Według danych BIK w pierwszym półroczu 2012 r. największy spadek wśród liczby udzielonych kredytów gotówkowych i ratalnych dotyczył kredytów konsumenckich. Przyczyn tego pogłębiającego się trendu powinniśmy upatrywać przede wszystkim w obowiązującej od grudnia 2010 r.

Rekomendacji T, zgodnie z którą suma rat osoby spłacającej kredyt nie może przekraczać 50% jej wynagrodzenia. Klienci nie mogąc uzyskać kredytu w banku coraz częściej uciekają do tzw. parabanków. Projekt znowelizowanej przez KNF Rekomendacji T jest nadzieją na złagodzenie zasady oceny kredytobiorców i powrót do łask m.in. instytucji kredytu konsumenckiego.

Kiedy kredyt konsumencki?

Nie każda zaciągnięta przez konsumenta pożyczka czy też kredyt musi być traktowana jak kredyt konsumencki. Kredytem konsumenckim w rozumieniu ustawy nazywa się umowę o kredyt w wysokości nie większej niż 255.550 zł albo równowartości tej kwoty w innej walucie, który kredytodawca w zakresie swojej działalności udziela lub daje przyrzeczenie udzielenia konsumentowi. Za umowę o kredyt konsumencki uważa się w m.in. umowę pożyczki, umowę kredytu w rozumieniu przepisów prawa bankowego, umowę o kredyt odnawialny i in. Kredytem konsumenckim nie są natomiast umowy dotyczące odroczenia terminu spełnienia świadczenia niepieniężnego, którego przedmiotem jest stałe lub sukcesywne świadczenie usług lub dostaw towarów tego samego rodzaju, jeżeli konsument jest zobowiązany do zapłaty za spełnione świadczenie lub dostawę towaru w ustalonych odstępach czasu w trakcie obowiązywania umowy. Tyle teorii, gdyż najpopularniejsze w Polsce są pożyczki i tzw. chwilówki obejmujące kwoty rzędu kilkuset do kilku tysięcy złotych. W umowach takich znaleźć można jednak najwięcej pułapek, nawet dla przeciętnie uważnego konsumenta.

Nierzetelna reklama

Reklamując oferowany kredyt przedsiębiorca musi podać wiele szczegółowych informacji dotyczących warunków, na jakich można omawiany kredyt otrzymać. Wymogi dotyczące reklamy kredytu konsumenckiego zawarte zostały w art. 7 i 8 ustawy o kredycie konsumenckim (u.k.k.). Konsument powinien zatem zostać poinformowany o wysokości oprocentowania kredytu wraz z wyodrębnieniem opłat uwzględniających w całkowitym jego koszcie, całkowitej kwocie kredytu oraz rzeczywistej rocznej stopie oprocentowania (RRSO). Podając wymagane dane przedsiębiorca powinien oprzeć swe wyliczenia na tzw. reprezentatywnym przykładzie. Reprezentatywny przykład powinien być oparty na warunkach, na których kredytodawca spodziewa się zawrzeć większość umów. Dane te muszą być podane w sposób jednoznaczny, zrozumiały i widoczny. Niedopuszczalna jest reklama, w której konsument, by uzyskać ww. informacje musi podejmować z własnej inicjatywy kolejne czynności np. wejść poprzez link na stronę internetową kredytodawcy. Dane dotyczące kosztów muszą być ponadto wyraźnie widoczne w reklamie, nie można używać małej czcionki albo zbyt szybko znikającego tekstu. Jak zauważa UOKiK, coraz bardziej powszechną i jednocześnie niepokojącą praktyką kredytodawców są reklamy sugerujące, że kredytodawca nie dokonuje oceny ryzyka kredytowego, podczas gdy jest do tego zobowiązany. Reklamy takie mogą tym samym wprowadzić konsumentów w błąd co do warunków udzielania kredytów w wypadku gdy taka weryfikacja będzie faktycznie prowadzona.

Ponadto należy z wielką ostrożnością podchodzić do oferty kredytodawców, którzy wymagają uiszczenia jakichkolwiek opłat jeszcze przed zawarciem samej umowy kredytu. Jak ostrzega UOKiK mogą to bowiem być nieuczciwi przedsiębiorcy, których głównym źródłem dochodu nie są należności z tytułu udzielonych pożyczek, a jedynie wpłacane przez niedoszłych kredytobiorców opłaty przygotowawcze. Po uiszczeniu takiej opłaty przez konsumenta przedsiębiorca odmawia udzielenia mu pożyczki uzasadniając to brakiem zdolności kredytowej lub nieprzedstawieniem odpowiednich zabezpieczeń.

Ponadto jeżeli do zawarcia umowy o kredyt konsumencki, na warunkach określonych w reklamie, niezbędne jest zawarcie umowy dodatkowej, w szczególności umowy ubezpieczenia, a kosztu takiej umowy nie można z góry określić, kredytodawca lub pośrednik kredytowy podaje konsumentowi w sposób jednoznaczny, zrozumiały i widoczny informację o tym obowiązku wraz z rzeczywistą roczną stopą oprocentowania. Jak wskazuje Prezes UOKiK w komunikacie prasowym, zgodnie z prawem, zawsze wtedy, gdy w reklamie kredytodawca podaje koszt kredytu musi uwzględnić wiele innych informacji np. o stopie oprocentowania kredytu, całkowitej kwocie do zapłaty, r.r.s.o.

Niedozwolone klauzule w umowach

Poza kwestiami dotyczącymi samej reklamy, UOKiK badał również potencjalne naruszenia przepisów dotyczących formularza inwestycyjnego, spłaty kredytu przed terminem, odstąpienia od umowy czy też oceny ryzyka kredytowego. Jak wskazuje UOKiK w komunikacie, wątpliwości Prezes UOKiK wzbudziły także postanowienia, które nieprecyzyjnie określają powody zmiany oprocentowania czy opłat pobieranych przez kredytodawcę. Nie bez znaczenia dla relacji konsumenta z bankiem jest zapis zastosowany w jednym z zakwestionowanych wzorców, stosownie do którego sytuacji obniżenia stóp kredytu lombardowego NBP konsument musiał sam wystąpić do banku o zmniejszenie oprocentowania. Od konsumenta wymaga się zatem, aby śledził wahania stóp procentowych i upominał się korzystne dla siebie zmiany. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że banki są instytucjami zaufania publicznego, co powodować powinno podwyższony standard ostrożności w relacjach z konsumentami. Brak takich ustawowych wymogów wobec innych instytucji finansowych, nie-banków, które udzielają pożyczek powoduje, że standard informacyjny oraz jakość umów jest na niebezpiecznie niskim poziomie. Zapisy umów z konsumentami częstokroć powodują, że przedsiębiorcy mają możliwość zmiany kosztów według własnego uznania i w dowolnym momencie trwania umowy. Nie określają konkretnych przyczyn, częstotliwości i wysokości podwyżki. Zgodnie z prawem zmiana wskaźników ekonomicznych powinna automatycznie wpływać na wysokość oprocentowania.