maj 2026 - Kancelaria Prawna Chałas i Wspołnicy
loader image
TWÓJ BIZNES – NASZA SPRAWA
Drugie logo
MENU ×
KANCELARIA ×
USŁUGI ×
ZESPÓŁ ×
PUBLIKACJE ×
DLA PRZEDSIĘBIORCÓW ×

maj 2026

Blog

Cyberbezpieczeństwo przestaje być domeną działów IT. Zarządy przejmują odpowiedzialność

Cyberbezpieczeństwo przestaje być domeną działów IT. Zarządy przejmują odpowiedzialność Europa przez lata budowała swoje bezpieczeństwo w oparciu o klasyczne rozumienie zagrożeń: granice państwowe, potencjał militarny, infrastrukturę krytyczną i bezpieczeństwo energetyczne. Ostatnie lata pokazały jednak bardzo wyraźnie, że współczesny konflikt – niezależnie od tego, czy ma charakter militarny, hybrydowy czy gospodarczy – w ogromnym stopniu toczy się również w cyberprzestrzeni. Atak na system logistyczny, sparaliżowanie operatora energetycznego, przejęcie danych dostawcy dla sektora zbrojeniowego, zatrzymanie produkcji w zakładzie przemysłowym czy czasowe wyłączenie infrastruktury telekomunikacyjnej mogą dziś wywołać skutki porównywalne z klasycznym sabotażem infrastruktury fizycznej. Z perspektywy państwa odporność cyfrowa przestała być więc zagadnieniem stricte technologicznym. Stała się elementem bezpieczeństwa narodowego. Właśnie w tym kontekście należy patrzeć na dyrektywę NIS2. W debacie publicznej regulacja ta bywa nadal sprowadzana do „kolejnej unijnej dyrektywy IT”. To poważne uproszczenie. W rzeczywistości NIS2 jest próbą zbudowania europejskiego systemu odporności gospodarczej i operacyjnej wobec zagrożeń cybernetycznych, które coraz częściej mają charakter systemowy, państwowy albo quasi-państwowy. Nieprzypadkowo regulacja pojawia się równolegle z europejską debatą dotyczącą resilience, strategic autonomy, dual use technologies czy odporności infrastruktury krytycznej. Z punktu widzenia sektora defence, przemysłu strategicznego, logistyki, energetyki czy zaawansowanej produkcji przemysłowej znaczenie NIS2 wykracza daleko poza compliance. To regulacja o charakterze operacyjnym i strategicznym. Dyrektywa znacząco rozszerza katalog podmiotów objętych obowiązkami. Nie chodzi już wyłącznie o klasycznych operatorów infrastruktury krytycznej. W praktyce objęte regulacją będą również firmy funkcjonujące w szerokim ekosystemie bezpieczeństwa państwa i gospodarki – producenci przemysłowi, podmioty technologiczne, operatorzy logistyczni, dostawcy usług cyfrowych, część sektora chemicznego, spożywczego czy podwykonawcy funkcjonujący w łańcuchach dostaw dużych grup przemysłowych oraz podmiotów realizujących kontrakty publiczne i obronne. I właśnie łańcuch dostaw jest dziś jednym z kluczowych obszarów ryzyka. Nowoczesne operacje cybernetyczne coraz rzadziej polegają na frontalnym ataku na najlepiej zabezpieczony podmiot. Znacznie częściej wykorzystują słabsze ogniwo – mniejszego dostawcę, podwykonawcę, firmę serwisową albo partnera technologicznego. W praktyce oznacza to, że nawet średnia firma przemysłowa, która formalnie nie uważa się za element infrastruktury krytycznej, może stać się punktem wejścia do systemów podmiotu strategicznego. W sektorze defence to problem fundamentalny. Dzisiejszy przemysł obronny funkcjonuje w oparciu o wielowarstwowe i silnie rozproszone sieci kooperantów. Ryzyko cybernetyczne nie kończy się więc na głównym wykonawcy kontraktu. Ono rozlewa się na cały ekosystem dostawców, integratorów, producentów komponentów, firm software’owych, operatorów infrastruktury i podmiotów logistycznych. Dlatego właśnie NIS2 bardzo mocno akcentuje bezpieczeństwo supply chain. To jeden z najbardziej niedocenianych aspektów tej regulacji. W praktyce już dziś obserwujemy, że duże grupy przemysłowe oraz podmioty z obszaru infrastruktury krytycznej zaczynają przenosić wymagania bezpieczeństwa na swoich dostawców. W ciągu najbliższych lat stanie się to standardem rynkowym. W wielu przypadkach brak odpowiednich procedur cyberbezpieczeństwa będzie oznaczał realne ryzyko utraty możliwości uczestniczenia w strategicznych projektach, również tych związanych z obronnością i bezpieczeństwem państwa. To szczególnie istotne dla polskich przedsiębiorstw przemysłowych i technologicznych, które coraz aktywniej uczestniczą w europejskich projektach infrastrukturalnych i defence. Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt. NIS2 zmienia filozofię odpowiedzialności. Przez lata cyberbezpieczeństwo traktowane było jako domena działów IT. Zarządy często postrzegały je jako obszar techniczny, delegowany do informatyków, administratorów systemów czy zewnętrznych dostawców usług. Ta epoka właśnie się kończy. Dyrektywa wprost przenosi odpowiedzialność na poziom zarządczy. Kadra kierownicza ma nie tylko zatwierdzać środki bezpieczeństwa, ale również aktywnie nadzorować system zarządzania ryzykiem cybernetycznym. Co więcej – ustawodawca europejski wprost mówi o odpowiedzialności za zaniedbania. To bardzo istotna zmiana z perspektywy corporate governance. Cyberbezpieczeństwo zaczyna funkcjonować podobnie jak compliance, AML czy bezpieczeństwo finansowe – jako obszar osobistej odpowiedzialności członków zarządu i kierownictwa. W praktyce oznacza to również zmianę oczekiwań wobec rad nadzorczych, audytów wewnętrznych oraz procesów decyzyjnych w spółkach. W sektorach strategicznych będzie to miało szczególne znaczenie także w kontekście odpowiedzialności kontraktowej, relacji z administracją publiczną oraz zdolności do realizacji zamówień związanych z bezpieczeństwem państwa. Jednocześnie warto uczciwie powiedzieć: dla wielu organizacji największym problemem nie będzie technologia. Problemem będzie brak uporządkowanego governance. Brak realnej mapy odpowiedzialności. Brak procedur incydentowych. Brak wiedzy, kto podejmuje decyzje kryzysowe. Brak scenariuszy działania po ataku. Brak kontroli nad dostawcami. Brak świadomości zarządu, jak wygląda rzeczywista ekspozycja organizacji na ryzyko. A współczesne incydenty cybernetyczne coraz rzadziej mają charakter wyłącznie technologiczny. To dziś często zdarzenia wpływające bezpośrednio na zdolność operacyjną przedsiębiorstwa, ciągłość produkcji, logistykę, realizację kontraktów, bezpieczeństwo informacji, relacje z administracją publiczną czy reputację organizacji. W kontekście obecnej sytuacji geopolitycznej trudno traktować te kwestie wyłącznie jako problem regulacyjny. NIS2 należy dziś postrzegać szerzej – jako element budowania odporności państwa, gospodarki i przedsiębiorstw funkcjonujących w strategicznych sektorach. I właśnie dlatego dyskusja o cyberbezpieczeństwie coraz częściej pojawia się obok debat dotyczących obronności, infrastruktury krytycznej, bezpieczeństwa energetycznego czy resilience państwa. Bo współczesne bezpieczeństwo coraz rzadziej zaczyna się od granicy państwowej. Coraz częściej zaczyna się od serwera, dostępu uprzywilejowanego, podatności w systemie albo niepozornego dostawcy w łańcuchu dostaw. Autor: Jarosław Chałas  Partner Zarządzający Radca Prawny Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy  Dowiedz się więcej: Prawo własności intelektualnej i nowych technologii

