Kara nawet 370 tys. zł za YouTube i TikToka? Sprawa Jasia Kapeli to ostrzeżenie nie tylko dla influencerów
Czy internetowy ekspert odpowiada za swoje porady? Gdzie kończy się opinia, a zaczyna odpowiedzialność prawna
Jeszcze kilka lat temu prowadzenie kanału na YouTube czy profilu na TikToku kojarzyło się przede wszystkim z marketingiem, budowaniem własnej marki albo działalnością influencerską. Dzisiaj może oznaczać także wejście w obszar regulowany ustawą o radiofonii i telewizji. I to z konsekwencjami finansowymi, których skala może być dla twórcy czy przedsiębiorcy zaskakująca.
Dobrym przykładem jest głośna obecnie sprawa publicysty i aktywisty Jasia Kapeli. Jak wynika z informacji podanych przez niego samego i opisywanych następnie przez media, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wszczęła wobec niego dwa postępowania administracyjne – dotyczące profilu na TikToku oraz kanału na YouTube. Chodzi o świadczenie, zdaniem organu, audiowizualnych usług medialnych na żądanie bez wcześniejszego dokonania wymaganego zgłoszenia do wykazu prowadzonego przez Przewodniczącego KRRiT. Kapela ocenia, że maksymalne łączne zagrożenie finansowe w obu sprawach może wynosić około 370 tys. zł.
W tym miejscu potrzebne jest istotne zastrzeżenie. Nie jest to kara już nałożona przez KRRiT. Postępowania dopiero się toczą, a wspomniana kwota przedstawiana jest jako maksymalne zagrożenie wynikające z ustawowego mechanizmu sankcji. Nie sposób również bez znajomości całego materiału sprawy przesądzać, czy stanowisko organu dotyczące kwalifikacji obu profili okaże się prawidłowe. Sam zainteresowany zapowiada, że będzie wykazywał, iż nie prowadził ich w ramach działalności gospodarczej. Sprawa jest jednak interesująca z dużo szerszej perspektywy. Pokazuje problem, który może dotyczyć nie tylko zawodowych influencerów, lecz również przedsiębiorców wykorzystujących materiały wideo jako coraz ważniejszy element swojej działalności.
Kiedy kanał internetowy może stać się usługą VOD?
Ustawa o radiofonii i telewizji posługuje się pojęciem audiowizualnej usługi medialnej na żądanie. Nie chodzi więc po prostu o „konto w social mediach” ani o sam fakt publikowania filmów. Kluczowa jest przede wszystkim ustawowa definicja usługi medialnej. Zgodnie z art. 4 pkt 1 ustawy jest nią usługa w postaci programu albo audiowizualnej usługi medialnej na żądanie, za którą odpowiedzialność redakcyjną ponosi jej dostawca i której podstawowym celem – albo podstawowym celem jej dającej się oddzielić części – jest dostarczanie przez sieci telekomunikacyjne ogółowi odbiorców audycji w celach informacyjnych, rozrywkowych lub edukacyjnych.
Odpowiedzialność redakcyjna oznacza natomiast faktyczną kontrolę nad wyborem audycji i sposobem ich zestawienia w katalogu. To ważne, ponieważ pokazuje, że samo umieszczenie kilku filmów na firmowym koncie nie przesądza jeszcze o powstaniu usługi VOD.
W swoim aktualnym informatorze dla twórców cyfrowych KRRiT ujmuje problem w sposób bardziej praktyczny. Wskazuje, że za dostawcę VOD może zostać uznany twórca, który prowadzi działalność gospodarczą, publicznie udostępnia materiały wideo możliwe do odtworzenia w czasie wybranym przez odbiorcę oraz tworzy i porządkuje katalog treści, np. kanał, serie odcinków lub playlisty. KRRiT wskazuje jednocześnie, że poza obowiązkiem wpisu pozostają m.in. osoby publikujące treści wyłącznie prywatnie, hobbystycznie lub nieregularnie oraz sytuacje, w których materiały wideo stanowią jedynie uzupełnienie podstawowej działalności. I właśnie w tym miejscu zaczynają się najciekawsze problemy praktyczne.
Stosunkowo łatwo wyobrazić sobie zawodowego youtubera, który regularnie publikuje filmy, sam decyduje o ich wyborze i układzie, tworzy serie i playlisty, a działalność wideo stanowi istotny element prowadzonego przez niego biznesu. Znacznie trudniej ocenić przedsiębiorcę, którego podstawowa aktywność znajduje się poza rynkiem medialnym.
