospodarki z takiej, która dostarcza produkty lub usługi o niskiej stopie zwrotu, w gospodarkę, która zapewnia produkty lub usługi innowacyjne, generujące znacznie wyższy dochód. Przyszłość pokaże czy PSA spełni swoje założenia i czy polskie spółki będą mogły pretendować do miana światowych czempionów z zakresie rozwoju i wdrażania nowych technologii.

Autor:
Krzysztof Cyran,
radca prawny z Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy

Partnerstwo gospodarcze – czy jest atrakcyjną formą inwestycji w Rosji?

W lipcu minęło 4 lata od wejścia w życie rosyjskiej ustawy o partnerstwach gospodarczych. To dobry czas na podsumowanie. Można już bowiem stwierdzić, że wprowadzenie tej formy prowadzenia działalności gospodarczej w Rosji przez osoby zagraniczne mogło być atrakcyjne. Ostatecznie jednak nadal pozostaje nieznane i budzi obawy.

Idea wprowadzenia do systemu rosyjskiego prawa handlowego specjalnej formy organizacyjno-prawnej dla inwestycji typu joint venture powstała około 10 lat temu. Przeprowadzono wiele projektów związanych z jej realizacją. Pierwsze projekty ustawy odnoszące się do tej formy wprost odnosiły się wyłącznie do działalności innowacyjnej i inwestowania typu joint venture.

W ostatniej chwili jednak, tuż przed złożeniem projektu ustawy o partnerstwie gospodarczym do Dumy, został on zmieniony w projekt o ogólnym charakterze. Wprowadzał bowiem do systemu formę organizacyjno-prawną, która z punktu widzenia jej przeznaczenia i możliwości wykorzystania nie różniła się od już istniejących form takich jak spółka z ograniczoną odpowiedzialnością czy spółka akcyjna. Ustawa weszła w życie. Choć obecnie jest krytykowana przez doktrynę i doradców prawnych Prezydenta i Rządu, to nadal funkcjonuje w obrocie, a model spółki będącej przedmiotem jej uregulowania daje inwestorom nadzwyczaj szerokie możliwości dla uregulowania ich stosunków związanych z organizacją zarządzania i przepływu kapitału.

Swoboda działania

Ustawa o partnerstwach gospodarczych nie przewiduje praktycznie żadnych wymogów dodatkowych czy ograniczeń do wykorzystywania tej formy prowadzenia działalności gospodarczej. W porównaniu jednak ze spółkami z ograniczoną odpowiedzialnością czy spółkami akcyjnymi przewidziano szereg dodatkowych uprawnień, możliwości a nawet w pewnym sensie ulg dla uczestników takiej spółki.

Atrakcyjność partnerstwa gospodarczego dla inwestorów polega przede wszystkim na możliwości uregulowania niemalże w dowolny sposób całości korporacyjnych stosunków w umowie korporacyjnej – porozumieniu w przedmiocie zarządzania partnerstwem. W odróżnieniu od sposobu uregulowania systemu zarządzania innymi spółkami kapitałowymi prawa rosyjskiego, gdzie kwestie te zawierane są w statucie spółki, którego granice przedmiotowe zostały określone w ustawie (jest to odpowiednik umowy czy aktu założycielskiego spółki), statutowi partnerstwa gospodarczego została przydzielona zupełnie marginalna rola. Porozumienie w przedmiocie zarządzania partnerstwem może bowiem zawierać jakiekolwiek niebędące w sprzeczności z ustawami warunki w zakresie zarządzania partnerstwem, jego działalności, praw i obowiązków stron porozumienia, reorganizacji i likwidacji spółki.

Nieproporcjonalny podział praw

Ustawa pozwala, aby za pomocą porozumienia można było uregulować tryb rozstrzygnięcia sporów pomiędzy stronami porozumienia oraz tryb egzekwowania wykonania jego postanowień. W odróżnieniu od innych rodzajów spółek w partnerstwie gospodarczym można przewidzieć nieproporcjonalny do posiadanych udziałów podział praw i obowiązków partnerów, w tym veto w zakresie określonych spraw. Statut zaś zawiera jedynie dane o firmie i siedzibie spółki, informacje o celach i rodzajach jej działalności gospodarczej, dane o wysokości i strukturze kapitału zakładowego, informacja o istnieniu porozumienia korporacyjnego oraz udziału lub braku udziału w nim jako strony samej spółki. W statucie znajdują się również informacje o trybie przechowania dokumentów spółki, w tym dane o notariuszu, u którego spoczywa umowa korporacyjna, tryb powołania jednoosobowego organu zarządzającego spółką, tryb jego działania oraz podjęcia przez niego decyzji.

W kontekście kontroli inwestora nad działalnością spółki, istotnym jest to, że niezgodność decyzji zarządu lub transakcji dokonanej przez spółkę z postanowieniami porozumienia partnerskiego może być podstawą do uznania ich za nieważne.

Strony porozumienia

Partnerstwo gospodarcze może być ponadto dobrą formą do kooperacji pomiędzy pracownikami a inwestorami oraz motywowania pracowników. Otóż stroną porozumienia w przedmiocie zarządzania partnerstwem gospodarczym może być jakakolwiek osoba trzecia – nie tylko wspólnicy. Stronami porozumienia mogą być zatem również pracownicy, członkowie zarządu, inwestorzy, którzy nie mogą lub z jakichś powodów nie chcą mieć statusu wspólnika spółki. a zatem w porozumieniu partnerskim można, na przykład, uregulować warunki opcji dla pracowników lub członków zarządu. Partnerstwo gospodarcze może się okazać także wygodną formą dla start-upów lub uregulowania stosunków pomiędzy uprawnionymi do własności przemysłowej a aniołami biznesu. Naturalnym założeniem inwestora jest bowiem nie tylko zainwestowanie środków lecz przede wszystkim zaangażowanie fachowców kluczowych dla projektu lub osób posiadających prawa do obiektu własności przemysłowej. W tym miejscu należy zwrócić uwagę, że sama spółka również może być stroną takiego porozumienia partnerskiego.

W ciągu czterech lat od wejścia w życie ustawy, w Rosji do dziś zarejestrowano jedynie 53 partnerstwa gospodarcze, podczas, gdy tylko w 2015 roku było zarejestrowanych około 400 tys. spółek z ograniczoną odpowiedzialnością.

Z punktu widzenia podstawowego interesu inwestora i zwiększenia wartości przedsięwzięcia w celu jego odsprzedaży w przeszłości, partnerstwo gospodarcze wydaje się być bardziej atrakcyjną formą aniżeli tradycyjne formy spółek kapitałowych. W spółce z ograniczoną odpowiedzialnością na przykład są ograniczenia, których nie ma lub można się ich pozbyć w partnerstwie gospodarczym. Są to:

  • prawo pierwszeństwa pozostałych wspólników w nabyciu udziałów,
  • brak dyspozycyjności w zakresie uregulowania przypadków wykupienia udziałów przez spółkę,
  • wątpliwości odnośnie do możliwości udziału samej spółki w porozumieniu korporacyjnym,
  • brak możliwości veta w zakresie istotnych kwestii działalności spółki.

Małe zainteresowanie

Pomimo wymienionych powyżej zalet, forma partnerstwa gospodarczego jak na razie nie cieszy się popularnością w praktyce. W okresie czterech lat od wejścia w życie ustawy zarejestrowano w całej Rosji jedynie 53 partnerstwa gospodarcze, podczas gdy tylko w 2015 roku powstało około 400 tys. spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. Na tak małe zainteresowanie partnerstwem gospodarczym – poza recesją gospodarczą w Rosji – składa się wiele innych przyczyn. Przede wszystkim forma ta jest dotąd nieznana. Jej wprowadzenie w kraju, w którym panuje stereotyp nadmiernej kontroli sektora handlowego i prywatnego biznesu, jest bez wątpienia zaskakujące. Jednocześnie partnerstwo gospodarcze wzbudza wiele kontrowersji i wątpliwości wśród prawników, urzędników i działaczy społecznych. Wielu przedsiębiorców ma więc po prostu obawy przed jej zastosowaniem. Niektórzy z przedsiębiorców, w tym krajowych, mylnie przypuszczają, iż zgodnie z pierwotnymi założeniami inicjatorów wprowadzenia takiej spółki do szeregu form prowadzenia działalności gospodarczej w Rosji, jest to forma przewidziana dla zagranicznych lub innowacyjnych projektów. Istotnym czynnikiem jest również zakaz reklamowania działalności partnerstwa gospodarczego oraz brak możliwości udziału spółki w innych osobach prawnych, za wyjątkiem związków czy stowarzyszeń.

Autor:
Alena Rzepka,
szefowa Departamentu Wschodniego w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy

Prawo: Rękojmia w przypadku sprzedaży konia

Do niedawna przepisy w sprawie kupna i sprzedaży koni wyglądały nieco inaczej. Od 25 grudnia 2014 roku weszła w życie ustawa o prawach konsumenta i m.in. na jej podstawie zostały zasadniczo zmodyfikowane zasady sprzedaży i kupna koni. Jednym z nowych elementów jest tzw. rękojmia, czyli obligatoryjna odpowiedzialność sprzedającego w stosunku do kupującego za wady prawne oraz fizyczne obiektu sprzedaży (np. koni). Dowiedzmy się jak to dokładnie wygląda.

Rękojmia za sprzedaż konia taka sama, jak rękojmia z tytułu sprzedaży towarów

Sprzedawca konia odpowiada na tych samych zasadach z tytułu rękojmi co „normalny” sprzedawca np. samochodów. Po blisko półtora roku od uchylenia Rozporządzenia Ministra Rolnictwa z dnia 7 października 1966 r. w sprawie odpowiedzialności sprzedawców za wady główne niektórych gatunków zwierząt, ustawodawca pozostawił przepisy dotyczące ogólnej odpowiedzialności za wady w postaci rękojmi.

Jak zatem bronić się w przypadku, gdy kupujący chce od umowy zakupu konia odstąpić lub żąda zmniejszenia ceny za zakupione zwierzę?

Najprościej mówiąc, można w taki sposób konstruować umowy sprzedaży, aby żaden z elementów, jaki może wystąpić w przyszłości, nie był niedopowiedziany. Jednak w rzeczywistości nie jest to tak proste i często może nastąpić to, czego się nie spodziewaliśmy.

Bez niedopowiedzeń

Warto zatem określić przy sprzedaży konia przede wszystkim jakie jest jego przeznaczenie. Jeśli bowiem koń (jego wieloletni trening) był nastawiony wyłącznie na dyscyplinę ujeżdżenia, to nie można oczekiwać, że zwierzę bez żadnych problemów będzie skakać, nawet najniższe konkursy.

Nie wystarczy również w umowie kupna-sprzedaży zaznaczyć lakonicznie – „koń sportowy”. Może to bowiem okazać się zbyt słabym zabezpieczeniem sprzedającego. Ponadto kupujący może w myśl art. 556 [1] KC zarzucić sprzedającemu niezgodność z umową.

W przypadku określenia zakresu użyteczności konia, warto również określić, w myśl art. 56 KC, najważniejsze cechy konia, które w następstwie mogą dyskwalifikować go z użytkowania. Są to np. płochliwość, czy zachowanie podczas transportu. To jedne z kluczowych elementów, które według zasad cytowanego artykułu mogą naruszać zasady współżycia społecznego i ustalonych zwyczajów. Tym samym mogą być uznawane za wady, na podstawie których można będzie odstąpić od umowy.

Zatajone kontuzje

Zupełnie innym tematem są natomiast choroby i kontuzje u koni. Sprzedawca odpowiada bowiem za „wady” konia, które istniały „w chwili przejścia niebezpieczeństwa na kupującego lub wynikły z przyczyny tkwiącej w rzeczy sprzedanej w tej samej chwili”. Oznacza to, że jeżeli choroba lub kontuzja zdiagnozowana po sprzedaży zwierzęcia powstała przed dokonaniem sprzedaży, wówczas odpowiedzialność za nią bierze sprzedający. Jeszcze mocniej chroniony jest konsument, gdzie w przypadku pojawienia się kontuzji przed upływem roku od zakupu, domniemywa się, że wada ta istniała od momentu zakupu.

Choć zapisy kodeksowe mają za zadanie chronić kupującego, stawiają niejako sprzedającego na słabszej pozycji. Jeżeli bowiem uraz konia pojawił się w przeciągu roku po jego zakupie to sprzedawca musi wykazać, że powstał on po przejściu niebezpieczeństwa na kupującego. Przesunięty zostaje w ten sposób ciężar dowodowy określony w art. 6 kc.

Natomiast w przypadku wad ukrytych sprzedawca nie może zasłaniać się okolicznościami, braku wiedzy na temat stanu zdrowia konia. Jeżeli sprzedawca na przykład sprzedaje młodego konia a dopiero w momencie jego rozwoju pojawia się załóżmy syndrom Wobblera, to nie można w żadnej sposób odmówić prawu kupującemu do skorzystania z rękojmi.

Dlatego niezmiernie ważne jest, aby przed sprzedażą konia, wykonać tzw. TUV. Kupującemu da to obraz stanu fizycznego konia, jednak przede wszystkim zabezpiecza sprzedawcę przed ewentualnymi roszczeniami.

Ważne:

W myśl art. 557§1 kc sprzedawca jest zwolniony od odpowiedzialności z tytułu rękojmi, jeżeli kupujący wiedział o wadzie w chwili zawarcia umowy. Uczciwy sprzedawca może w ten sposób uchronić się od niepotrzebnych roszczeń i kosztownych sporów sądowych. Na końcu sam kupujący będzie mógł podjąć racjonalną i podpartą faktami decyzję „czy warto”. Warto jednak przy tym zasygnalizować, że w dobie tak dużej medialności sytuacji koni w Polsce nie podejmuje się działań w zakresie unifikacji i standaryzacji zasad badania konia podczas zakupu, choćby na wzór Królewskiego Holenderskiego Towarzystwa Weterynaryjnego.

Autor:
Krzysztof Borżoł,
adwokat z Kancelarii Chałas i Wspólnicy

Zatrudnianie cudzoziemców w Polsce.

Zgodnie z prawem polskim, za cudzoziemca uznawana jest każda osoba, która nie posiada obywatelstwa polskiego. W praktyce, trzeba rozróżniać zatrudnienie cudzoziemców – obywateli państw UE/EOG i Szwajcarii oraz obywateli z innych krajów.

Obecnie osoby posiadające obywatelstwo państwa członkowskiego UE, Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG) i Szwajcarii mogą podejmować pracę w Polsce bez konieczności uzyskania zezwolenia na pracę.

Inaczej wygląda sytuacja w odniesieniu do obywateli państw trzecich.

Ogólna zasada przewidziana w art. 88 ustawy z 20 kwietnia 2004 r. o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy brzmi, że jeżeli cudzoziemiec wykonuje pracę i przebywa na terytorium Polski wymagane jest zezwolenie na pracę. Warto jednak pamiętać, że wspomniana ustawa zawiera także dość szeroki wykaz cudzoziemców, którzy mogą pracować w Polsce bez konieczności uzyskania zezwolenia na pracę – pracodawca ma wyłącznie upewnić się, że cudzoziemiec posiada ważny dokument uprawniający do pobytu Polsce zrobić kopię tego dokumentu i przechowywać ją przez okres zatrudnienia cudzoziemca.

Jeżeli zgodnie z ustawą, zezwolenie na pracę jest wymagane, wówczas należy skierować się do wojewody, który na wniosek pracodawcy, wydaje zezwolenia na pracę. Obowiązek wystąpienie o zezwolenie na pracę należy do pracodawcy i po jego stronie leżą również koszty takiej rejestracji. Wielkość opłaty i formalność uzależnione są od rodzaju i okresu wykonywanej pracy. Wniosek o zezwolenie pracodawca składa wraz z pełną dokumentacją. W procesie tym nie uczestniczy pracownik, mimo że sprawa dotyczy jego interesów bezpośrednio.
We wniosku o zezwolenie na pracę cudzoziemca na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej należy wskazać między innymi typ zezwolenia o jakie stara się pracodawca (istnieje 5 rodzajów zezwoleń na pracę(A,B,C,D,E), a procedury i kryteria wydawania zezwoleń różnią się w zależności od typu tego dokumentu).

Mówiąc o zezwoleniach na pracę, nie można pominąć procedury uproszczonej. Ten tryb pozwala obywatelowi Republiki Armenii, Republiki Białoruś, Republiki Gruzji, Republiki Mołdawii, Federacji Rosyjskiej i Ukrainy wykonywać pracę w Polsce przez 6 miesięcy w okresie 12 następujących po sobie miesięcy bez konieczności uzyskania zezwolenia na pracę. Warunkiem skorzystania z tej procedury jest zarejestrowanie przez powiatowy urząd pracy oświadczenia o zamiarze powierzenia wykonywania pracy cudzoziemcowi oraz posiadanie przez cudzoziemca dokumentu potwierdzającego tytuł pobytowy w RP, z którym może wiązać się uprawnienie do wykonywania pracy na terytorium RP. Zarejestrowane oświadczenie zastępuje na pół roku zezwolenie na pracę i ze względu na minimum formalności i bezpłatność rejestracji oświadczenia procedura ta jest bardzo popularna w Polsce – zarówno wśród pracodawców, jak i cudzoziemców podejmujących pracę. Ale, niestety, nie bez nadużycia, które spowodowało zaostrzenie reguł rejestracji takich oświadczeń.

Autor: Valeryia Jelenskaja, prawnik z Kancelarii Chałas i Wspólnicy