Blog

Państwo nie buduje bezpieczeństwa samym zakupem sprzętu. Kluczowe stają się IP, serwis i kontrola nad technologią

Państwo nie buduje bezpieczeństwa samym zakupem sprzętu. Kluczowe stają się IP, serwis i kontrola nad technologią Dyskusja prowadzona podczas panelu dotyczącego przemysłu lotniczego w ramach Kongresu Bezpieczeństwa Polski unaoczniła skalę zmian, jakie zachodzą obecnie na styku bezpieczeństwa państwa, technologii, przemysłu oraz prawa. Wypowiedzi przedstawicieli sektora lotniczego i obronnego stały się punktem wyjścia do szerszej refleksji nad rolą własności intelektualnej, certyfikacji, serwisowania i kontroli nad technologią w budowaniu odporności operacyjnej państw i przemysłu. Jeszcze kilka lat temu bezpieczeństwo sektora lotniczego analizowano głównie przez pryzmat infrastruktury, przepustowości portów czy skali produkcji przemysłowej. Dziś coraz wyraźniej widać, że kluczowe znaczenie mają zdolności do utrzymania, rozwijania i integrowania technologii już po ich wdrożeniu. Sam zakup platformy przestaje być wystarczający. Słusznie zwracano uwagę na znaczenie krajowych zdolności MRO (to jest utrzymania, napraw i serwisowania statków powietrznych). W obecnych realiach geopolitycznych nie jest to już wyłącznie kwestia operacyjna czy biznesowa. To element ciągłości działania i odporności infrastrukturalnej. Państwo, które nie posiada lokalnych kompetencji do utrzymania własnych platform lotniczych, pozostaje zależne od zagranicznych dostawców, zewnętrznych centrów serwisowych i globalnych łańcuchów dostaw. W tym kontekście istotne były również wypowiedzi dotyczące budowania lokalnych zdolności obsługowych i serwisowych. Mariusz Wawron z Leonardo PZL-Świdnik podkreślał znaczenie transferu technologii, utrzymywania kompetencji produkcyjnych w kraju oraz tworzenia zaplecza zdolnego nie tylko do montażu końcowego, ale również do dalszego utrzymania i obsługi platform po ich wdrożeniu. W obecnej sytuacji geopolitycznej to właśnie ciągłość operacyjna i możliwość szybkiego reagowania zaczynają mieć znaczenie strategiczne. Coraz większego znaczenia nabiera więc nie tylko sam zakup sprzętu, ale zdolność do samodzielnego utrzymania i rozwijania systemu po jego wdrożeniu. Jak wskazuje Renata Chałas, ekspertka Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy, z perspektywy prawnej i kontraktowej kluczowe znaczenie zaczynają mieć dziś postanowienia dotyczące dostępu do technologii, dokumentacji technicznej, możliwości serwisowania, licencji, transferu know-how oraz ciągłości wsparcia operacyjnego. To właśnie na poziomie kontraktu coraz częściej rozstrzygają się kwestie związane z późniejszą zdolnością państwa do utrzymania i rozwijania systemów. Jeżeli zamawiający publiczny nie zabezpieczy odpowiednich praw lub mechanizmów ciągłości utrzymania systemu, może dojść do sytuacji, w której sprzęt formalnie znajduje się w kraju, ale możliwość jego dalszego rozwijania, integracji nowych funkcjonalności lub utrzymania pozostaje ograniczona. Dlatego tak istotne są dziś kwestie związane z własnością intelektualną. Podczas dyskusji wielokrotnie podkreślano znaczenie lokalizacji IP oraz transferu technologii. W sektorze lotniczym i obronnym prawa własności intelektualnej przestają mieć wyłącznie wymiar biznesowy. Coraz częściej stają się jednym z elementów budowania autonomii technologicznej i odporności państw. Na znaczenie kontroli nad technologią zwracał uwagę również Tomasz Kieć z PZL Mielec, wskazując, że możliwość szybkiego reagowania na nowe zagrożenia pozostaje bezpośrednio związana z posiadaniem praw do technologii oraz zaplecza inżynieryjnego w kraju. Ma to szczególne znaczenie w przypadku systemów wymagających bieżących modyfikacji, integracji nowych rozwiązań oraz dostosowywania do szybko zmieniających się warunków operacyjnych. Doświadczenia wojny w Ukrainie bardzo wyraźnie pokazały, że przewagę uzyskują nie wyłącznie najbardziej zaawansowane technologicznie systemy, ale również te, które można szybko modyfikować, wdrażać i dostosowywać do realiów pola walki. Szczególnie widoczne jest to w obszarze systemów bezzałogowych. W trakcie panelu przedstawiciele sektora UAV zwracali uwagę na napięcie pomiędzy tempem rozwoju technologii a procedurami certyfikacyjnymi i zakupowymi. To obecnie jedno z najważniejszych wyzwań dla państw NATO oraz europejskiego przemysłu obronnego. Bardzo trafnie problem ten opisał Janusz Michalcewicz, reprezentujący środowisko Doliny Lotniczej i producentów UAV, wskazując na rosnące napięcie pomiędzy dynamiką rozwoju technologii bezzałogowych a klasycznymi modelami certyfikacji i zakupów dla sektora obronnego. Szczególnie istotna była zwrócona przez niego uwaga, że przemysł bardzo często pozostaje dziś w sytuacji, w której oczekuje się od niego innowacyjności, przy jednoczesnym braku precyzyjnie zdefiniowanych wymagań operacyjnych i technicznych po stronie zamawiającego publicznego. Systemy wojskowe i lotnicze muszą oczywiście spełniać wysokie standardy bezpieczeństwa oraz interoperacyjności. Jednocześnie wiele obecnych procedur tworzonych było z myślą o klasycznych platformach lotniczych i nie zawsze nadąża za dynamiką rozwoju technologii bezzałogowych oraz rozwiązań dual-use. To prowadzi do sytuacji, w której postępowania zakupowe często faworyzują rozwiązania już istniejące i wcześniej certyfikowane, podczas gdy lokalne podmioty rozwijające nowe technologie pozostają w trudniejszej pozycji konkurencyjnej. W sektorze strategicznym jest to nie tylko wyzwanie gospodarcze, ale również kwestia budowania długoterminowych kompetencji technologicznych państwa. Model zakupowy sektora publicznego powinien więc uwzględniać nie tylko parametry końcowego produktu, ale również możliwość jego dalszego rozwoju, dostęp do dokumentacji technicznej, bezpieczeństwo łańcucha dostaw, lokalne zdolności serwisowe, możliwość integracji z innymi systemami oraz zdolność utrzymania sprzętu w sytuacjach kryzysowych. Jak zauważa ekspertka z kancelarii Chałas i Wspólnicy, coraz większego znaczenia nabiera również odpowiednie projektowanie relacji pomiędzy dużymi integratorami przemysłowymi a krajowymi MŚP rozwijającymi technologie dual-use, UAV czy rozwiązania antydronowe. W takich projektach kluczowe staje się zabezpieczenie praw do know-how, zasad korzystania z rezultatów prac rozwojowych oraz kontroli nad dalszym wykorzystaniem technologii. Wypowiedzi przedstawicieli przemysłu lotniczego pokazały również, jak istotna staje się dziś elastyczność regulacyjna i zdolność instytucji do szybkiego reagowania na zmieniające się uwarunkowania technologiczne. Wojna w Ukrainie bardzo wyraźnie przyspieszyła tę dyskusję w całej Europie. Podobne debaty dotyczące bezpieczeństwa dostaw, kontroli nad technologią oraz budowania sovereign capabilities coraz wyraźniej pojawiają się również na poziomie NATO i Unii Europejskiej. Dotyczy to zwłaszcza obszarów związanych z UAV, cyberbezpieczeństwem, technologiami dual-use oraz odpornością łańcuchów dostaw. Polska posiada dziś realne kompetencje przemysłowe, technologiczne i inżynieryjne, aby stać się jednym z istotnych elementów europejskiego systemu bezpieczeństwa i produkcji lotniczej. Kluczowe pozostaje jednak to, czy za potencjałem przemysłowym nadążą procedury, modele kontraktowe oraz sposób definiowania potrzeb przez instytucje państwowe. Dzisiejsza odporność państwa nie zależy już wyłącznie od liczby zakupionych platform. Coraz częściej zależy od tego, kto kontroluje technologię, kto posiada kompetencje do jej rozwijania i czy państwo zachowuje zdolność do samodzielnego działania w sytuacjach kryzysowych.   Renata Chałas Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy Dowiedz się więcej: Prawo własności intelektualnej i nowych technologii

Blog

Rynek budowlany musi zachować czujność w świetle nadchodzącego boomu inwestycyjnego

Rynek budowlany musi zachować czujność w świetle nadchodzącego boomu inwestycyjnego Coraz wyraźniej widać nadchodzący boom budowlany. Realizacja wielu kluczowych dla Polski inwestycji wkracza w fazę ich rzeczywistej realizacji. Prace związane z polskim atomem, Centralnym Portem Komunikacyjnym czy gruntowną modernizacją kolei nie są już tylko zapowiedziami, ale realnymi działaniami. I choć powinna być to wyłącznie pozytywna wiadomość dla całej branży, słychać w niej również głosy zaniepokojenia. Intensywność inwestycji oznacza bowiem również zwiększoną rywalizację. Wciąż żywe pozostają jednocześnie niepewności dotyczące sytuacji ekonomiczno-politycznej. Choć sytuacja rynkowa w ostatnich miesiącach wyraźnie się stabilizuje, powracające ożywienie inwestycyjne rodzi pytanie, czy branża rzeczywiście wyciągnęła wnioski z poprzedniego kryzysu.  Jednym z podstawowych problemów ostatnich lat był niewątpliwie sposób konstruowania kontraktów. W okresie bardzo dużej konkurencji część wykonawców decydowała się na składanie ofert przy minimalnych bądź wręcz zerowych (na niektórych fragmentach kontraktu) marżach, zakładając względną stabilność rynku. Tymczasem skala wzrostu kosztów okazała się trudna do przewidzenia nawet dla najbardziej doświadczonych uczestników rynku. W efekcie mechanizmy waloryzacyjne, które miały zabezpieczać strony kontraktu, bardzo szybko okazały się niewystarczające. To właśnie kwestia odpowiedniego podziału i opisu ryzyk kontraktowych wydaje się dziś jednym z najważniejszych tematów. W praktyce coraz większego znaczenia nabiera nie tylko sama wysokość limitów waloryzacyjnych, ale również odpowiednie określenie sposobów skorzystania z nich, katalog kosztów podlegających rekompensacie czy mechanizmy pozwalające regulować tempo procedowania roszczeń przez zamawiających. Nawet najlepiej skonstruowany mechanizm waloryzacyjny nie spełni swojej funkcji, jeśli wykonawca będzie zmuszony przez wiele miesięcy finansować wzrost kosztów z własnych środków.Doświadczenia ostatnich lat pokazały również, jak istotne znaczenie ma bieżące zarządzanie kontraktem i odpowiednio wczesne reagowanie na pojawiające się ryzyka. W wielu przypadkach sytuacje, które skończyły się największymi sporami i problemami, narastały miesiącami, zanim strony decydowały się na realne rozmowy dotyczące zmian warunków realizacji inwestycji. Tymczasem odpowiednio szybkie uruchomienie dobrze skonstruowanych procedur kontraktowych, właściwe dokumentowanie roszczeń czy podjęcie negocjacji na wczesnym etapie często pozwala ograniczyć skalę późniejszego sporu. Autor Adam ZakzrzewskiAdwokat Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy Dowiedz się więcej: prawo budowlane i nieruchomości

Blog

Padok dla koni jako budowla ziemna

Padok dla koni jako budowla ziemna Padok dla koni stanowi powszechny element zagospodarowania terenów rolnych oraz rekreacyjnych. Jego wykonanie, choć pozornie nieskomplikowane, coraz częściej wiąże się z istotną ingerencją w ukształtowanie terenu, obejmującą niwelację, wykonywanie nasypów, skarp oraz zastosowanie warstw konstrukcyjnych.Powstaje zatem pytanie, czy tego rodzaju ingerencja może prowadzić do zakwalifikowania padoku jako budowli ziemnej w rozumieniu ustawy z dnia 7 lipca 1994 r. Prawo budowlane (t.j. Dz.U.2026.524 ze zm.). Problem ten ma doniosłe znaczenie praktyczne, gdyż determinuje obowiązki inwestora, w tym konieczność uzyskania pozwolenia na budowę lub dokonania zgłoszenia.W Prawie budowlanym nie ma definicji padoku. Jest natomiast zdefiniowana budowla, przez którą należy rozumieć każdy obiekt budowlany niebędący budynkiem lub obiektem małej architektury, a w szczególności jest nią „budowla ziemna” (art. 3 pkt 3). Ustawodawca nie sprecyzował także tego pojęcia. To orzecznictwo Naczelnego Sądu Administracyjnego przyjęło, że przez takie budowle należy rozumieć wytwory ludzkiej działalności, nie będące budynkiem lub obiektem małej architektury wykonane w ziemi lub z ziemi (gruntu lub podobnego materiału). Taka budowla musi mieć charakter kubaturowy, być widoczna, istnieć w kategoriach obiektywnych i co ważne spełniać jakąś rolę, stanowiąc całość techniczno-użytkową (wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 30.10.2018 r., sygn. akt II OSK 2688/16 – CBOSA) W konsekwencji brak wyraźnego wskazania padoku w ustawie nie przesądza o jego wyłączeniu spod reżimu prawa budowlanego. Oczywiście niemożliwym jest uznanie za „budowlę ziemną” każdego przesunięcia i rozplantowania warstwy ziemi, zwłaszcza przesunięcia nie powodującego powstania widocznej budowli i nie mającego na celu w bliższej lub dalsze przyszłości wykonanie jakiegokolwiek obiektu budowlanego. Budowla ziemna oznacza budowlę, której podstawowym tworzywem jest ziemia. Budowla taka jest wykonana w gruncie lub z gruntu. Przykładem budowli ziemnej może być wykonany z ziemi wał, czy wykonany z ziemi kopiec. W orzecznictwie podkreśla się charakter kubaturowy budowli ziemnej, jej widoczność i istnienie w kategoriach obiektywnych. (wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Rzeszowie z dnia 16 stycznia 2008 r., sygn. akt II SA/Rz 731/07- CBOSA).Dla kwalifikacji obiektu jako budowli ziemnej istotne znaczenie ma zakres robót ziemnych. W orzecznictwie wskazano przykładowo: Wykonanie 10 sztuk wzniesień i 10 zagłębień w stosunku do stałego terenu własnej działki i wykorzystywanie tak ukształtowanego terenu jako toru motokrosowego jest wykonaniem budowli ziemnej w rozumieniu art. 3 pkt 3 pb (wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z 14.4. 2011 r., VII SA/Wa 2164/10, Lex nr 996674), Przykładem budowli ziemnej może być wykonany z ziemi wał (wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie z 20.3.2013 r., II SA/Kr 95/13, Lex nr 1301172), Obiektem budowlanym może być nie tylko konstrukcja z materiałów twardych typu beton, asfalt, ale też konstrukcja ziemna (np. w odniesieniu do dróg jest to przystosowany do ruchu drogowego nasyp czy nawierzchnia ze żwiru usypana i utwardzona na gruncie wyznaczonym jako pas drogowy). Konstrukcje typu ziemnego są zaliczane do obiektów budowlanych, co wynika z definicji budowli, zawartej art. 3 pkt 3 pb, wymieniającej jako rodzaj budowli również „budowle ziemne” (wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Bydgoszczy z 27.10.2011 r., II SA/Bd 963/11, Lex nr 1110759).Z przykładów tych można wywieść, że nie każda ingerencja w grunt stanowi roboty budowlane prowadzące do powstania budowli ziemnej. O kwalifikacji decyduje skala, sposób wykonania oraz trwałość efektu tych robót. Samo wyrównanie gruntu nawet na sporym terenie, nie będzie mogło być uznane za wykonanie budowli ziemnej. Jeżeli jednak roboty będą wiązały się ze zmianami w ukształtowaniu terenu poprzez likwidację terenu pagórkowatego, czy też częściową likwidację zbocza, to wówczas można zastanawiać się nad powstaniem budowli ziemnej. Gdy do tego usypane zostaną nasypy albo skarpa (do 2 m wysokości) i nawieziona ziemia (np. piach rzeczny), to wówczas zwiększa się prawdopodobieństwo uznania, że doszło do powstania budowli ziemnej. Dodatkowo, użycie materiałów budowlanych, np. geowłókniny oddzielającej warstwy ziemi, jeszcze bardziej potwierdzi to prawdopodobieństwo.O uznaniu danego obiektu za budowlę decyduje również funkcja, jaką spełnia – w szczególności, jeżeli jest ona związana z gospodarczym wykorzystaniem terenu. Przykładem może być właśnie padok dla koni, stanowiący całość techniczno-użytkową w stadninach dla utrzymania koni w dobrej kondycji, jak i dla celów rekreacyjnych. Jednym z elementów uznania danego obiektu za budowlę będzie także trwałość konstrukcji. Jeżeli do likwidacji obiektu potrzebne będzie wykonanie robót budowlanych (np. wywiezienie znacznych ilości nawiezionego wcześniej piasku rzecznego albo kamieni), to świadczy o trwałości konstrukcji.Podsumowując, jeżeli padok dla koni jest stworzony na gruncie płaskim, jedynie wyrównanym, to nie ma podstaw do uznania, że jest to budowla ziemna w rozumieniu prawa budowlanego.Gdy natomiast tworzenie padoku dla koni będzie odbywało się w rejonie górzystym, gdzie niezbędne będzie częściowe zlikwidowanie zbocza i usypanie skarpy albo nasypów relatywnie wysokich (do 2 m), nawiezienie kamieni dla umocnienia skarpy albo nasypów i nawiezienie piasku rzecznego dla wyrównania padoku, to taki obiekt raczej będzie budowlą ziemną w rozumieniu prawa budowlanego.Taka ingerencja w ukształtowanie terenu górskiego może wiązać się ze zmianą kierunku i intensywnością spływu wody po opadach. Zakwalifikowanie padoku jako budowli może wiązać się z: obowiązkiem uzyskania pozwolenia na budowę lub dokonania zgłoszenia,  możliwością wszczęcia postępowania legalizacyjnego,  koniecznością uwzględnienia regulacji prawa wodnego. Padok dla koni może stanowić budowlę ziemną w rozumieniu prawa budowlanego, jeżeli jego realizacja obejmuje istotne i trwałe przekształcenie terenu. O kwalifikacji tej decydują przede wszystkim: skala ingerencji, trwałość wykonania, funkcja techniczna oraz wpływ na stosunki wodne. Orzecznictwo sądów administracyjnych przyjmuje szeroką, funkcjonalną wykładnię pojęcia budowli, co sprzyja obejmowaniu tego typu obiektów reżimem prawa budowlanego. Autor Zbigniew Cieślak Radca Prawny Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy 

Blog

Sąd Najwyższy określił granice szkody inwestorów

Sąd Najwyższy określił granice szkody inwestorów. Niezwykle ważna uchwała w kontekście dochodzenia roszczeń związanych z wadami robót budowlanych W swojej najnowszej uchwale Sąd Najwyższy stwierdził, że odszkodowanie za szkodę wynikłą z nienależytego wykonania zobowiązania z umowy o roboty budowlane nie może zostać ustalone jako równowartość kosztów usunięcia wad. Mowa o sytuacji, gdy koszty usunięcia wad nie zostały jeszcze przez inwestora poniesione. Orzeczenie to może mieć kluczowe znaczenia dla sposobu dochodzenia roszczeń przez inwestorów budowlanych. Choć uzasadnienie uchwały nie jest jeszcze znane, należy spodziewać się, że Sąd Najwyższy stanął na stanowisku, że szkoda inwestora do momentu rzeczywistego wykonania prac usuwających wady może być jedynie szkodą porównawczą, tj. stanowiącą różnicę między wyceną inwestycji realnie zbudowanej a tej objętej umową. Szkoda według SN wydaje się występować w takim wypadku głównie na papierze, a nie na terenie budowy. W praktyce stanowisko Sądu Najwyższego oznacza, że inwestor, chcący dochodzić od wykonawcy roszczeń związanych z doprowadzeniem robót budowlanych do stanu odpowiadającego umowie, będzie musiał przed podjęciem sporu bardzo dokładnie oszacować wysokość kosztów niezbędnych do uzgodnienia rzeczywistego stanu inwestycji ze stanem wymaganym umową. Dopiero taka dokładna kalkulacja pozwoli zdecydować, czy warto dochodzić tych kosztów jeszcze przed podjęciem rzeczywistych prac. Często koszty takie przewyższają różnicę w wartości inwestycji wadliwej do tej umownej, gdyż obejmują dodatkowo chociażby koszty usunięcia lub modyfikacji części już wykonanych prac. Uchwała została wydana w składzie 7 sędziów Sądów Najwyższego, a więc będzie posiadać status zasady prawnej.  Autorem opracowania jest Adam Zakrzewski, ekspert w zakresie sporów z umów o roboty budowlane oraz odpowiedzialności kontraktowej. Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy wspiera przedsiębiorców oraz inwestorów w sporach dotyczących robót budowlanych, odpowiedzialności kontraktowej oraz dochodzenia roszczeń związanych z realizacją inwestycji infrastrukturalnych. W ramach kompleksowej obsługi kancelaria prowadzi analizy umów o roboty budowlane, audyty prawne inwestycji, ocenę zasadności roszczeń odszkodowawczych oraz przygotowanie strategii procesowej dostosowanej do specyfiki danego projektu. Zespół kancelarii reprezentuje klientów w postępowaniach sądowych i arbitrażowych, prowadzi negocjacje przedsądowe oraz wspiera inwestorów i wykonawców w minimalizowaniu ryzyk związanych z wadami robót budowlanych i sporami dotyczącymi odpowiedzialności kontraktowej. Dzięki doświadczeniu w obsłudze sektora budowlanego oraz sporów gospodarczych kancelaria zapewnia rozwiązania uwzględniające zarówno aspekty prawne, jak i biznesowe prowadzonych inwestycji. W sytuacji rosnącej liczby sporów dotyczących inwestycji budowlanych oraz zmieniającej się linii orzeczniczej Sądu Najwyższego warto skonsultować planowane działania z zespołem doświadczonych prawników. Chałas i Wspólnicy oferuje wsparcie w zakresie analizy ryzyk prawnych, zabezpieczenia interesów inwestorów i wykonawców oraz przygotowania skutecznej strategii dochodzenia lub obrony roszczeń. Profesjonalne doradztwo pozwala ograniczyć ekspozycję biznesową, zwiększyć przewidywalność postępowań oraz skutecznie chronić interesy przedsiębiorstwa na każdym etapie realizacji inwestycji budowlanej.

stare

Kancelaria Prawna J. Chałas i Wspólnicy Sp. k. Patronem Honorowym Konferencji „Prawo Sport Finanse 2026”

Patronat nad wydarzeniem objęła Kancelaria Chałas i Wspólnicy – uznana i ważna na rynku kancelaria prawnicza. Od lat wspiera zarówno sektor gospodarczy, jak i publiczny, wnosząc do konferencji szeroką perspektywę oraz cenne doświadczenie strategiczne. Ponadto, jednym z sektorów, w którym specjalizuje się Kancelaria jest prawo sportowe  To partnerstwo znacząco wzmacnia poziom merytoryczny wydarzenia. Dziękujemy za zaufanie i wspólne zaangażowanie w rozwój rynku prawa sportowego  24-25 kwietnia 2026 r. Sala 0.410, UW, ul. Dobra 55  #prawo #sport #finanse #prawosportowe #konferencjanaukowa #patronathonorowy

Aktualności

Uczestniczyliśmy w XXVI edycji Ogólnopolskiego Kongresu Energetyczno-Ciepłowniczego POWERPOL

  Kancelarię Chałas i Wspólnicy reprezentowała adwokat Małgorzata Kran, specjalistka w zakresie prawa energetycznego. Tegoroczna edycja Kongresu potwierdziła jedno – polska energetyka jest dziś w kluczowym momencie transformacji. Aktualna polityka energetyczna państwa wyraźnie koncentruje się na przyśpieszeniu inwestycji, dywersyfikacji źródeł energii oraz wzmacnianiu bezpieczeństwa energetycznego kraju. Priorytetem pozostaje rozwój odnawialnych źródeł energii, modernizacja i cyfryzacja sieci elektroenergetycznych oraz systemowe wsparcie dla transformacji ciepłownictwa, szczególnie w kierunku nisko- i zeroemisyjnych technologii. Pierwszy dzień Kongresu wyraźnie zdominował temat bezpieczeństwa energetycznego, rozumianego nie tylko jako dostępność surowców, ale także jako stabilność systemu, odporność infrastruktury oraz przewidywalność otoczenia regulacyjnego. Podkreślano, że w obecnej sytuacji geopolitycznej bezpieczeństwo stało się fundamentem całej polityki energetycznej państwa i warunkiem dalszego rozwoju gospodarczego. Równolegle głośno wybrzmiał wątek regulacji. Uczestnicy debat wskazywali, że tempo transformacji wymaga bardziej elastycznych i przewidywalnych ram prawnych, które nadążą za dynamicznymi zmianami technologicznymi. Najbliższe lata to czas intensywnych projektów – zarówno wielkoskalowej infrastruktury, jak i rozproszonych źródeł energii. Dla zarządów i inwestorów oznacza to konieczność podejmowania decyzji w warunkach rosnącej odpowiedzialności i presji czasu. Dziękujemy organizatorom Europejskie Centrum Biznesu za stworzenie przestrzeni do merytorycznej, otwartej debaty o przyszłości sektora. hasztag#energetyka hasztag#transformacjaenergetyczna hasztag#bezpieczeństwoenergetyczne hasztag#OZE hasztag#prawoenergetyczne hasztag#POWERPOL

Aktualności

Udział w międzynarodowej konferencji „Protecting Consumers in the Digital Age: AI and Dark Pattern Detection”

Partner Zarządzający, Mecenas Jarosław Chałas, otrzymał imienne zaproszenie od Prezesa UOKiK do udziału w międzynarodowej konferencji „Protecting Consumers in the Digital Age: AI and Dark Pattern Detection”. Wydarzenie odbędzie się 17 marca 2026 r. w Bydgoszczy. Organizatorem jest Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, we współpracy z partnerami międzynarodowymi. Konferencja koncentruje się na ochronie konsumentów w środowisku cyfrowym, wykorzystaniu AI oraz identyfikacji tzw. dark patterns. To zagadnienia, które coraz częściej mają wymiar zarządczy – łączą odpowiedzialność regulacyjną z reputacją i strategią firmy. Udział w tym wydarzeniu traktujemy jako element stałego dialogu z rynkiem i regulatorami w sprawach o wysokiej wadze biznesowej. Dziękujemy za zaproszenie i możliwość udziału w międzynarodowej debacie o standardach ochrony konsumentów w erze cyfrowej. Będziemy informować o najważniejszych wnioskach i kierunkach dyskusji po zakończeniu konferencji. hasztag#UOKiK hasztag#ochronakonsumenta hasztag#AI hasztag#darkpatterns hasztag#prawo hasztag#regulacje hasztag#ochronakonkurencji

Blog

Zaskarżanie uchwał wspólników. Kluczowy mechanizm ochrony interesów wspólników i bezpieczeństwa spółki