Co bowiem z kancelarią prawną regularnie publikującą komentarze wideo do zmian w prawie? Deweloperem prowadzącym rozbudowany kanał z materiałami dotyczącymi swoich inwestycji? Lekarzem prowadzącym działalność gospodarczą i zamieszczającym cykliczne materiały edukacyjne? Producentem tworzącym serię filmów instruktażowych? Doradcą biznesowym prowadzącym cotygodniowy wideoblog?
W takich przypadkach odpowiedź nie powinna być automatyczna. Trzeba oceniać funkcję materiałów audiowizualnych w całym modelu działalności, stopień ich organizacyjnego wyodrębnienia, regularność publikacji, odpowiedzialność redakcyjną oraz to, czy mamy już do czynienia z samodzielnym katalogiem audycji oferowanych odbiorcom na żądanie.
155 zł przychodu nie musi rozstrzygać sprawy
Szczególnie interesujący w sprawie Jasia Kapeli jest argument dotyczący przychodów. Według jego relacji na TikToku nie zarabiał, natomiast przychody uzyskane z YouTube miały wynieść około 155 zł. Intuicyjnie mogłoby się wydawać, że działalność przynosząca tak niewielkie bezpośrednie wpływy trudno kwalifikować jako profesjonalną usługę medialną. Nie należy jednak utożsamiać kwestii wynagrodzenia wypłacanego bezpośrednio przez platformę z całościową oceną charakteru działalności.
Kanał internetowy może przecież służyć promocji odpłatnych usług, zdobywaniu klientów, realizacji współprac komercyjnych albo budowaniu marki wykorzystywanej następnie gospodarczo. Z drugiej strony również sam fakt prowadzenia działalności gospodarczej nie może oznaczać, że każdy zamieszczony przez przedsiębiorcę film automatycznie tworzy usługę VOD.
Dlatego właśnie sprawa Kapeli może okazać się interesująca prawnie. Jeżeli spór skoncentruje się na tym, czy jego konkretna aktywność na YouTube i TikToku rzeczywiście była prowadzona w ramach działalności gospodarczej i spełniała pozostałe ustawowe cechy usługi medialnej, będziemy mieli do czynienia z problemem znacznie bardziej złożonym niż proste pytanie: „czy zarabiał na filmach?”.
Za brak zgłoszenia rzeczywiście grozi wysoka kara
Tutaj przepisy są już znacznie bardziej jednoznaczne. Art. 47ca ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji stanowi, że podmiot dostarczający audiowizualną usługę medialną na żądanie dokonuje zgłoszenia o wpis do wykazu prowadzonego przez Przewodniczącego KRRiT nie później niż 14 dni przed rozpoczęciem jej publicznego udostępniania. Jest to wykaz VOD, a nie – jak często upraszcza się w przekazach medialnych – „rejestr influencerów”. Sama KRRiT wyraźnie rozróżnia wykaz VOD od rejestru programów telewizyjnych.
Naruszenie obowiązku zgłoszenia zostało objęte sankcją przewidzianą w art. 53c ustawy. Przewodniczący KRRiT może nałożyć karę do wysokości dwudziestokrotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw w kwartale poprzedzającym wydanie decyzji. Nie oznacza to jednak, że w każdym przypadku automatycznie wymierzana jest kara maksymalna. Ustawa nakazuje przy ustalaniu jej wysokości uwzględniać zakres i stopień szkodliwości naruszenia oraz dotychczasową działalność dostawcy.
Dlatego także podawana obecnie kwota około 370 tys. zł w sprawie Kapeli powinna być traktowana jako potencjalna górna granica wynikająca – według relacji zainteresowanego – z prowadzenia dwóch odrębnie ocenianych usług, a nie jako przesądzony rezultat postępowań.
Wpis do wykazu to dopiero początek
Przedsiębiorcy powinni pamiętać o jeszcze jednej rzeczy. Jeżeli ich działalność rzeczywiście zostanie zakwalifikowana jako audiowizualna usługa medialna na żądanie, obowiązki nie kończą się na samym zgłoszeniu. Ustawa przewiduje m.in. obowiązki informacyjne dotyczące identyfikacji dostawcy, zasady odnoszące się do przekazów handlowych, obowiązki związane z ochroną małoletnich, określone wymogi dotyczące dostępności audycji dla osób z niepełnosprawnościami, obowiązki sprawozdawcze oraz obowiązek przechowywania kopii audycji i innych przekazów przez co najmniej 28 dni od ich usunięcia z katalogu lub zaprzestania ich udostępniania.