Zaskarżanie uchwał wspólników. Granice władzy większości i ochrona praw wspólników Uchwały wspólników mają często kluczowe znaczenie dla funkcjonowania przedsiębiorstwa. Dotyczą m.in. podziału zysku, zmian umowy spółki, powoływania członków zarządu czy kierunków rozwoju firmy. Zdarza się jednak, że uchwała zostaje podjęta z naruszeniem procedur albo w sposób krzywdzący część wspólników. W takich sytuacjach prawo przewiduje możliwość jej zakwestionowania przed sądem. Możliwość zaskarżania uchwał wspólników to jeden z najważniejszych mechanizmów ochronnych w spółkach kapitałowych. Spory te znacząco różnią się od wszelkich innych spraw sądowych w samej swojej naturze – nie dotyczą bowiem szeroko pojętej odpowiedzialności, a stanowią mechanizm realnego wpływania na bieżącą działalność spółki, utrzymując równowagę pomiędzy większością a mniejszością wspólników. Przepisy przewidują co do zasady dwa podstawowe sposoby zaskarżania uchwał wspólników. Pierwszym z nich jest powództwo o uchylenie uchwały. To rozwiązanie znajduje zastosowanie przede wszystkim wtedy, gdy sama uchwała nie narusza wprost przepisów prawa, ale jej treść, cel albo skutki budzą poważne zastrzeżenia. Przepisy przewidują możliwość uchylenia uchwały, gdy jest ona sprzeczna z umową spółki lub dobrymi obyczajami oraz gdy godzi w interes spółki lub ma na celu pokrzywdzenie wspólnika. W praktyce są to często sytuacje związane z konfliktami właścicielskimi. Przykładem może być podjęcie uchwały, która formalnie mieści się w granicach prawa, ale w rzeczywistości prowadzi do nieuzasadnionego uprzywilejowania części wspólników kosztem pozostałych. Podobnie oceniane mogą być działania mające na celu „wypychanie” wspólników mniejszościowych z wpływu na działalność spółki albo decyzje podejmowane wyłącznie w interesie jednej grupy właścicieli. Istotne znaczenie mają tutaj również tzw. dobre obyczaje. To pojęcie stosunkowo szerokie, odnoszące się przede wszystkim do standardów uczciwego i lojalnego działania w relacjach korporacyjnych. Dzięki temu sąd może oceniać nie tylko formalną zgodność uchwały z przepisami, ale również jej rzeczywisty wpływ na funkcjonowanie spółki i sytuację wspólników. Drugim środkiem jest powództwo o stwierdzenie nieważności uchwały. W tym przypadku chodzi już o uchwały typowo sprzeczne z ustawą, a więc naruszające obowiązujące przepisy prawa. Tego rodzaju naruszenia mają zwykle bardziej „formalny” charakter, choć ich skutki mogą być bardzo poważne dla funkcjonowania spółki. W praktyce może chodzić np. o podjęcie uchwały bez wymaganego quorum, z naruszeniem zasad głosowania, bez prawidłowego zwołania zgromadzenia wspólników albo w sprawie wykraczającej poza kompetencje zgromadzenia. W takich sytuacjach problemem nie jest jedynie nieuczciwość czy konflikt interesów, ale sam fakt naruszenia przepisów prawa regulujących sposób działania spółki. Warto pamiętać, że celem zaskarżania uchwał nie jest paraliżowanie działalności spółki. Mechanizm ten ma przede wszystkim zapewnić transparentność i uczciwość procesu podejmowania decyzji. Sama możliwość skierowania sprawy do sądu często działa prewencyjnie i mobilizuje wspólników do starannego przygotowywania uchwał oraz przestrzegania procedur. Dlatego dobrze skonstruowana umowa spółki, jasne zasady komunikacji i rzetelne protokołowanie zgromadzeń mogą znacząco ograniczyć ryzyko późniejszych sporów sądowych.  Nawet najbardziej przejrzyste zapisy i procedury nie przesądzają jednak o braku możliwości wystąpienia sporu dotyczącego uchwał. W takim wypadku ogromne znaczenie ma szybka reakcja oraz odpowiednie zabezpieczenie dokumentacji związanej z przebiegiem zgromadzenia wspólników. Odpowiednie poprowadzenie procesu zaskarżenia niekorzystnej bądź niezgodnej z prawem uchwały – od identyfikacji problemu aż do wdrożenia rozwiązań naprawczych wynikających z ewentualnego korzystnego rozstrzygnięcia sądu – jest często kluczowa dla bieżącej działalności spółki. Spór dotyczący uchwał nigdy nie jest bowiem wątkiem pobocznym, niezależnym od codziennego życia spółki, a jest jego nierozłączną częścią.  Autor opracowania adwokat Adam Zakrzewski. Zaskarżanie uchwał wspólników stanowi jeden z najważniejszych mechanizmów ochrony praw wspólników oraz zachowania równowagi korporacyjnej w spółkach kapitałowych. Powództwo o uchylenie uchwały lub stwierdzenie jej nieważności może mieć kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa działalności spółki, szczególnie w sytuacjach konfliktów właścicielskich, naruszenia procedur głosowania lub działań godzących w interes spółki i wspólników. Odpowiednia analiza ryzyk korporacyjnych oraz szybka reakcja na nieprawidłowości pozwalają ograniczyć skutki biznesowe sporów i zabezpieczyć stabilność procesów decyzyjnych. Kancelaria Chałas i Wspólnicy wspiera przedsiębiorców w prowadzeniu sporów korporacyjnych oraz postępowań dotyczących zaskarżania uchwał wspólników, zapewniając kompleksowe doradztwo w zakresie prawa korporacyjnego, sporów sądowych i arbitrażu. Zespół kancelarii prowadzi analizę dokumentacji korporacyjnej, ocenę zgodności uchwał z przepisami prawa i umową spółki, przygotowuje strategie procesowe oraz reprezentuje klientów na wszystkich etapach postępowania sądowego. Wsparcie obejmuje również zabezpieczenie materiału dowodowego, ocenę ryzyk związanych z odpowiedzialnością członków organów spółki oraz doradztwo strategiczne ukierunkowane na ochronę pozycji wspólników i stabilności działalności przedsiębiorstwa. Dzięki doświadczeniu w prowadzeniu sporów gospodarczych o wysokim stopniu złożoności kancelaria skutecznie wspiera klientów w sytuacjach wymagających szybkich decyzji oraz precyzyjnego zarządzania ryzykiem korporacyjnym. W przypadku sporów dotyczących uchwał wspólników kluczowe znaczenie ma szybkie podjęcie działań prawnych oraz właściwe zabezpieczenie interesów spółki i wspólników. Zespół Kancelarii Chałas i Wspólnicy zapewnia wsparcie w zakresie identyfikacji naruszeń, przygotowania strategii procesowej oraz reprezentacji w postępowaniach dotyczących uchylenia lub stwierdzenia nieważności uchwał. Profesjonalne prowadzenie sporu korporacyjnego pozwala ograniczyć ryzyko destabilizacji działalności przedsiębiorstwa, wzmocnić pozycję negocjacyjną wspólników oraz zapewnić transparentność procesów decyzyjnych. Kontakt z doświadczonym zespołem prawników umożliwia skuteczną ochronę interesów biznesowych i minimalizację ryzyk związanych z funkcjonowaniem spółki. Dowiedz się więcej: Spory korporacyjne i konflikty właścicielskie

Blog

Czy można usunąć wspólnika ze spółki? Tak, ale to operacja na otwartym sercu

Czy można usunąć wspólnika ze spółki? Tak, ale to operacja na otwartym sercu  Oczywiście, choć nie jest to ani szybkie, ani proste, ani tym bardziej możliwe do przeprowadzenia jednym głosowaniem przy stole konferencyjnym. Wbrew obiegowym wyobrażeniom wspólnik spółki z o.o. nie jest kimś, kogo większość może po prostu „odwołać”, gdy relacje się psują. Prawo przewiduje jednak mechanizm, który w sytuacjach skrajnych pozwala zakończyć współpracę nawet wbrew woli jednej ze stron. Kodeks spółek handlowych zakłada, że spółka z ograniczoną odpowiedzialnością opiera się na współdziałaniu osób, które łączy wspólny interes gospodarczy. Brzmi to racjonalnie i elegancko, ale praktyka biznesowa bywa znacznie mniej uporządkowana. Nierzadko po kilku latach zgodnej współpracy okazuje się, że dawni partnerzy zaczynają mówić różnymi językami. Jeden chce inwestować, drugi ograniczać ryzyko. Jeden myśli o rozwoju, drugi o natychmiastowej dywidendzie. Zdarza się też, że wspólnik wykorzystuje dostęp do informacji dla własnych celów, podejmuje działalność konkurencyjną lub skutecznie blokuje każdą istotną decyzję. W takich okolicznościach problem przestaje mieć charakter osobisty. Staje się zagrożeniem dla samej spółki. Właśnie na takie sytuacje ustawodawca przewidział instytucję wyłączenia wspólnika. Zgodnie z art. 266 k.s.h. pozostali wspólnicy, dysponujący łącznie więcej niż połową kapitału zakładowego, mogą wystąpić do sądu z żądaniem wyłączenia konkretnej osoby ze spółki, jeżeli istnieją ważne przyczyny dotyczące tego wspólnika. To sformułowanie brzmi niepozornie, ale kryje w sobie szeroki wachlarz sytuacji, które praktyka gospodarcza potrafi dostarczać z dużą regularnością. Działanie na szkodę spółki, uporczywe naruszanie obowiązków, nadużywanie prawa kontroli, utrata zaufania czy trwały konflikt prowadzący do paraliżu decyzyjnego — wszystkie te okoliczności mogą uzasadniać ingerencję sądu. Nie oznacza to jednak, że każdy spór kończy się usunięciem wspólnika. Konflikt jest naturalnym elementem działalności gospodarczej i sam w sobie nie stanowi jeszcze podstawy do tak daleko idącej ingerencji. Sąd bada, czy relacje zostały naruszone w stopniu uniemożliwiającym dalsze funkcjonowanie spółki. Innymi słowy, nie chodzi o to, czy wspólnicy się lubią, lecz o to, czy przedsiębiorstwo może normalnie działać. Postępowanie o wyłączenie wspólnika należy do najbardziej wymagających sporów korporacyjnych. Emocje zwykle są duże, ale o wyniku decydują nie deklaracje, lecz dowody. Korespondencja, uchwały, dokumentacja finansowa, zeznania świadków, a czasem także opinie biegłych tworzą obraz tego, czy zachowanie wspólnika rzeczywiście godzi w interes spółki. To często proces długotrwały, kosztowny i wymagający bardzo precyzyjnego przygotowania. Wyłączenie wspólnika nie oznacza pozbawienia go majątku. Jego udziały muszą zostać przejęte przez pozostałych wspólników lub osoby trzecie za cenę ustaloną przez sąd według rzeczywistej wartości na dzień doręczenia pozwu. Jeżeli cena nie zostanie zapłacona w terminie, wyrok traci skuteczność. Prawo nie służy więc represji, lecz uporządkowaniu relacji właścicielskich przy zachowaniu ekonomicznej równowagi. Co szczególnie interesujące, ustawodawca dostrzegł, że w sporach korporacyjnych nie zawsze chodzi o usunięcie „winnego”. Czasem to wspólnik mniejszościowy staje się stroną trwale pokrzywdzoną i nie ma realnej możliwości opuszczenia spółki. W projekcie nowelizacji k.s.h. przewidziano dodanie art. 269¹, który umożliwi wspólnikowi wystąpienie do sądu z żądaniem ustąpienia ze spółki, jeżeli stosunki między wspólnikami lub między wspólnikiem a spółką doprowadzą do jego rażącego pokrzywdzenia. Udziały takiego wspólnika miałyby zostać wykupione według wartości godziwej, a za zapłatę odpowiadałyby solidarnie spółka i pozostali wspólnicy. To rozwiązanie może okazać się jedną z najważniejszych zmian w polskim prawie spółek ostatnich lat. Dotychczas wspólnik uwikłany w destrukcyjny konflikt często pozostawał w sytuacji bez wyjścia — formalnie nadal uczestniczył w spółce, lecz faktycznie był pozbawiony wpływu na jej funkcjonowanie i nie miał prostego sposobu odzyskania wartości swojej inwestycji. Projektowana regulacja wprowadza potrzebną równowagę. Obok możliwości wyłączenia wspólnika, który destabilizuje działalność spółki, pojawia się prawo odejścia dla tego, który sam stał się ofiarą konfliktu. Najlepsze spory korporacyjne to jednak te, do których nigdy nie dochodzi. Dobrze skonstruowana umowa spółki, zawierająca mechanizmy rozwiązywania impasów, zasady wyceny udziałów czy procedury mediacyjne, potrafi oszczędzić wspólnikom lat procesów i znacznych kosztów. Prawo spółek nie rozwiąże wszystkich problemów osobistych, ale daje narzędzia, gdy konflikt zaczyna zagrażać przedsiębiorstwu. Czasem konieczne jest sądowe rozstanie. I choć bywa ono trudne, to w wielu przypadkach okazuje się jedynym sposobem na to, aby firma mogła po prostu dalej działać. Autorem opracowania jest Jarosław Chałas, który analizuje problem wyłączenia wspólnika ze spółki z o.o. w kontekście sporów korporacyjnych oraz ochrony interesów przedsiębiorstwa. Artykuł omawia przesłanki wynikające z art. 266 k.s.h., wskazując, że wyłączenie wspólnika może nastąpić wyłącznie w sytuacjach, gdy jego działania prowadzą do trwałego konfliktu, paraliżu decyzyjnego lub destabilizacji działalności spółki. Autor zwraca również uwagę na projektowane zmiany w kodeksie spółek handlowych, które mają zwiększyć ochronę wspólników mniejszościowych i uporządkować relacje właścicielskie w sytuacjach kryzysowych. Kancelaria Chałas i Wspólnicy wspiera przedsiębiorców w sporach korporacyjnych dotyczących konfliktów wspólników, ochrony interesów spółki oraz odpowiedzialności wynikającej z relacji właścicielskich. Doradztwo obejmuje analizę umów wspólników, audyt dokumentacji korporacyjnej, przygotowanie strategii procesowej oraz reprezentację przed sądami gospodarczymi w postępowaniach dotyczących wyłączenia wspólnika. Zespół kancelarii pomaga również wdrażać mechanizmy zabezpieczające działalność spółki przed paraliżem decyzyjnym, prowadzi negocjacje pomiędzy wspólnikami oraz wspiera przedsiębiorców w minimalizowaniu ryzyk prawnych i biznesowych związanych z konfliktami właścicielskimi. Kontakt z zespołem kancelarii umożliwia przedsiębiorcom skuteczne zabezpieczenie interesów spółki oraz przygotowanie rozwiązań ograniczających ryzyko długotrwałych sporów korporacyjnych. Kancelaria zapewnia kompleksowe wsparcie zarówno na etapie prewencji, jak i w trakcie postępowań sądowych, pomagając chronić stabilność działalności, wartość inwestycji oraz bezpieczeństwo prawne przedsiębiorstwa. Dzięki doświadczeniu w prowadzeniu złożonych sporów gospodarczych kancelaria wspiera klientów w podejmowaniu decyzji strategicznych i budowaniu trwałych mechanizmów ochrony organizacji.

Przewijanie do góry