Nie są to przepisy istniejące wyłącznie na papierze. KRRiT informowała w 2026 r. o dwóch karach nałożonych na FAME MMA w łącznej wysokości 300 tys. zł za materiały dostępne w serwisach YouTube i Twitch, zawierające m.in. wulgaryzmy, groźby i agresywne zachowania, udostępniane bez właściwych ograniczeń wiekowych. Na PRIME MMA nałożono natomiast karę 150 tys. zł w związku z materiałami na YouTube zawierającymi przejawy agresji werbalnej i fizycznej, również bez skutecznych zabezpieczeń małoletnich.
Istotne jest także tegoroczne rozstrzygnięcie dotyczące kanału „Poszwixxx TV”. Jak wynika z oficjalnej informacji KRRiT, Sąd Apelacyjny w Warszawie prawomocnie utrzymał decyzję o nałożeniu kary 10 tys. zł za udostępnianie na YouTube teledysku naruszającego przepisy dotyczące m.in. używek i ochrony małoletnich. Sądy uznały przy tym, że jeżeli materiał nadal pozostaje publicznie dostępny, naruszenie może mieć charakter ciągły – mimo że pierwotna publikacja nastąpiła wiele lat wcześniej. To szczególnie ważna informacja dla firm posiadających rozbudowane archiwa materiałów publikowanych od wielu lat.
Pięć pytań przed pismem z KRRiT
Z perspektywy praktyki prawnej przedsiębiorca prowadzący rozbudowany kanał wideo powinien zacząć od kilku podstawowych pytań. Czy publikowanie materiałów jest związane z działalnością gospodarczą? Czy odbiorca może wybierać konkretne materiały i odtwarzać je w dogodnym dla siebie czasie? Czy przedsiębiorca faktycznie decyduje o wyborze i uporządkowaniu treści? Czy materiały tworzą wyodrębniony katalog – np. kanał, cykle lub playlisty? I wreszcie: czy dostarczanie audycji audiowizualnych jest podstawowym celem tej aktywności albo dającej się oddzielić części prowadzonej usługi, czy pozostaje jedynie pomocniczym elementem zasadniczej działalności przedsiębiorcy?
Odpowiedzi na te pytania nie zawsze dadzą natychmiastowy wynik. Powinny jednak pozwolić zidentyfikować sytuacje wymagające dokładniejszej analizy. Jeżeli okaże się, że przedsiębiorca rzeczywiście świadczy audiowizualną usługę medialną na żądanie, trzeba sprawdzić nie tylko wykonanie obowiązku zgłoszeniowego, ale cały katalog obowiązków regulacyjnych.
Internet przestał być regulacyjną „ziemią niczyją”
Sprawa Jasia Kapeli jest pod tym względem symptomatyczna. Nie przesądzając ani prawidłowości stanowiska KRRiT w jego indywidualnej sprawie, ani wyniku wszczętych postępowań, warto potraktować ją jako ostrzeżenie dla znacznie szerszej grupy przedsiębiorców. Profesjonalizacja komunikacji w mediach społecznościowych powoduje, że działalność prowadzona na YouTube, TikToku czy Instagramie coraz częściej wchodzi w zakres regulacji, których przedsiębiorcy nie kojarzyli dotychczas z własnym biznesem.
Firma może być przekonana, że prowadzi jedynie kanał marketingowy. Z prawnego punktu widzenia może się jednak okazać, że sposób jego prowadzenia zbliżył się do świadczenia regulowanej usługi medialnej. Dlatego zamiast czekać na pierwsze pismo z KRRiT, warto wcześniej odpowiedzieć sobie na jedno podstawowe pytanie: czym z punktu widzenia prawa stał się prowadzony przez nas kanał?
W części przypadków odpowiedź będzie prosta – filmy pozostają jedynie pomocniczym elementem podstawowej działalności. W innych konieczna może być pogłębiona analiza i uporządkowanie sytuacji regulacyjnej. Jedno natomiast staje się coraz bardziej oczywiste. Firmowy YouTube, TikTok czy Instagram nie zawsze jest już wyłącznie sprawą działu marketingu. Coraz częściej powinien zainteresować się nim również prawnik.
Autor: Jarosław Chałas
Partner Zarządzający, Radca Prawny
Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy
